Zaczęło się romantycznie, tory, mgiełka.
A potem proza życia, czyli napełnianie pustych brzuchów.
Początkowo dość dużo jechaliśmy asfaltami ale za to coraz bardziej pustymi.
W końcu udało się zjechać w teren.
Czasami bardziej terenowy.
Między Działdowem a Brodnicą nie brak wzgórz i pagórków.
Podjazdy krótkie ale konkretne.
W sobotę upał był nieziemski, kawałek trasy w cieniu był rozkoszny.
Kolejny posiłek na trasie. Śledziki, chleb + oranżada.
Na kolejnym szczyciku.
Miejscami się wypłaszczało.
Kuba napiera.
Piachu po drodze nie było dużo ale był dokuczliwy.
Pogoda szykuje niemiłą niespodziankę.
Zaczyna się niecodzienny spektakl.
Słońce schodzi poniżej burzowych chmur.
Mimo słońca słychać burzę i widać pionowe błyskawice.
Na szczęście burza przeszła bokiem ale tarp się przydał.
Droga przez las.
Brzozowy zagajnik.
Adrian na moście. Foto by Kuba.
Tata też się załapał na fotkę. Foto by Kuba.
Z pól sprzątnięte, pora na dożynki.
Dożynkowy drogowskaz. Byliśmy za wcześnie i nie załapaliśmy się na imprezę.
Niedziela przed południem była pochmurna i jechało się bardzo miło bez upału i na dodatek z wiatrem w plecy.
Kolejny podjazd.
I kolejny podjazd.
Miłe dla oka pofałdowanie.
Trochę wody dla urozmaicenia.
Ale bez żab w butach.
Mama i syn - zgrany team.
Kuba szarżuje przez kałużę.
Leśny dukt.
A potem trochę bardziej leśny a mniej dukt.
Niektóre kałuże da się objechać bez schodzenia z siodełka...
... a niektóre nie.
I znowu pod górkę.
Michał - strażnik czekoladowego skarbu. ...albo gitary.
Śniadanko.
I znowu w drogę.
Trochę przez las....
...trochę wśród pól.
Ostanie metry podjazdu.
Trochę się wypłaszcza.
Postój, ci co kręcą pedałami odpoczywają, dla Michała to czas szaleństw i zabawy. Kuba oczywiście szybko się do tych zabaw przyłącza.
Dla urozmaicenia trasy - pod górkę :)
To poniedziałek - traktory wyruszyły na pola.
Na szczęście jeszcze nie zdążyły zaorać wszystkich dróg.
Dla odmiany - trochę krzala.
A potem pełna cywilizacja - kawałek ścieżki rowerowej pod Sztumem.
Ale nie będziemy z tą cywilizacją przesadzać.
Na przejeździe kolejowym.
Kubie stuknął na liczniku drugi tysiączek w tym sezonie.
Piękna droga.
Malbork już niedaleko.
Od lewej: Justyna, Michał, Adrian, Kuba i Pablo. To było bardzo miłe, choć krótkie pożegnanie wakacji. Był letni upał, stada komarów, ostatnia wakacyjna kąpiel w jeziorze i ostatnie wakacyjne lody, ale pozostał też niedosyt, który ... postaramy się wkrótce jakoś zaspokoić. Dziękujemy za wizytę i obejrzenie fotorelacji. Pozdrawiamy Was serdecznie. Mamy nadzieję, że się Wam podobało! Szczegółową kronikę tej wycieczki, jak również innych klubowych wycieczek, można znaleźć na naszej klubowej stronie WWW: http://www.klub-karpacki.org . Zapraszamy ponownie!