Kowel. Czas na przesiadkę poświęcamy na wizytę na miejscowym bazarze. Bazar to najczęściej jedno z ciekawszych miejsc w małych miasteczkach. (J.P.)
O tej porze bazar dopiero się rozkręca. Tu akurat rozkłada się stoisko z suszonymi rybami. (J.P.)
Oczekiwanie na nasz pociąg urozmaicały nam sceny z życia ukraińskich kolei. Prowadnice z pociągu do Symferopola. (J.P.)
W pociągu lokalnym. Siedzenia drewniane, ale miejsca dużo. Rowery podwiesiliśmy do półek aby nie tarasowały przejścia na korytarzu. (J.P.)
Tuż za Sarnami, we wsi Luchcze - by się nie zanudzić - zjeżdżamy z asfaltowej drogi. (P.P.)
Po chwili docieramy nad Słucz i znajdujemy most. Na szczęście most jeszcze stoi, następny, uwidoczniony na mapie już nie ... (J.P.)
Po drugiej stronie rzeki, po przejechaniu przez rozległe łąki, docieramy do polnej drogi. (P.P.)
Pierwsza wioska za Słuczem to Karpiłówka. Główna ulica we wsi. (P.P.)
Droga, jakich na Polesiu wiele. Całkiem dobrze zachowany bruk, a po obu stronach, wyjeżdżone przez furmanki i wydeptane przez konie koleiny w piachu. (P.P.)
Droga wiedzie groblą. Po obu stronach drogi mijamy leśne rozlewiska. (P.P.)
Wieś Rudnia Karpiłowska. (P.P.)
We wsi Rudnia Karpiłowska. (P.P.)
W drodze na bagna opuszczamy drogę i zapuszczamy się coraz głębiej w las. Głębokie piachy daje się miejscami minąć bokiem. (P.P.)
Po drodze rodzaj nawierzchni często ulega zmianie, raz jest to piasek, innym razem twarde jak kamień, wyschnięte błoto z głębokimi koleinami, innym razem ... (J.P.)
... mokry - ale wygodny do jazdy - piach z dołami i kałużami. (P.P.)
Na granicy rezerwatu znajdujemy miejsce odpoczynku, postanawiamy skorzystać i my. (J.P.)
Naszym celem jest grobla, którą powinno dać się przejechać przez bagna. Groblą prowadzi stara, nieużywana dziś droga. (J.P.)
Początek i koniec grobli jest zagubiony gdzieś pośród bagien, na szczęście udaje się nam na nią trafić. (P.P.)
Bagna w wiosennej krasie. (P.P.)
Na grobli. (P.P.)
Bagna - odsłona bardziej mokra. (P.P.)
Na drzewach rosnących na skraju grobli rosną obfite jemioły. (J.P.)
Grobla jest na tyle wysoka, że po drodze pokonujemy tylko płytkie rozlewiska, zwykle w pobliżu przecinających drogę strug. Tym razem dotarliśmy do głębszego kanału. Zakładamy wodery. (P.P.)
Początkowo wydaje się, że woda nie będzie zbyt głęboka, ... (J.P.)
... jednak na głównym nurcie zanurzamy się głębiej i wodery niewiele nam już mogą pomóc. Na szczęście rower z sakwami, unoszony siłą wyporu, daje się lekko prowadzić po powierzchni wody. (P.P.)
Miejscami na grobli robi się wąsko, a droga zanika. (J.P.)
Malownicza brzozowa aleja na grobli. (P.P.)
Pokonujemy kolejne rozlewiska.... (J.P.)
... te są płytsze ... (P.P.)
... ale za to zarośnięte i trudniej się przebić z rowerem. (P.P.)
(P.P.)
Kawałek dalej nic nie przypomina wodnej postaci drogi. Na drzewach spotykamy barcie. (P.P.)
Barć. (J.P.)
Kolejny kanał do pokonania.... (P.P.)
... i kolejny. Do wieczora przyjdzie nam pokonać jeszcze kilka. (J.P.)
Opuszczamy groblę i dalsza droga prowadzi wzdłuż rzeki Lwa. Rzeka o tej porze roku nie trzyma się koryta, rozlewając się raz po raz po okolicznych łąkach. (J.P.)
Rozlewiska rzeki Lwa. (P.P.)
Słońce powoli zachodzi. (J.P.)
Łąki nad Lwą. (J.P.)
Przed zmrokiem nie udaje się nam dotrzeć do wsi, nocujemy więc w lesie na jednej z wydm. Rano, przygotowujemy rowery przed wyruszeniem w dalszą drogę. (J.P.)
Po drodze napotykamy na miejsca, gdzie jeszcze niedawno mieszkali ludzie. Mimo, że na mapach wciąż są tam zaznaczone domy, teraz pozostały już tylko pozostałości po domach, dziczejące drzewa owocowe, resztki sadów i przydomowych ogrodów. (J.P.)
W lesie natrafiamy na kolejne rozlewiska... (P.P.)
... te są jednak płytkie i nie tak rozległe jak na bagnach. (P.P.)
Wreszcie docieramy do wsi Jeziory. (P.P.)
Wiele zagród nadal jest przykrytych strzechami. (J.P.)
W Jeziorach jest pochowany Witkacy - Stanisław Ignacy Witkiewicz. (J.P.)
Na Polesiu nawet krowom nie jest lekko, bo jak tu znaleźć coś do zjedzenia na tym piachu. (J.P.)
Jedziemy na kolejne bagno. Droga już na początku zapowiada, że będzie mokro. (J.P.)
Tuż za wsią zdarzają się jeszcze mostki. (P.P.)
Miejscowi mieszkańcy radzą sobie i w takich warunkach. Komunikacja odbywa się w oparciu o motocykle i furmanki. (P.P.)
Droga z Czermienia na Błoto Hały. (P.P.)
Kolejny mostek. (J.P.)
Krajobraz dookoła robi się coraz bardziej interesujący. (J.P.)
Wokół coraz więcej rozlewisk. (P.P.)
Droga, pomimo, że przejeżdżona, też robi się coraz bardziej błotnista. (P.P.)
Droga przez błota. (P.P.)
Środkiem drogi idzie się całkiem wygodnie. (J.P.)
Woda rozlana jest szeroko poza koleiny drogi. (P.P.)
Na pamiątkę robimy sobie wspólną fotografię. Od lewej: Pablo, Justa, Przemek i Paweł. (J.P.)
W niektórych miejscach daje się nawet jechać. (P.P.)
No ale na głębszej wodzie rower trzeba troszkę poprowadzić. (J.P.)
Miejscami woda rozlewa się całkiem szeroko. (J.P.)
Jeszcze kawałek i ... woda zamieni się w piach. (P.P.)
Błoto Hały. (P.P.)
Tutaj nie jest głęboko, ale błoto jest na tyle grząskie, że wciąga rower i buty, każdy krok do przodu wymaga sporego wysiłku. (P.P.)
Niesamowity jest krajobraz na błotach. Nigdzie, gdzie okiem sięgnąć nie widać śladów ludzkiej egzystencji. (P.P.)
Tu gdzie woda puściła, droga też nie jest wygodna do jazdy. (P.P.)
Na Polesiu to albo błoto, albo piach ... trudno powiedzieć co lepsze do jazdy. (P.P.)
W końcu docieramy do wsi Wieżyce. Jednak wjazd do wsi jest nieco utrudniony ... (J.P.)
We wsi Wieżyce. (P.P.)
We wsi Wieżyce. (J.P.)
We wsi Wieżyce. Ruch furmanek jest zadziwiająca duży. (J.P.)
We wsi Wieżyce. Droga przez wieś. (P.P.)
Wieżyce - cerkiew. (J.P.)
Na Polesiu wyjechać z błota to jeszcze nie koniec, dalej czekają bruk i piach.
Teren zmeliorowany nie jest już taki ciekawy jak naturalne błota i bagna. (J.P.)
Na końcu każdej wsi żegnają nas bogato zdobione krzyże. (J.P.)
Przed nami kolejne bagno do pokonania. Zaczyna się niewinnie ... (P.P.)
... docieramy do pierwszych kanałów, przekraczających drogę, zalewając ją przy okazji. (J.P.)
Im dalej tym szerzej, mokrzej, ..., ale i bardziej malowniczo. (P.P.)
Do dróg, których nawierzchnia pokryta jest wodą pomału zdążyliśmy się przyzwyczaić. (P.P.)
Za to krajobrazy dokoła są wyjątkowe... (P.P.)
Podziwiamy je prowadząc rowery przez zalaną wodą drogę. (J.P.)
Miejscami daje się przejść suchą nogą, ale czy to wygodniejsze - kto wie ? (P.P.)
Kolejne krajobrazy ... (P.P.)
... i jeszcze inne. (P.P.)
Po drodze spotykamy leśników. Ciągną za sobą drewno. Pomimo, że jesteśmy na odludziu leśniczy, legitymuje nas, próbując dowiedzieć się kim jesteśmy, skąd dokąd (i po co) jedziemy. (P.P.)
Brzozowy (połamany) lasek. (P.P.)
Docieramy do kanału. Niestety most jest tylko na mapie - pozostaje nam przeprawa. Woda jest tu jednak dosyć głęboka - na szczęście jest grunt. (P.P.)
Na stawach w Uroczysku Czereciene. (J.P.)
Kolejny kanał. Tutaj są resztki mostka. Tylko Przemek jest w stanie przenieść rower z sakwami, stąpając po zanurzonych w wodzie pniach. Obok mostka nie ma gruntu. (J.P.)
Decydujemy się na przeprawę pobliskim brodem. Tu, pomimo że woda jest głęboka, jest grunt. (J.P.)
W międzyczasie zachodzi słońce. Kolejną noc przyjdzie nam spędzić na bagnach. Na szczęście mamy zapas pitnej wody. (P.P.)
Po drugiej stronie kanału zaczyna się piaszczysta grobla, ciężko jechać po takiej nawierzchni... (J.P.)
... pozostaje nam więc wędrówka pieszo. (P.P.)
Kanał na stawach Perebrodzkich. (J.P.)
Wieczorem jak co dzień, czas spędzamy przy ognisku. (J.P.)
Biwakowaliśmy na skraju bagienka. Rankiem nad wodą unosi się delikatna mgła. (J.P.)
Rankiem na biwaku. Wstaje słońce. (J.P.)
W drodze do Perebrodów podziwiamy kolejne rozlewiska....
... i stawy. (J.P.)
Jedna z bocznych dróg w Perebrodach. (P.P.)
Cerkiew w Perebrodach. (J.P.)
Cerkiew z Milaczu. (J.P.)
Łąki nad Horyniem pod Wieluniem. Przepędzanie koni na nadrzeczne pastwisko. (J.P.)
Wieluń. (J.P.)
Dowiadujemy się kto może nas przeprawić przez Horyń. (J.P.)
Przeprawa przez Horyń. Wynajęliśmy łódkę u jednego z gospodarzy w Wieluniu. (J.P.)
Przeprawa przez Horyń. (P.P.)
Przeprawa przez Horyń. (J.P.)
Horyń. (J.P.)
Po zachodniej stronie rzeki, po przebiciu się przez nadrzeczne zarośla i rozlewiska, dotarliśmy do rozległych łąk. (P.P.)
Łąki nad Horyniem. (P.P.)
Aby wydostać się na nadrzeczny wał, trzeba pokonać jeszcze kilka małych rozlewisk. (P.P.)
Typowa poleska rowerzystka z nieodzownymi woderami. (P.P.)
Naszym pojawieniem się wzbudziliśmy niemała ciekawość. (P.P.)
Lutyńsk. Po drugiej stronie wału ... też nie zabrakło wody, która podchodziła pod same zabudowania wsi.
Główna ulica wsi Lutyńsk. (P.P.)
... droga przez wydmę stanowiła chyba wygodny skrót bo pomimo marnej nawierzchni ruch tam był spory. (J.P.)
Pomiędzy Lutyńskiem i Sielecem do pokonania była piaszczysta wydma ... (P.P.)
Piach też był prawie po osie. (J.P.)
Wiosną woda wdziera się prawie wszędzie, nic sobie nie robiąc z wiejskich płotów. (J.P.)
Dąbrowica. Przepiękne, małomiasteczkowe domy. (J.P.)
Panie zawsze znajdą coś ciekawego do zobaczenia i obgadania. (J.P.)
W Dąbrowicy, po sutym obiedzie, skusiliśmy się jeszcze na mały deser. (J.P.)
To, że droga na mapie jest oznaczona na czerwono, nie wiąże się z jej nawierzchnią ... (P.P.)
Pierwsze w tym roku smarowanie. (J.P.)
Po kilkunastu kilometrach bruku, możemy zjechać na polną drogę. Czekają nas poleskie piachy. (P.P.)
Aby do lasu ! (P.P.)
Na drodze ruch jest spory, mijamy kilka furmanek. (J.P.)
Droga przez las jest bardzo przyjemna. Co prawda przypomina jakiś motocrossowy tor przeszkód, ale za to jest w miarę twardo. (J.P.)
W wielu miejscach, obok drogi, prowadzą motocyklowe ścieżki, którymi miejscowi poruszają się pomiędzy wioskami. (P.P.)
Spotkanie na leśnej drodze. (P.P.)
Ta polanka była tak urokliwa, że postanowiliśmy zrobić sobie kolejną wspólną pamiątkową fotografię. Od lewej: Przemek, Justa, Paweł i Pablo. (J.P.)
Późnym popołudniem, po przebiciu się przez rozległe lasy, docieramy do Stepańgrodu.... (J.P.)
Tu - jak niemal wszędzie - od razu wzbudzamy spore zainteresowanie. (P.P.)
Nie tylko dzieci są nami zainteresowane. Na wyjeździe ze Stepańgrodu towarzyszy nam kawalkada motocykli i motorowerów. Każdy chce wiedzieć kto, po co, skąd i dokąd. Chłopaki dziwią się kiedy jadąc obok nas, na liczniku widzą ponad 30 km/h, nie dają nam szans, na to, że nie zgubimy się w lesie ... (J.P.)
Najwytrwalsza grupka odprowadzaczy towarzyszy nam jeszcze w lesie. Dopiero możliwość przymierzenia rowerowego kasku oraz pamiątkowe zdjęcie i poczęstunek pysznymi wafelkami zaspokaja ich ciekawość. (P.P.)
Ranek jest mglisty. Już na początku dnia trafiamy na kolejną drogę poprowadzoną po grobli. (P.P.)
W lesie przy drodze stoi wojenny obelisk. (J.P.)
Na okolicznych polach rozpoczęły się już wiosenne prace polowe. (P.P.)
Rozstaje na wydmie przed wsią Biała. Po kilku dniach na Polesiu można śmiało stwierdzić - typowy poleski trakt. (J.P.)
Krzyż we wsi Biała. (P.P.)
Do Białej docieramy akurat w czasie przejazdu kolejki. Czekamy więc chwilę razem z podróżnymi, aby obejrzeć pociąg z bliska. (P.P.)
Ta kolejka to dla wielu leśnych osad prawdziwe okno i droga na świat. (J.P.)
Pociąg gotowy do odjazdu ! ... w rzeczywistości silnik zgasł i nie doczekaliśmy się momentu odjazdu. (J.P.)
Biała - jedna z zagród. (J.P.)
Przed nami kolejna z poleskich rzek - Styr. Jedyny most w okolicy to most kolejowy, aby do niego dojechać musimy pokonać kilkanaście kilometrów wzdłuż toru. (P.P.)
Na szczęście nie musimy jechać po podkładach, wzdłuż toru biegnie motocyklowa ścieżka. (J.P.)
Most na Styrze, pomimo że kolejowy, służy różnym środkom transportu, przede wszystkim motocyklom ale także pieszym i furmankom. Do tego celu, na środku toru leży dodatkowa ścieżka z desek. (P.P)
Most na Styrze. (J.P.)
Rozległe wiosenne rozlewiska nad Styrem. (P.P.)
Woda pochłania nawet całe stogi. (J.P.)
Tuż za mostem pojawia się miły pan, który koniecznie chce nam wytłumaczyć którędy powinniśmy pojechać, aby nie ugrzęznąć w wodzie. Skąd miałby wiedzieć, że przejazd najwygodniejszą drogą, nie jest naszym celem ... (J.P.)
Motocykl - obok furmanek to najpopularniejszy lokalny środek transportu. Po przejechaniu przez most na Styrze.... (J.P.)
Ze względu na wiosenne rozlewiska, w wielu wsiach stogi buduje się na podeście. (J.P.)
A jednak taki obelisk może być przydatny, ... bociany wiedziały jak to wykorzystać. (P.P.)
Furmanka, to w tych stronach wciąż podstawowy środek transportu. (J.P.)
Kolejny, bogato przystrojony krzyż. (P.P.)
Wjeżdżamy znowu na podmokły teren. Niestety droga jest szeroka i poprowadzona po grobli. Nie będzie więc, przysparzających wielu wrażeń przepraw przez błota. (P.P.)
Droga z Młynka do Mulczyc. (P.P.)
Mimo, że droga jest szeroka, to piach i doły nie pozwalają na wygodną jazdę. Nie tylko my kluczymy omijając kolejne doły, podobnie muszą sobie radzić samochody. (P.P.)
Po drodze podziwiamy malownicze rozlewiska. (P.P.)
...(P.P.)
Rozlewiska przed Mulczycami. (J.P.)
W końcu docieramy do Mulczyc.... (P.P.)
... a woda wkracza także na próg wsi. (J.P.)
Mulczyce. (P.P.)
Po wyjeździe z Mulczyc, pomimo że droga jest prosta jak strzała, nie wiadomo skąd pojawia się kolejny koniecznie chętny do pomocy przy nawigacji. Długo krąży palcem po mapie, zanim zrozumie, że to nie takie proste, aby wskazać to, co by się chciało powiedzieć. (J.P.)
Za Mulczycami wjeżdżamy na tereny zmeliorowane, krajobraz nie jest więc tak ciekawy, a prosta droga dłuży się niemiłosiernie. Jedynie omijanie głębokich dziur wprowadza jakieś urozmaicenie... (J.P.)
Wyrwane mokradłom tereny są pieczołowicie zagospodarowywane. (J.P.)
Droga asfaltowa - tuż za znakiem informującym, że wjeżdżamy na wyremontowany odcinek, zamienia się w odcinek specjalny zbudowany z tłucznia. (P.P.)
Jezierce - cerkiew. (J.P.)
Jezierce - przepierka. (J.P.)
Pomiędzy Jeziercami i Serchowem mamy do pokonania kolejny rozległy las. Leśnych dróg co niemiara nic więc dziwneg, że nawigacja w tym labiryncie sprawia wiele satysfakcji. Na jednym z rozstajów natrafiamy na oryginalny drogowskaz. Miło, kiedy znajdujemy potwierdzenie, że nadal jesteśmy na właściwej drodze. (J.P.)
Przed Serchowem wreszcie wyjeżdżamy z lasu na rozległe i malownicze łąki. (J.P.)
Serchów mijamy bokiem, kierując się w stronę Zamościa. (J.P.)
Malownicza aleja tak nas urzeka, że postanawiamy zrobić sobie na pamiątkę, kolejną wspólną fotografię. Od lewej: Przemek, Justa, Paweł i Pablo. (J.P.)
Karasin - cerkiew. (J.P.)
A to jeden z wielu jakie spotkaliśmy, sposobów pozyskiwania soku brzozowego. (J.P.)
Przed nami, aż do doliny Stochodu rozległe i zabagnione lasy. Już niemal od rogatek Karasina droga daje nam znak, że łatwo nie będzie... (P.P.)
... pomału przebijamy się jednak przed siebie. (P.P.)
Na wydmach, powyżej rozlewisk, droga robi się całkiem przyzwoita. (P.P.)
Po zmroku mijamy Nową Rudę i wbijając się w las, szukamy miejsca na biwak. Udało się znaleźć całkiem miłą polankę. (J.P.)
Ostatnia noc jest najzimniejsza. Wieczorem mogliśmy się ogrzać przy ognisku, rano wszystko dokoła jest oszronione. (J.P.)
Szronik na rowerach. (J.P.)
Jesteśmy zdziwieni, bo od Nowej Rudy do formalnie nieprzejezdnego mostu na Stochodzie wybudowano asfaltową szosę. (P.P.)
Asfalt kończy się w Małym Obzyrze. Dalej jedziemy już normalnie, polną drogą poprowadzoną groblą pomiędzy rozlewiskami Stochodu. (J.P.)
Malownicze rozlewiska Stochodu. (P.P.)
Poranek nadal jest chłodny, ponad wodą unoszą się poranne mgły. (J.P.)
Rozlewiska Stochodu. (P.P.)
Pomimo zakazu wjazdu na most, droga jest solidnie rozjeżdżona. Aby przekroczyć Stochód pokonujemy kilka mostków - ponoć nazwa rzeki pochodzi od wielu (sto-) dróg/nurtów (-chod), jakimi rzeka płynie. (J.P.)
Rozlewiska Stochodu - stogi na zalanych wiosną łąkach. (P.P.)
Wyjazd na łąki.
Spokojny poranek (P.P.)
Wielki Obzyr - miejscowa świątynia. (J.P.)
Wielki Obzyr - główna ulica. (J.P.)
Wielki Obzyr - droga do szkoły. (P.P.)
Wielki Obzyr - typowa kolorystyka chałup - niebieskie okna i bielone ściany. (J.P.)
Na końcu Wielkiego Obzyru, jak w każdej z poleskich wsi, żegna nas przydrożny krzyż. (J.P.)
Zbliżamy się do Wechów. Ta wieś nie jest typowo puszczańską osadą, wokół jest wiele pól uprawnych i łąk. (J.P.)
Werchy - cerkiew. (J.P.)
Werchy - monumentalny (jak na małą wioskę) pomnik. (J.P.)
Pomiędzy Werchami i Karpiłówką czeka nas kolejny las do pokonania. Droga, biegnąca przez śródleśne rozlewiska, jak zwykle nie pozwala na nudę. (P.P.)
Pierwsze oznaki wiosny. (J.P.)
Piach jest tak głęboki, że wygodniej jechać lasem. (J.P.)
Las kończy się i wyjeżdżamy na ... (P.P.)
... prawdziwy poleski trakt. (P.P.)
Do Karpiłówki wjeżdżamy przez malowniczy, sosnowy lasek. (P.P.)
W Karpiłówce - jak wszędzie - pod sklepem toczy się życie. Dla nawiązania rozmowy, zadajemy standardowe pytanie od drogę. (J.P.)
Pomiędzy Karpiłówką i Czeremosznem czeka nas jeden z ostatnich na tej wycieczce, poleskich akcentów. Droga niespodziewanie kończy się w miejscu gdzie pozyskuje się sok brzozowy ... (J.P.)
... dalej czeka nas przeprawa przez rozlewiska i podmokłe tereny. (P.P.)
W zasadzie wciąż jesteśmy na drodze. To tylko droga jest o tej porze roku pod wodą. (J.P.)
Czeremoszno - cerkiew.(J.P.)
Pomiędzy Czeremosznem i Łomczanką spodziewaliśmy się przejazdu leśną drogą - tymczasem jest tam szeroka droga. Mimo, że trzeba kluczyć pośród głębokich dziur - i tak jedzie się szybciej niż przez leśne ostępy i błota. Pomału zaczyna nam się spieszyć na wieczorny autobus do Polski (jeszcze nie wiemy, że autobus tego dnia i tak nie pojedzie ...).(P.P.)
Odpoczynek. (J.P.)
W końcu docieramy do Łomczanki. (J.P.)
We wsi pojawiamy się znienacka, wyjeżdżając z bocznej drogi wzbudzamy zdziwienie i zainteresowanie wśród miejscowych gospodyń... (J.P.)
... i miejscowych bajkerów.(J.P.)
Krzeczewicze - główna ulica. (P.P.)
Droga z Krzeczewicz do Skulina - tam dopiero nas wytrzęsło. (P.P.)
Jedną w poważniejszych awarii na trasie było złamanie haka przerzutki. Na szczęście sama przerzutka się tylko minimalnie zgięła. Hak zadziałał jak bezpiecznik. Gdyby nie zapasowy hak musielibyśmy zmienić plany (w zasadzie oznaczałoby to dla nas koniec wycieczki), ciężko byłoby w ogóle wydostać się na czas. (J.P)
Złamany hak przerzutki. (J.P.)