Prognozy pogody na weekend zapowiadały wyjątkowo dobrą pogodę. Szkoda by było tego nie wykorzystać. Szybka decyzja, szybkie pakowanie, nocna podróż i w efekcie w sobotni poranek, około 6:00 rano jesteśmy w Dorohusku, na polsko-ukraińskim moście granicznym na Bugu. Przed nami Ukraina.
Z przejścia granicznego na stację kolejową w Jagodzinie jedziemy jak paniska międzynarodową, dwupasmową szosą. Czasu jest mało i nie jesteśmy pewni czy zdążymy na pociąg. Trochę się więc spieszymy.
Na stację docieramy kilkanaście minut przed odjazdem pociągu. Okazuje się, że zamiast wygodnego "dizelpoizda" na peronie stoi szynobus polskiej produkcji.
Jakoś mieścimy się w środku, ale obsługa pociągu nie jest z tego zadowolona. Szef pociągu odgraża się nam, że to nasz pierwszy i ostatni raz ... kiedy jedziemy tym pociągiem z rowerami. Bardzo narzeka, że to my - Polacy - wyprodukowaliśmy to "kukułcze jajo".
Po drodze okazuje się, że w pociągu podczas całej podróży jest całkiem luźno.
Na dworcu w Kowlu. Dzieci już nieco znudzone podróżą zaczynają baraszkować.
Przygotowanie do drogi.
Przed wyruszeniem w drogę obowiązkowa wizyta na kowelskim bazarze. W tym czasie dzieci szybko znajdują sobie zajęcie.
Zaraz za miastem zjeżdżamy na polne i leśne drogi. Naszym pierwszym celem jest wieś Zadyby.
Jak to w terenie - pierwsze przeszkody szybko się pojawiają...
... jedne omija się łatwiej, ...
... inne nieco trudniej.
Wygodna omijka piaszczystego odcinka drogi.
Kolejna duża kałuża do ominięcia.
I ta kałuża pokonana.
Pomimo trudności - Noemi napiera.
Noemi.
Aby dotrzeć do Zadybów musieliśmy pokonać piachy, błota i uciec przed stadami krwiożerczych komarów. We wsi robimy sobie zasłużony odpoczynek pod miejscowym sklepem.
Droga przez wieś.
W poszukiwaniu drogi z Haruszy do Tahaczyna.
Droga przez niekończące się pola i nieużytki.
Tuż przed wsią wre mini kampania ziemniaczana.
Tahaczyn. Droga przez wieś.
Niemal wszędzie gdzie się pojawiamy wzbudzamy duże zainteresowanie i oczywiście troskę o ciężki los dzieci. Czasem ma to jednak i dobre strony, można np. dostać pół sakwy wyśmienitych jabłek ... na drogę.
Tahaczyn - malowniczy wyjazd ze wsi.
W drodze.
Miejscami czujemy się jak na Podolu.
"Raz na wozie ...
... raz pod wozem".
Bliskie spotkania.
Po pokonaniu piaszczystego odcinka drogi, przejazd ubitą drogą przez pola jest bardzo przyjemny...
... trzeba tylko poczekać na przyjazd całej ekipy.
Wycieczki z dziećmi mają też swoje dobre strony. Można sobie odpocząć czekając aż wszyscy dojadą.
Dojeżdżają mama z córcią ...
... i możemy jechać dalej.
Droga czasami zanika, ale daje się jechać.
Oczywiście na mapie droga jest, i to całkiem przyzwoita.
Dziewczyny napierają!
Wierzbiczno - pod cerkwią.
Wyjazd ze wsi zapowiada się sielankowo ...
... w lesie okazuje się jednak, że na wieczór czeka nas najtrudniejszy dzisiejszego dnia odcinek drogi. Błoto, ...
..., krzal, a wszystko to w towarzystwie stad krwiożerczych komarów ...
... jednak dajemy radę!
Po przejechaniu przez las wreszcie zakładamy biwak.
Rankiem na biwaku. Słoneczko przygrzewa, namioty parują.
Dzieci jeszcze trochę niedobudzone, grzecznie siedzą na karimatach.
Rankiem na biwaku. Michał ma chęć na pieczoną kiełbaskę, którą sam sobie piecze.
Chyba smakuje?
Przy porannym ognisku.
Justyna. Foto by Michał.
Poranny biwakowy rozgardiasz.
Pluszaki wygrzewają się w porannym słońcu.
Noemi napiera!
Przy opowieściach z Narnii zapomina się, że ... trzeba trochę popedałować. Dzięki temu tempo wzrasta.
Jadą dziewczyny ...
... a w tym czasie, chłopaki odpoczywają.
Wjazd do wsi Ossa. Droga jaka jest - każdy widzi. Ale to chyba i tak najlepszy kawałek od biwaku.
Ossa. Cerkiew.
Po drodze mijają nas najprzeróżniejsze "sprzęty". To co je łączy to tuman wzniecanego kurzu.
Wjeżdżamy do wsi Rzewuszki.
Droga z Rzewuszek do Turji czasem zanika w lesie. Wg informacji od mieszkańców niemal nikt tą drogą już nie jeździ.
W drodze. Wystarczy na chwilę przystanąć aby stać się pożywką dla niezliczonej masy komarów.
Jazda ze wspomaganiem.
We wsi Turja.
Na rogatkach (czyli przy krzyżu) we wsi Turja.
W wielu miejscach towarzyszą nam hektary pól obsianych słonecznikami.
Przydrożne słoneczniki.
Zamiast placyku zabaw.
Popas.
Wg mapy to miała być całkiem przyzwoita droga...
... tymczasem często zanikała pośród pól i nieużytków.
Przydrożny krzyż przypomina o nieistniejącym przysiółku Jasienówka.
Polami, polami, ..., przyjemnie się leci po ubitej drodze, z wiatrem w plecy i lekko z górki.
Pablo. Foto by Michał.
Mama i córcia. Foto by Kuba.
Stawki. Cerkiew.
"Zmęczone" dzieci "odpoczywają" na postoju.
Dzień chyli się ku końcowi a do granicy jeszcze daleko.
Robi się późno i pora kierować się w stronę granicy. Tam gdzie to tylko możliwe, główną szosę omijamy jadąc przez okoliczne wioski.
Noemi w opcji na holu.
Od lewej: Paweł, Noemi, Sławek, Michał, Justyna, Kuba, Kasia i Piotrek. To był bardzo miły weekend spędzony niemal w "innym świecie". We znaki dały nam się upał, komary i trudy podróży po trudnych drogach i bezdrożach, ale wszystko to złożyło się na przeżycie wspaniałej przygody w miłym towarzystwie i w miłych okolicznościach. Staraliśmy się, aby ta fotorelacja oddała charakter i klimat naszej "turpoizdki". Dziękujemy za wizytę i obejrzenie fotorelacji. Pozdrawiamy Was serdecznie. Mamy nadzieję, że się Wam podobało! Szczegółową kronikę tej wycieczki, jak również innych klubowych wycieczek, można znaleźć na naszej klubowej stronie WWW: http://www.klub-karpacki.org . Zapraszamy ponownie!