Na stokach Sarnowskiej Grapy.
Mimo, że to całkiem niewysoko - śniegu jest już całkiem sporo. A będzie więcej !
Na Sarnowskiej Grapie.
Kapliczka na Sarnowskiej Grapie. O dziwo - przecierający jest daleko w przodzie w stosunku do reszty grupy.
Gdzieś na Pustym Wierchu.
W śladzie ... jedzie się wyśmienicie.
Pomimo ataku zimy - nawet górskie drogi są przejezdne.
Świeżego śniegu jest już sporo, ale jak się trochę rozpędzić ...
... to daje się nawet zjechać.
To miejsce - nie wiedzieć czemu - nazywa się Piekło.
Janusz jedzie wprost do ... Piekła.
W miejscach zawietrznych las jest całkiem zasypany śniegiem.
Jedna z wielu przepięknych spiskich polan. Tutaj na stokach Krzyżowego Wierchu.
Droga miejscami zawalona jest przez zwalone drzewa.
Na stokach Suchego Wierchu napotykamy na pierwsze ślady orkanu, który kilka lat temu położył wiele drzew w podtatrzańskich lasach.
Osiągamy grzbiet Magury Spiskiej. Dalej będzie mniej stromo.
Krótki odpoczynek, można coś zjeść ...
... zobaczyć jak wygląda dalsza droga, ...
... no i poczytać co tam Panie w wielkim świecie.
Kiedy osoba zakładająca ślad walczy o każdy kolejny metr, następne osoby prawie stoją w miejscu i marzną.
Im wyżej - tym więcej śniegu.
Na grzbiecie też zdarzają się wiatrołomy, które pracowicie trzeba omijać.
Na grzbiecie Magury Spiskiej.
Po zmroku, wreszcie dochodzimy do miejsca biwaku.
Najpierw trzeba przynieść drewno na ognisko ... przy tej ilości śniegu, najwygodniej po drewno chodzić na nartach.
Przygotowanie ogniska, rąbanie drewna i kopanie kopanie dołu w śniegu.
Jeszcze trochę machania łopatami i dół - czyli miejsce na ognisko - będzie gotowy.
Zaraz będzie można rozpalać ogień, jest już przygotowany dół, solidny podkład, trochę szczapek i cienkie gałązki na pierwszy rzut.
Ostatnie drzewka do porąbania
Ognisko już płonie, można przystąpić do rozbijania namiotów.
Rozbijanie namiotów cd.
Kiedy namioty już stoją gotujemy obiadokolację, ...
... mnóstwo herbaty oraz topimy śnieg na wodę przeznaczoną na śniadanie.
W nocy, podobnie jak i całego poprzedniego dnia padał śnieg. Jest gruba warstwa puchu na ziemi i na drzewach.
Nasza ekipa na przełęczy pod Bukowiną. Od lewej Pablo, Przemek, Janusz, Piotrek i Wojtuś.
W rzadkim lesie wędruje się bardzo wygodnie.
Zimowy las.
Zimowy las - bajka !
Przecinka.
W lesie jest trochę mniej śniegu niż na polanach. Mimo to, zostawiamy za sobą całkiem przyzwoity ślad.
Na śródleśnych polanach jest więcej śniegu i więcej siły kosztuje nas każdy krok.
Modrzewiowa alejka.
Zbliżamy się do Smreczyn - miejsca gdzie "był las".
Oto co zostało po tym, jak orkan zdziesiątkował okoliczne lasy.
Miejscami zaspy są całkiem-całkiem.
Tam gdzie nie chroni nas las - hula silny wiatr. W połączeniu z dziesięciostopniowym mrozem - wiatr i smagający nas śnieg dają nam nieźle w kość.
Istne pobojowisko.
Ciężko się idzie, wiatr nie daje utrzymać równowagi, a pod nartami zamiast śniegu, pojawia się lód i kamienie.
Niedaleko przełęczy Magurskiej, zaczyna się las i wszystko wraca do normy.
Zaspy na skraju lasu.
Niektóre zaspy ciężko pokonać, kiedy pod nartami zamiast fok jest tylko łuska.
Pokonanie niektórych wiatrołomów wymaga akrobatycznych zdolności.
Wędrówka w zimowej scenerii.
Niby niewielki spadek, dużo śniegu, a jednak daje się zjechać.
Pod wieczór, na moment się przejaśnia i nawet wychodzi słońce. Świat nabiera wtedy jeszcze więcej barw i uroku.
Śnieżny prysznic ...
... nie ma już czasu na omijanie ośnieżonych gałęzi.
Trudy wędrówki, oprócz wielu niezapomnianych wrażeń i zimowej scenerii, rekompensuje nam wieczorny zjazd do doliny. W puchu, w rzadkim lesie zjeżdża się po prostu cudownie. To już niestety końcówka tego zjazdu.
W dolinie wędrujemy już po zmroku. Mimo to, "do domu" jeszcze daleko.
Wieczorna przeprawa przez strumień. Grunt to nie zamoczyć ślizgów nart.