Powyżej Grybowa. Jest śnieg, mróz, słońce, ... czego więcej potrzeba !
Początki bywają trudne, grunt to sprawnie wstać.
Stara chałupa stojąca na wschodnim stoku Chełma.
Zamiast iść wyjeżdżoną drogą, wybieramy zasypane śniegiem pola.
Zasypane śniegiem przysiółki.
Za Wawrzką pomału kończą się przedepty.
Czy to na pewno Beskid Niski ? Wspinamy się stokiem Taniej Góry ...
... wystarczy się jednak obejrzeć do tyłu i wszystko wraca do normy.
A to już zjazd z Taniej Góry.
W lesie śniegu nie ma za wiele, mimo to panuje tam zimowa sceneria.
Drwale rozjeździli drogę i trzeba kawałeczek przenieść narty. Za to, po solidnym podejściu, na twarzach pojawiły się kolorki.
... niektórzy próbują napierać, pomimo, że droga jest rozjeżdżona i najeżona kamieniami, grudami zmarzniętej ziemi, koleinami, itp.
Wieczorem przy ognisku. Gotujemy obiad, napełniamy termosy na następny dzień wędrówki, topimy śnieg na wodę do przygotwania śniadania.
Ach, kiedy będzie ten obiad !
Po obiedzie, racząc się gorącą herbatą, grzejemy zmęczone, stare kości i miło, wspólnie spędzamy czas.
Rano w niedzielę pogoda jest zupełnie inna, jest pochmurno, wieje wiatr i posypuje śniegiem.
Niektóre doliny są niestety rozjeżdżone przez miłosników off-roadu, którzy całymi stadami zapuszczają się na naszych oczach w kolejne, zasypane śniegiem doliny.
Opuszczamy więc dolinę (Czertyżnego) i bokiem, dawnymi opłotkami nieistniejącej już wsi, pniemy się na kolejną przełęcz, leżącą na naszej trasie.
Im bardziej na południe tym śniegu więcej i trudniej iść...
... mimo trudów wędrówki, uśmiech na twarz wraca, kiedy tylko skieruje się nań oko obiektywu !
Nie ma takiej rzeki, której nie dałoby się ... obejść.
Strażak: (od lewej) Ania, Sławek, Janusz, Wojtuś i (piszący te słowa) Pablo.
Najlepsze tereny narciarskie rozpościerają się w dolinie kolejnego potoku, który przychodzi nam forsować.
Las Pasieczne.
Między Piorunką i Czyrną wychodzimy na rozległą przestrzeń.
Silny wiatr momentalnie zasypuje nasze, z takim mozołem założone ślady.
Droga na przełęczy pomiędzy Piorunką i Czyrną - czyżby kolejna zima stulecia ?
Momentami czujemy się jak na wyprawie na daleką północ.
Uroku dodają słońce, chmury, wiatr i zasypana śniegiem przestrzeń wokół nas.
Lasem na przełaj - tak też można.
Nagle las kończy się pod wierzchołkiem Harniaków Wierchu, żegnają nas ośnieżone Modrzewie, aby oddać nas na pastwę zasypanego śniegiem i smaganego wiatrem, odkrytego grzbietu.
Pod Piorunem, śniegu jest naprawdę dużo. Trzymamy się więc blisko skraju lasu - tam bywa go trochę mniej i łatwiej zakładać ślad. Czasu do zmroku pozostało niewiele.
Na szczycie Mizarnego zapada zmrok.
Noc nie noc - trzeba dotrzeć do końca naszej wędrówki.
W pewnym momencie docieramy do granicy lasu i rozległej łąki ...
Szaleje wiatr i śnieg, Wokół nic nie widać. Mimo to zapalamy latarki, nie po to aby oświetliły nam drogę, ale tylko po to, aby widzieć czy wszyscy są w pobliżu.
Zjazd do Mochnaczki.
W dole widać już wieś ... przed nami (niestety) ostatnie chwile w drodze.
Wystąpili (poza piszącym te słowa): Wojtuś ...
... Janusz ...
... Sławek ...
... Ania.