Nadszedł czas, aby po raz pierwszy w życiu wybrać się w góry.
Początek nie różni się wiele od dobrze znanego spaceru...
... tylko droga jakaś taka mniej równa, ...
... trochę więcej błota, ...
... no i jest pod górę.
Wszystko po drodze może być ciekawe.
Podczas podejścia, kiedy zaczyna brakować motywacji, przydaje się pomocna dłoń.
Jakie te domki zrobiły się małe.
Im wyżej, tym widoki rozleglejsze.
Ooooo, śnieg!
Leżący wyżej śnieg stanowił dużą atrakcję.
Spacerek.
Parę kropel dla ochłody.
Dobre to mleczko!
Pablo.
Odpoczynek.
Górą czy dołem?
Ja też chcę zobaczyć!
"My już przeszliśmy!"
I znowu pod górę.
Przegryzka.
Bez pieska byłoby smutno.
Mimo słoneczka jest chłodno.
Nosidełko okazało się być skutecznym narzędziem do uśpienia dziecka.
Grań Małej Fatry.
Dochodzimy na grzbiet.
Paweł. Kuba, Justyna i Michał - nieobecny duchem.
Tu kończy się Polska.
W schronisku.
Fajna miejscówka.
Na szlaku.
Na granicy fajnie jest, można sobie pozbiegać ...
... no chyba, że akurat jest pod górę.
Poznajemy co to jest źródło.
Dla dzieci to prawdziwa wspinaczka.
Ostatnie metry podejścia.
Duży słupek dla dużego zdobywcy ...
... i mały, dla małego.
Pilnujemy granicy.
Michał.
Kuba.
Co tam, że mokro i zimno, kiedy można sobie pozjeżdżać.
Pojedź z nami w góry!
W górach jest fajnie. Jeszcze nie ma zimy, a można się w śniegu potarzać.
Chodzenie po błocie to też przednia zabawa.
Kuba wędrowiec.
14 kilo z tyłu, parę z przodu - matka daje radę!
Jagodowy Kuba
Do ataku, uraa!
Nadmiar energii trzeba jakoś zużyć.
Było fajnie. Jeszcze tu wrócimy.
Oto my: Paweł, Michał, Kuba i Justyna.