w drodze....
Alagna Valsesia
Alagna Valsesia - sympatyczne narciarskie miasteczko...
trzeba iść spać, bo jutro pierwszym wagonikiem ruszamy w góry...
pobudka przed wschodem słońca, napoje, śniadanko...
jedziemy kolejką z Alagna Valsesia (1200 m n.p.m) do PassoSalati (2980 m n.p.m)
wyruszamy w górę: cel to budynek kolejki Punta Indren (3260m n.p.m)
plecaki nie są lekkie
długi trawers po nieciekawym terenie...
Punta Indren (3260m n.p.m.): niby tak blisko...
Punta Indren (3260m n.p.m.): aby się dostać do środka trzeba zjechać po linie z dachu...
Punta Indren (3260m n.p.m.): w środku, teraz tylko gotowanie, jedzenie, i suszenie rzeczy...
zachody w górach bywają ciekawe...
poranek jest straszny: trzeba wstać dużo przed wschodem słońca, natopic dostateczną ilość śniegu, zjeść, napić się, spakować graty i w górę...
Punta Indren (3260m n.p.m.) - cała nasza ekipa: od lewej: Sid, Jadzia, Kermit, Joła
dzisiejszy plan do wykonania: dostać się z Punta Indren (3260m n.p.m.) do schroniska Gnifetti (3611 m n.p.m)
odpoczynek w okolicy Rif. Città die Mantova (3498 m)
podejście do Rif. Gnifetti (3611 m), a w tle nasz przyszły cel Piramida Vincent (4215m n.p.m)
ostatnie kroki aby dojść do Gnifetti to poręczówki i wyłojenie śnieżnej ścianki...
winter room od środka: kilka materacy, mała kuchnia jest ok.
w dole Rif. Città die Mantova (3498 m)
noc była ciężka dla niektórych, fakt to ponad 3600
pogoda nie zawsze nas rozpieszczała: około -25 C i silny wiatr 40/50 km/h skutecznie nas zatrzymał na dłużej w tym miejscu.
cały dzień leżakowania, gadania i jedzenia...
piękny wschód "mówi", że dzisiaj pogoda będzie ok.
topienie śniegu, wciśnięcie na siłę coś do jedzenia w siebie, pakowanie i można ruszać
no właśnie : trzeba iść po śnieg
podejście do Biv. Falice Giordano al. Balmenhorn (4167)
podejście po lodowcu do Biv. Falice Giordano al. Balmenhorn (4167)
Piramida Vincent (4215 m n.p.m) to nasz cel.
oj wiało mocno .....
autoportet...
1,2,3,4....20 kroków i proba złapania oddechu... na tych wysokościach nie jest łatwo...
ostatnie kilkadziesiąt metrów po lodzie....
i dochodzimy do Biv. Falice Giordano al. Balmenhorn (4167)
Biv. Falice Giordano al. Balmenhorn (4167)
widok na Schwarzhorn (Corno Nero) (4322m n.p.m)
śnieg = woda = herbata i inne napoje...
nie powiem, żebym czuł się najlepiej.. wysokość 4167 m robi swoje.... ach ta cholerna aklimatyzacja, przecież wolniej już nie można...
Balmenhorn (4167m n.p.m)
przed nami szczyt... Piramide Vincent (4215 m n.p.m)
w tle Balmenhorn
Balmenhorn
Piramide Vincent (4215 m n.p.m)
cała nasza ekipa...
zejście na siodło...
lodowiec spływający z Piramide Vincent (4215 m n.p.m)
zejście z Piramide Vincent (4215 m n.p.m), cholernie silny wiatr,....
rif Gnifetti at 3647 m
Alagna Valsesia nocą...
widok z "toalety" czyli miejsca gdzie najmniej wiało, aby swobodnie można było ściagnąć gacie...
zejście z Gnifetti do Punta Indren
ekipa ratowników cały czas nas dogląda...
zejście z Punta Indres wydaje sie już proste..., słońce świeci i nie wieje..
ostatni trawers był cholernie wymagający psychicznie, słaby, luźny śnieg, zapadanie się po pas, a w dół lufa...
oj można "wypluć płuca"
wreszcie koniec...
ekipa wróciła w komplecie....
chyba muszę się nauczyć jeździć na nartach i tu przyjechać do "raju dla narciarzy"
przepak i poszukiwanie miejsca noclegu z prysznicem: trzeba tygodniowy brud z siebie zrzucić...
Jadzia
Kermit
ach jakie to przyjemne : mycie zębów w samych koszulkach...
ostatni posiłek w drodze do domu....