Około 6 rano, Warszawa - okolice mostu Siekierkowskiego.
Słońce oświetla puste o tej porze ślimaki trasy.
Na wale puściutko.
W Falenicy przecinamy tory kolejowe na Pilawę.
Nie tylko my pocinamy na rowerkach.
Przemek i Piotrek.
Kołbiel mijamy na jakimś 45 km.
Koń na nasz widok pada ze śmiechu.
Nie było tak kręto jak się wydawało.
Krzyż na mniej więcej 80 tym kilometrze.
Pablo i Paweł na leśnym odcinku.
Czasami obok piaszczystej drogi trafiały się "ścieżki" rowerowe.
Piotrek tuż przed Pszonką.
Paweł chował się w cieniu.
Miastków Kościelny - krótki postój nawigacyjny.
Paweł.
Pierwsza setka stuknęła mi...
...tuż przed Ksawerynowem.
Drugi dłuższy postój na jakimś 105 km.
Panowie czasami uciekali mi paręset metrów.
Pablo, Justyna, Paweł, Piotrek i Przemek.
Przemek na piaszczystych ścieżkach.
Dojeżdżamy do Okrzeji.
Spojrzenie na toń rzeki Wieprz...
... i na licznik.
Jeden z nielicznych momentów gdy mogłam zrobić im zdjęcie od przodu :)
Nie tylko my lubimy piaszczyste drogi. :)
Stuknęło 150 km...
...a Pablo świeżutki i uśmiechnięty.
Teren trochę się fałduje i widoczki robią się rozleglejsze.
180 ty km wypadł w Kozłowieckim Parku Krajobrazowym...
...w Rudce Kozłowieckiej.
Na dworzec w Lublinie dotarliśmy przed 20-tą.
Przejechany dystans.
Tyle czasu spędzone na rowerze.
I na koniec moja średnia prędkość.