Ruszamy z południa, od słowackiej strony. Pogoda zapowiada się nieźle.
Pierwsze kroniki jakieś takie bez zapału...
... trochę błota i kijek w ręku skutecznie poprawiają jednak motywację do wędrówki.
Kuba.
Tu mieszkają mrówki?
Wszystkiego trzeba (się) nauczyć.
Młode pokolenie jest krok do przodu.
Zasłużony odpoczynek.
Idziemy, idziemy !
Co za radość. Wreszcie w nosidełku.
Na to czekałem.
Nosidełko spełniło swoje zadania. Dziecko śpi.
Na granicy.
Po długim i mozolnym podejściu wreszcie można wędrować grzbietem.
Taniec w jagodzinach.
Widać nie cała energia została zużyta podczas podejścia.
Wieczorem na hali pod szczytem.
Oto my: Justyna, Michał, Kuba i Paweł.
W schronisku.
Zajęcie na długie jesienne wieczory.
Rankiem na szczycie Wielkiej Raczy.
Zwalone drzewo - fajna zabawa.
Dzisiaj więcej schodzimy niż wchodzimy - to i nastroje lepsze.
Krzal.
Pod górę zdecydowanie lepiej idzie się mając pod ręką pomocną dłoń.
Kuba dzielnie zdobywa kolejny szczycik ...
... za to Michał postanowił zawrócić.
Kolejne ciekawe miejsce na trasie.
O, tu jesteśmy.
Przegryzka.
Poznajemy góry.
Wszystko trzeba wytłumaczyć.
Wreszcie coś naprawdę fajnego.
Żaden plac zabaw nie zapewnia takich atrakcji.
Prawie jak basen.
Ale super!
Podobno dzieci dzielą się na te czyste i na te szczęśliwe. Wybraliśmy tę drugą opcję.
Wszystko co dobre kiedyś się kończy i trzeba ruszyć w dalszą drogę.
Na nudę zawsze znajdzie się jakiś sposób.
Pod koniec dnia są jeszcze siły żeby pohasać.
Dzień jednak chyli się ku końcowi.
Jeszcze tylko trzeba się przebrać i można wracać do domu.