Przed startem - podpisanie cyrografu
Maciek - organizator
Sajmon - organizator
zaprawieni w boju uczestnicy
forecast
Na szczęście kontakt z punktem startowym był...
Totalne wycieńczenie na samą myśl o czekającym wysiłku
<przerwa na reklamę>
Zapoznanie z trasą - jak się okazało, niezbyt owocne
21:00 - start
Jeszcze o tym nie wiemy, ale już zabłądziliśmy
punkt kontrolny nr 1 - osiągnięty w "rozsądnym" czasie
na drodze ni stąd ni zowąd wyrosła hałda przemysłowa...
szukając trasy, pozostawialiśmy za sobą chaos i destrukcję
"z błota wynurza się ręka topielca, łapie cię za nogę i wciąga w mętną otchłań" - na tej trasie nietrudno było to sobie wyobrazić *...*
"czerwone światełka" - nasz prowizoryczny punkt orientacyjny - osiągnięty
tak jest - to prawdziwa lewitacja!
punkt kontrolny nr 2.
niestety, było zamknięte
"welcome, welcome to the city"
O tej porze z ostrością widzenia nie było najlepiej...
finish
Wśród lunatyków dominował niezachwiany spokój i brak pośpiechu
"No pain, no hurt, let's go dreaming..."
Wyniki aktualizowane na żywo :-)
bez komentarza
ostatnia grupa
(gdyby nie wizyta w piekarni, byliby przed nami - przykład na to, jak zgubne bywa łakomstwo ;-D)
"A po nocy przychodzi dzień..." - wszystkie grzeczne wampiry idą spać