Środek poprzedniego dnia. Nadrzeczne łąki podtyniecko-przedskawińskie i upał pozwalający nie tylko się opalać ale i spacerować w stroju plażowym (wcześniejsze dni, choć też słoneczne, obfitowały w powiewy mroźnego wiatru).
Poprzednia fotka była na północ, ta na wschód... A wiosna ma co nadrabiać, jak widać - prawie miesięczne opóźnienie.
Babia Góra - Fudżijama ponad zakopianką w Naprawie (okolice przełęczy i przystanku Luboń Mały) o niedzielnym poranku... Który mnie miał tu zobaczyć półtorej h wcześniej - (buty by mniej/później przemokły), ale dobre i to - ruch był prawie zerowy... dopiero na części jednojezdniowej (=za Lubniem) zaczęli mnie doganiać swymi wypasionymi brykami pierwsi narciarze.
Tuż nad zakopianką... A to tylko Beskid Wyspowy... jego cieplejsza część.
Zamarznięty staw
Ugrzęźnięte ratownictwo medyczne...
Ha, tak to jest śpieszyć się i nie robić back-upów ;D
Identyfikator paramedyka pozostał w aucie... No, najprawdopodobniej nie on prowadził ;D
To wszystko na cześć pluskającego się z delfinami (rekinami ;/) w ciepłych morzach Abnegata.ltd... ;P
Wpada się w to białe i do pół uda... nawet na 'ubitej' ścieżce (lub tuż obok). Buty podmakają metodycznie: z góry i z dołu ;D))) Tu jeszcze śnieg zamarznięty, ale szybko 'puści'...
Domek letniskowy (i zimowiskowy) jeszcze jeden... najostatniejszy tu...
Chwilowo się błoci-topi w wąwozie. Taki wyjątek od śnieżnego klasyka, że aż trza zdjąć (i przyodziwku kolejne garmenty też zdjąć trza)
Tu twardy, zmrożony firn - to lubę! :D)))
Coraz więcej słońca...
Widok na północ... - to będą Zębalowa z Klimasem
Mokrzej... śnieżniej...
A to już (albo wreszcie... coś mi się dłużą te wysoko-wysiłkowe kroki po mocno śnieżnej ścieżce) przysiółek Surówka-Krzysie za Luboniem Małym. Na horyzoncie Luboń Wielki z charakterystyczną wieżą stacji przekaźnikowej
Ku Gorcom - na południe i lekko na wschód. Jak się rzekło, pary w powietrzu mnóstwo... Z widoków tatrzańskich troszeńkę zalśnił oczom moim jeden czy drugi żleb. Ale nie na tyle - by celować tam 'obiektyw'.
Tu południowy zachód ponad domostwami Surówki-Krzysiów
Zauważą Państwo sterty śniegu do wysokości dachów... Ale w tym słońcu szybko spłynie...
Mce katastrofy śmigłowca z sierpnia 85
O, wreszcie jakieś ślady biegówek dołączyły (trochę żałuję, że nie wybrałam tej opcji)... Kasina Wielka tuż-tuż (choć słynna jej mieszkanka regeneruje się akurat w zupełnie innych klimatach i szerokościach)
Buty dawno przemoczone (w autku czekają dwie pary suchych, nie ma strachu!), ale jest bossssko!!!
Te dziury głębokie... I konieczność wyrywania z takiej nogi... pochłania siły, pożera czas...
Iść ciągle iść w stronę słońca
Za siebie (akurat po suchym... suchszym) :)
Trasa, którą się przyszło - w tym Luboń Mały (najbardziej stroma część drogi)
A to tuż pod wierzchołkiem Lubonia Wielkiego (1022) - widok na pn (stoki Szczebla, Lubogoszcz, Śnieżnica, itd.)
Na zachód
Szczebel i Tenczyn z jego kamieniołomem czy inną odkrywką
Wieża-schronisko
Jadalnia. Jest nowy dzierżawca - dopiero od miesiąca (wcześniej był na Wielkiej Raczy). I drzwi na górę, do sypialni zbiorowej.
Pamiątki gości
Niezbyt mi się udała jedyna fotka okolic recepcji i 'wejscia' do mini-kuchni. Dzierżawca usiłuje wydębić na właścicielu czajnik bezprzewodowy; są problemy z płynnością 'dostaw' wody do zlewu ;) a bywają weekendy, że jest kilkadziesiąt osób w porze obiadowej i każdy chce coś innego. (Dziś młodzież licealna - 28 osób - zażyczyła sobie tylko wrzątek na szóstą rano... i wstali, mimo,iż balowali do trzeciej - czwartej rano na ognisku... I na to wszystko 4 palniki :( )
Pod tym dachem z lewej balowali (grupa i inni goście). I było super (dwie gitary, itd... jak opowiada chłopak (krakowianin), opalający się na ławce przed schroniskiem, który mnie wita z daleka pytaniem, czy się nie zgubiłam, skoro dochodzę sama ;D).
A tu widzę prycze... czyli dodatkowe noclegi
Kibelki dwa... Nawet czysto i przestronnie (używam jako przebieralni szortowo-bikiniowej)
Następnie zwiedzam i inspekcjonuję zadaszenie gitarowo-piwno-grillowo-ogniskowo-imprezowe. Nawet śmieci z towarów TU zakupionych turysta jest obowiązany znieść ze sobą niżej, ale WIDZĘ całą skrzynkę zgniecionych piwnych puszek. (Spragnieni snu mogli mieć problem... Choć fale elektromagnetyczne nadajnika zakłócają ponoć nocny odpoczynek tak czy owak ;P)
Krata grilla i 'side table' ;)
Luboń jest teraz rezerwatem
Od południa wieża schroniska (na samiutkim szczycie góry) prezentuje się najokazalej. Po prawej nadajnik - też urodziwy w swej kategorii, z tym wysoko podchodzącym gontem
Nigdy jeszcze nie szłam żadnym z trzech do-rabczańskich szlaków Lubonia. A jeden ma nawet ponoć jakieś fragmenty niebezpiecznie-skałkowe ;))) Nb, stoły prawie całkiem zasypane...
I te totemy...
Zima-zimą, ale do-południowy ogródeczek odtajał nieco
Jeszcze rzut oka na szlaki zbiegające do Rabki...
I na palenisko imprezowe
Przed schroniskiem, po jego północnej stronie, ławy odśnieżone, suche, zachęcają do picia kolejnych kaw w palącym blasku słońca... ;)
O, przebiśniegi!!!
W tle - wieża nadajnika
Detal kwiatuszków (rosnących na stromym stoczku) prosto (i ostro) - to wieża musi być krzywo (nie żeby ktoś kładł się i celował precyzyjnie... totalnie mokre buty wystarczą ;D)
Teraz wieża ostrzejsza a przebiśniegi "tempe" ;D)))
Zbiegam na wschód, by ująć przekaźnik nie-pod-słońce
I jeszcze stacyjka meteo do kompletu
I wieża schroniska raz jeszcze
I jeszcze raz... Piękna, nieprawdaż?! :)))
Wejście... Łopaty odśniegowe miały bardzo pracowity sezon. Jest też internet (na wiecej niż jedną świata stronę), ale turysci nie mają dostępu a dzierżawca był na stronce schroniska raz (jest tu od miesiąca) i nie akceptuje zniżek tam reklamowanych ;D
Ale nie jest tu drogo (20-25 za nocleg; kawa 3, lody 2 (rożek), itd.)
Skusiłam się, budząc salwę śmiechu stwierdzeniem, że stęskniłam się za lodem. Ale ta wizja zdjęcia w bikini, z "zimną słodyczą" ;) na sporej pryzmie białego śniegu, w oślepiającym słońcu!!!... (Jeszcze pojeździć w stroju plażowym na nartach - to dopiero będzie hit! ;D))))
Narzuciwszy górę od dresu na czerwony strój plażowy schodzę na dół, zapadając się czasem do połowy ud... nie chronionych spodniami... Na szczęście śnieg coraz bardziej mokry - przez to miękkim jest.
I już Surówki-Krzysie. Mokro. Mijający mnie państwo z psem patrzą cokolwiek dziwnie. Poza tym ni jeden chłodniejszy powiew wiatru "did not upset my decision":)
Moooookro... w butach na tym etapie chlupie... i skrzypi gumowo gdy wchodzi człek na suchą, niehałasującą trawkę
Maszt Lubonia Wielkiego za nami...
Luboń i Turbacz (to z ledwie widoczną bielą zachodnich polan - tych wiatrołomowych przygnębiających połaci)
Turbacz i Gorce (dobrze mi znane grzbiety 'od zakopianki' i z Rabki)
Jesteśmy na ok 900mnpm - kwitnie leszczyna (w krk zdarzy się jej już w styczniu)
Właśnie przeszły do góry dwie młode i śliczne narciarki biegowe (chodowe)
A tu już ugrzęźnięte pogotowie
I prawie przy zakopiance (słychać ją już)
Ku Turbaczowi...
Babia dokładnie ponad palikiem pionowym
Babia ponad zakopianką. Z poziomic mapowych wychodzi mi, że jesteśmy tuż pod 700metrami nad poziomem morza
Pryzmy śniegu na parkingu pod-lubońskim topią się szybko... Zakopianka będzie prawie pusta w kierunku krk aż do remontów przed miastem (gdzie przytka mnie nieźle... a bo to pierwszyzna?! - tak czy owak, zdążyłam do ważnych obowiązków) Nb: http://basiaacappella.wordpress.com/2009/04/06/najbanalniejsze-pod-sloncem Oraz: http://basiaacappella.wordpress.com/2009/04/07/duchy-schroniskowych-imprez