W Jabłonce jest sporo śniegu - więc zakładamy narty niedaleko od przystanku PKS. (J.P.)
Ulice w Jabłonce na szczęście nie są posypane - możemy więc śmiało wędrować na nartach. (J.P.)
Przed nami Czarna Orawa. (J.P.)
Zaraz za Jabłonką wychodzimy na zaśnieżone łąki Wiertelowskiego Działu. (J.P.)
Na odkrytym terenie śniegu nie brakuje. Zresztą jak widać, przez cały czas dosypuje. (J.P.)
Pierwsze kroki są zawsze przyjemne, szczególnie kiedy nie brakuje śniegu i trzyma mróz. Janusz i Przemek. (P.P.)
Sławek (P.P.)
Justyna (P.P.)
Na łąkach nad Lipnicą Małą spotykamy pierwsze stadko saren. Jeszcze nie raz podczas tej wycieczki, będziemy spotykać mniejsze i większe stadka. (J.P.)
W lesie przywitała nas zimowa sceneria. (J.P.)
W lesie. (P.P.)
Po wyjściu z Lipnicy Wielkiej, kiedy w drodze na Bucznik nabraliśmy trochę wysokości, w końcu zrobiło się zimowo. (J.P.)
Momentami robiło się naprawdę zimowo. (J.P.)
Polany pod wierzchołkiem Bucznika. (P.P.)
Nasza grupka prawie w całości. Pomimo tego, że było nas aż siedem osób - poruszaliśmy się całkiem sprawnie, a to zasługa wszystkich razem i zarazem każdego z osobna. (J.P.)
Przemek. (J.P.)
Mając w pamięci obraz zimy w mieście - nie mogliśmy się nadziwić, że to wciąż ta sama zima. (J.P.)
Wspólne zdjęcie na wierzchołku Bucznika. Od lewej: Justyna, Janusz, Wojtuś, Ania, Przemek, Sławek, Pablo. (J.P.)
Trasa kształtowała się dynamicznie, pora wymyślić gdzie by tu dalej pójść. (J.P.)
Wybór padł na dalszą wędrówkę grzbietem. No to ruszyliśmy ... (P.P.)
Na podejściach, świeży, puszysty śnieg nie trzyma dobrze łuski, w efekcie narty trochę się ześlizgują. Ania. (J.P.)
Wojtuś. (J.P.)
Wilkołakówka. (P.P.)
Jednak nie ma to jak wyjść na otwartą przestrzeń. Janusz. (J.P.)
Po przejściu na słowacką stronę, dalej wędrujemy odkrytym grzbietem wzdłuż granicy. (J.P.)
W końcu śnieg przestaje sypać i zaczynamy mieć widoki. (J.P.)
Pod Gojką. (J.P.)
Na stromym stoku Wajdów Gronia, chłopaki ze słowackich przysiółków, wysoko podchodzących pod graniczny grzbiet, odważnie trenują skoki narciarskie. My zjeżdżamy lasem. (J.P.)
Masyw Babiej Góry. (J.P.)
Powyżej Przełęczy Stachurówka przyjaźnie pozdrawia nas Słowak z psem. (J.P.)
Niestety droga trawersująca stoki Babiej Góry jest odśnieżona co sprawia, że wędrówka staje się tam monotonna, wręcz nudna. (J.P.)
Po przeprawie przez jar potoku Kiczorka, jeszcze długo trzeba czyścić narty, których ślizgi natychmiast pokrywają się twardą i lepką warstwą lodu. Na szczęście skrobaczka wszystko zeskrobie. (J.P.)
Wieczorem w Kiczorach. (J.P.)
Przed wyjściem na grzbiet, na którym chcemy nocować, musimy jeszcze pokonać Dominowy Potok. (J.P.)
Postanawiamy zatrzymać się na biwak na wierzchołku Wojtyckowej Grapy. Na szczęście suchego drewna tam nie brakuje. (P.P.)
Śniegu nie jest co prawda dużo, ale dla wygody czyścimy miejsce pod ognisko - będzie cieplej (ciepło żaru nie będzie tłumione przez śnieg), no i wygodniej. (P.P.)
Kiedy już zapłonęło ognisko mogliśmy się zabrać za rozstawianie namiotów. (P.P.)
Jak zawsze na biwaku, wspólnie gotujemy obiad, masę herbaty do picia i do termosów, topimy wodę do przygotowania śniadania. (P.P.)
Przygotowanie obiadu. Wszyscy niecierpliwie czekają kiedy będzie gotowy ! (P.P.)
Grzejąc się przy ognisku, uzupełniamy stracone podczas wędrówki płyny. Mało co tak smakuje po dniu pełnym wrażeń, jak wieczorna herbata wprost z ogniska. (J.P.)
Obiad jest wreszcie gotowy - można dzielić ! (J.P.)
Długo jeszcze siedzimy wspólnie przy ognisku, grzejąc się, podsuszając i gaworząc. Jest więc czas na przygotowanie sobie zapasu wody do przyrządzenia śniadania. (J.P.)
Pomału można iść spać. Ciepło domowego ogniska, w namiocie zastępuje nam znicz. (J.P.)
Rankiem jest około 10 stopni mrozu, za to pogoda wyraźnie się poprawiła. (J.P.)
Ania zjeżdża z Wojtyckowej Grapy. (J.P.)
Wychodzimy na wschód słońca. (J.P.)
Wschód słońca nad doliną w której rozłożyła się wieś Lipnica Mała. (P.P.)
Przeczekujące zimę ostrewki - nieodłączny element krajobrazu Orawy. (J.P.)
Podziwiamy poranny teatr barw. (J.P.)
Oglądamy grzbiety po drugiej stronie doliny Syhleca, które by tu wybrać do dalszej wędrówki. (J.P.)
No i wreszcie zjazd do doliny. (J.P.)
Śnieg jest szybki więc śmigamy aż miło ! (J.P.)
Kolejne pamiątkowe zdjęcie, tym razem na przełączce pod Durczakową. (J.P.)
Prezentuj .... sprzęt ! (J.P.)
I kolejne spojrzenie na ogromne cielsko Babiej Góry. (P.P.)
Raz po raz z mgieł wynurzają się postrzępione szczyty Tatr. (J.P.)
Zjazd do doliny Gabrylowskiego potoku jest wyśmienity ! (J.P.)
W dolinie nadal jest mroźno. (J.P.)
Co by tu dalej począć ... (J.P.)
Stoki Durczakowej. (J.P.)
W dolinie śnieg jest szybki - mimo, że jest płasko, tu też śmigamy do przodu ciesząc się z lekkości z jaką można poruszać się na śladówkach. (J.P.)
Gontówka. Na podejściu na wierzchołek Bielawskiego Gronia. (J.P.)
Na wierzchołku Bielawskiego Gronia. Janusz. (J.P.)
W niedzielę wreszcie pokazała się nam, górująca nad całą Orawą Babia Góra. (P.P.)
Orawa. W górnej partii doliny Bembeńskiego Potoku. (P.P.)
W górnej partii doliny Bembeńskiego Potoku - jak dla mnie jest jak w raju. (J.P.)
Krótki odpoczynek na niewielki posiłek. (J.P.)
W lesie śniegu nei ma za wiele, ale kiedy tylko wyjdziemy na polanę lub na szeroką przecinkę, natychmiast robi się zimowo i aż narty same suną przed siebie. (P.P.)
Przed nami kolejna dolina i perspektywa miłego zjazdu. (J.P.)
Niestety w rejonie Przełęczy Spytkowickiej na grzbiecie roi się od quadów, skuterów śnieżnych, aut terenowych - jak by to było najlepsze miejsce dla tych ryczących i śmierdzących maszyn ? (J.P.)
Na grzbiecie Pasma Podhalańskiego. (J.P.)
Pędzące maszyny, poza hałasem i smrodem spalin, pozostawiają po sobie także trwały ślad, niczym rana na nietkniętym śniegu. (J.P.)
Malownicze stoki pasma Wielkiego Działu. (J.P.)
W lesie jest mało śniegu a do tego liczne i twarde ślady różnej maści pojazdów. Nie mamy już niestety czasu aby zmienić trasę, musimy więc iść dalej ... (J.P.)
Ania i Justyna w promieniach popołudniowego słońca. (P.P.)
Zjazd z grzbietu Pasma Podhalańskiego w kierunku Raby Wyżnej, początkowo jest stromy, ale przysparza za to wielu wrażeń. Tu już tylko końcówka ... (P.P.)
Do Raby Wyżnej, tradycyjnie już docieramy grubo po zmroku, nie zdążymy się jednak nawet dobrze przepakować, kiedy udaje się zatrzymać przejeżdżający mikrobus, dzięki czamu, resztęczasu w oczekiwaniu na pociąg mający nas zawieźć do domu, miło spędzimy w jednej z nowotarskich pizzerii. (P.P.)
Zanim wsiądziemy do pociągu warto się jeszcze przepakować no i zmienić skarpety, pamiętające jeszcze wszystkie trudy wędrówki. (J.P.)
Sezon zimowy to trudny okres dla stóp, skatowane już na początku, nie mają szans na to, aby dojść do siebie aż do wiosny ... (J.P.)
Przemek (P.P.)
Janusz (P.P.)
Ania (P.P.)