...siódma rano, niedziela, mgła, całe 2 stopnie na plusie - powiadają, że nic dwa razy się nie zdarza - a jednak, warunki startowe mamy identyczne jak na zeszłotygodniowym wyjeździe...
...na zakopiance wita nas promyk nadziei...
...Lubomierz-rzeki - zbiórka dwóch ekip samochodowych i start właściwy w teren - poznaje wreszcie osobiście towarzysza Pasieczkina...
...Szczawisko przypomniał sobie że musi zrobić mały remont rowerka - tym razem na szczęście nie serwisował wahacza w swojej świni, a ledwo chwyt kiery...
...Pasieczkin po około 10 minutach znajomości ze mną postanawia popełnić rytualne seppuku za pomocą napoju izotonicznego...
...Szczaw nawet odmawia za niego krotką modlitwę... ;-)
...z ręka na sercu - to nie jest tak jak myślisz.... ;-)
...odpalamy naszego GPS-a i w drogę...
...szlak jak widać wymagający dosyć - ale co innego przykuwa uwagę - Szczawik postanowił zadać szyku na dzisiejszy tripie i śmiga "na tz Salete" - znaczy się bez skarpet... ;-)
...OBS na twarzy i okrzyk nasi tu byli, albo...
...w tym roku "Żubry" obficie obrodziły na drzewach...
...w tym dniu spełniło się jedno z moich marzeń - pierwszy raz od trzech sezonów i kilkunastu wypraw na szczyt Mogielicy w końcu widzę z niej Tatry - spust migawki aż mi się gotuje pod palcem, co widać na kolejnych dziesięciu fotkach... ;-)
...na samym szczycie Mogielicy jak widać jest dosyć rześko...
...u stóp M... ;-)
...
...flak po raz pierwszy - UST Rafbela padło w boju - sprawna, "niepełna" 40 minutowa wymiana dętki i w drogę...
...co ci ludzie mają w tych oponach, myśli sobie ten oto....
...sympatyczny ziomal z kozią bródką... ;-)
...pompowanie tez inne niż zwykle - z pianką - ech ci piwosze i ich upodobania...
...jako że podkreślam trwa to ZALEDWIE 40 minut chłoniemy widoki i rześkie górskie powietrze...
...rowerki rzucone w nieładzie...
...tak zwany "kadłubek"...
...w końcu jedziemy... ;-)
...płynna jazda w terenie stawia przed nami kolejne wyzwania...
...ech ci szpanerzy i kolekcjonerzy szczytów - ukłony dla Paśka...
...a kolega Rabfel - znów ma kiszeczke, tym razem naprawa idzie sprawnie, wiadomo praktyka czyni mistrza...
...a widełki czasowe od żon kurczą się w postępie geometrycznym, stad te miny - Rafbel kończ waść bo my zginiemy...
...gęsiego a możne wężykiem...
...brązowy lód - prawie jak na Marsie, a to zaledwie Beskidy... :-)
...kij mu w szprychy - co jak co, ale na kolegów zawsze można liczyć...
...koniec i kropka - to był mój ostatni wypad w góry w tym sezonie - Szczaw aż się złapał za głowę na tego "niusa" - oby do nowego lepszego, a oby nie gorszego sezonu w górach...