Na stadionie w Zastrużach zebrała się całkiem spora grupa z Wocławia i niewielka grupka z Lubina i "Pelikany"
Przenośny sekretariat dokonał ostatnich formalności.
Na otwarciu młodzież pojawiła się w całym ekwipunku.
P. Bożena Siczek przywitała zebranych i powiedziała sakramentalne słowa "czwarty spływ im. Kasi uważam za otwarty".
Potem były ustalenia ...
... organizacyjne
Jak zwykle Sławek musiał wrzucić swoje trzy gorsze.
Oj, długie były te ustalenia.
I nareszcie, na przełaj, przez krzaczory ruszyli ku rzece.
Pierwsi już dopadli wody, jak spragniona zwierzyna ...
... i zamiast płynąć zaczęli ją mącić.
Nareszcie został wytyczony kierunek płyniecia ku zdziwieniu niektórych.
Na spokojniejszej wodzie można było wystawić twarz ku słońcu.
Chwilę później rzeka zaczęła piętrzyć trudności.
Iwonce udało się pokonać przeszkodę, ale ...
wymagało to tyle wysiłku, że musiała się ochłodzić.
Uczestnicy preferowali różne stroje.
I na pierwszym postoju poddawali się ulubionym zajęciom.
O porządek zawsze trzeba dbać.
A końca spływowiczów nie widać.
Nietypowy sposób wsiadania do kajaka za przeszkodą.
Czy o to chodziło?
No tak, baba z kajaka, to drugiemu lżej!
W dali coś czerwieni się na wodzie i to nie jest kajak.
Jacek postanowił sprawdzić, czy pieszo nie będzie szybciej.
Żółte wiosło w wodzie oznacza, że komuś nie było potrzebne.
Sławek w opałach.
I wyszedł z nich nie gubiąc nawet czapeczki.
Koniec pierwszego etapu w Strużach.
A wieczorem przy ognisku zabawy w śpiewanie.
Prawie wszyscy uczestnicy przed startem do drugiego etapu.
Ledwie wystarowaliśmy, a tu widać samochody na autostradzie.
I znowu przeszkody.
Komandor Kaziu nad Muchą.
Ten jaz dostarczył emocji.
A pies im ..... lizał.
Sławek wybrał inne rozwiązanie spływając.
Oj płytko tam było.
Nowy gest triumfu.
Lecz to nie koniec. W poprzek koryta rzeki umieszczone zostały granitowe bloki o rozstawie mniejszym niż szerokość kajaka.
Sławek ze stoickim spokojem ...
Założył czapkę i ...
... znowu triumfował.
Szczęściarz?
Jacek uważał tego dnia Sławka za swojego GURU.
Po efektownym rozpędzie nastapiło bolesne zderzenie z rzeczywistością.
Będzie kabina?
Jak on dziwnie siedzi!
Tu nastąpiła długa chwila, w której Jacek nie mógł się zdecydować: opuścić kajak czy trwać.
A wody było tyle, że trzech ludzi miało co robić.
Meta w Bogdaszowicach.
Pakowanie.
Zamknięcie spływu.