Zamek Kazimierza Wielkiego - z dna doliny, czyli od parkingu
Wbiegam na górę... Towarzyszy mi wczesnoporanny ptasi koncert!
No, niestety... :( Nie zrobić back-upu takiej fotki! :(((
W dół...
Dolina w kierunku Bramy Krakowskiej. Ostatni raz tu byłam... hmmm... już 9 lat temu - prosto z monachijskiego busu
Skałki na których Kazio Wielki osadził zamek z imieniem ojca w nazwie
Zamek od dołu raz jeszcze - inaczej. A za parking każą sobie 10PLNów. Na cały dzień niby... ;) Ale nie o tej porze ;D
Kościół na wodzie. Tu ma zawsze obowiązkowy postój i poranną mszę Piesza Krakowska (na Jasną Górę... nigdy nie byłam - Rodzeństwo za to wielokrotnie)
A to już Maczuga Herkulesa i renesans Pieskowej Skały
Pieskowa Skała z drugiego parkingu (oba po 6.5PLNa za dzień ;)))
Z pobocza - renesans po raz trzeci, pod światło
Z tego samego mca - nieskazitelna droga bardzo kręta, stawy pod zamkiem i majacząca Maczuga
Piknik pod wiszącą skałą...
Niesamowite mgły, śpiewy ptaków, zapachy wiosny... I ktoś pali opony (mieszkają tu ludzie) - sabotaż li to?!!! [Nieźle mnie przestraszył - przez moment byłam pewna, że to w moim autku coś się utlenia w przyspieszonym tempie!...]
Po dnie doliny - z powrotem ku rozjazdowi do Skały i Miasta
9 lat temu podziwiałam S, słynnego niemieckiego profesora z Grenoble, jak sobie radził - płynnie i dynamicznie - z "negocjowaniem" tych okołoskalnych zakrętów. Dziś okazało się, że w istocie, nie święci garnki lepią... A gdy szosa pusta, można i leniwiej je "negocjować" ;D... Szybciej też... oops ;/
O, nagle zrobiło się mniej pusto... - czas uskoczyć ze środka szosy!... ;))