Choć to trochę nie po drodze, wypadało przynajmniej "rzutem na taśmę" zajrzeć na Przysłop Potócki.
Pieczu właśnie zwija bazę. Ale został jeden namiot, więc nie muszę rozbijać własnego.
Nowa stokówka. Można nią przetrawersować Będoszkę Wlk.
Parszywa pogoda nieco odpuszcza.
Krótka odsapka na Przegibku. Nawet nie staję na piwo, choć to PPR :).
Zacny "singletrack". Tak jak lubię :).
Źródełko pod Rycerzową.
Na szczycie.
Rozsutec niemal tuż, tuż,
Ale Tatry ledwo widać. Trzeba było je "wyciągać" w Corelu.
Bacówka pod Rycerzową i panorama wschodniego krańca Worka Raczańskiego, z Pilskiem i Babią Górą w tle. Tu stanąłbym na piwo, ale nie mają lanego. Co nie przeszkodziło stanąć nieco niżej, z powodu snejka w tylnym kole.
Słowacka buda na przełęczy Przysłop.
I polska.
Wnętrze polskiej budy.
I słowackiej.
Kałuża wydawała się płytka. Na szczęście OTB skończyło się bez błotnej kąpieli.
Polowanie na motyla pozwoliło chwilę odsapnąć od męczącego chaszczowania na kolejnym podejściu.
Pipa! Nie wylazłem tam, gdzie chciałem. Mapy setki są wygodne na rowerze, bo dużo zmieszczą, ale są mało dokładne.
Skrót pod Pupov nie był zbyt krótki, ale i tak warto było wybrać wariant pozaszosowy.
Bo szosą jechałem w zeszłym roku na Minczol w Magurze Orawskiej.
Mroczna panorama Małej Fatry z Wojennego.
Horná Tižina - start na Pupov. Ufff... jestem już trochę wypompowany :).
Rozsutce i Stoh ze zbocza Pupova. Tędy przebiega szlak rowerowy. Ale ja muszę wyżej...
Tu kończy się szlak pieszy, ale ja muszę jeszcze wyżej.
Pupov. Guzik stąd widać, las jak wszędzie...
Ale to najwyższy punkt w Kysucach. Pupov był zaległym celem zeszłorocznej PPR, bo wtedy zadowoliłem się Ladonhorą. Właśnie zaczęło padać, więc pora spadać.
Ups... to już regularna ulewa. Na szczęście spory kawałek będzie asfaltem. Bo muszę jeszcze okrążyć Małą Fatrę i wdrapać się do chaty pod Chlebem od doliny Wagu.
Co zajęło czas do 22:40. Wejście zielonym szlakiem z rowerem i w lejącym deszczu daje popalić, ale dzięki temu można docenić wartość relaksu. Przy kawie z rumem, bo bufet już zamknięty.
Poranny spacer na Krywań. Pogoda dalej do dupy, ale przynajmniej chwilowo nie leje.
Pułap chmur poszedł ciut w górę, bo nawet kąsek zboczy widać.
No! Teraz to jest PPR :).
Pogoda się poprawia. Pora się zbierać.
Do dna doliny Wagu prawie kilometr w pionie. Droga w dół wygląda jak nagroda za wczorajszą szarpaninę. Ale to będzie tylko szarpanina inaczej, bo jedzie się po kamolach.
Most na Wagu w Suczanach. W dali (i w chmurach) Mała Fatra. Wag przy tym stanie wydaje się za płytki na palavkę, ale polietylenową jedynką można przemknąć.
I co sądzić o takiej pogodzie? Może jednak wygra to z lewej?
Za Martinem, a przed Wielką Fatrą. Trzeba zatankować do baku na podjazd.
Wielka Fatra. Biała plamka kościelnej wieży wskazuje wylot Necpalskiej Doliny, którą chcę dotrzeć pod Ostredok. Ale widoki na ciąg dalszy wycieczki są kiepskie.
No, może nie cały czas kiepskie. Przynajmniej w krótkiej perspektywie. W szkle, jak widać, jest Szarisz Red :).
Zniszczony renesansowy kasztel w Necpalach.
Znowu leje.
Z dedykacją dla tych, co podjeżdżają ściany na rowerze :). Tu taki mały próg, a trzeba wnosić.
Wreszcie ponad lasem. Ta skałka dobrze chroni przed wiatrem. Na grzbiecie musi szpetnie wiać.
Chata pod Suchym.
Charakterystyczny zielony dach okazał się półprzeźroczysty.
Zostałbym tu na noc...
...ale przecież, kwa, uprawiam turystykę musu. Trza napierać :/.
Zimno, mokro, wietrznie i nic nie widać... Ostredok to dziś ostrzak.
Zjazd pod Kriżną to singletrack-ślizgawka. We mgle i przy naporze bocznego wiatru jest tam mało przyjemnie. Zaliczyłem nawet kilka gleb. A niżej, choć jest droga, wcale nie jest przyjemniej...
...ani bezpieczniej. Gleba po poślizgu kosztowała mnie tylko obtarte kolano, lecz rower w wyniku urazu stracił pamięć. Szkoda OSa. Następny licznik będzie montowany na wsporniku kierownicy. Edycja 11.09.2010: Na szczęście cyjanoakrylowo - epoksydowa reanimacja okazała się skuteczna, a zapisane dane się zachowały, więc następny jeszcze poczeka.
Pod chmurą już tak nie wieje, a droga do hotelu Kráľová Studňa i w doliny robi się wręcz elegancka.
Obie Fatry sobie ze mną pograły. U góry dupówa, niżej lampa.
Drogą w Załamaną Dolinę leci się bardzo przyjemnie. Ale trzeba by już myśleć o noclegu.
Trafił się nawet dach nad głową i łóżko.
Jest tu też trochę zbędnych (z punktu widzenia noclegu) rzeczy.
Ale nie ma co się dziwić. Na stryszku tak bywa.
Dolina jest rzeczywiście załamana :).
Linie kolejowe w tej okolicy wymagają sporej liczby tuneli.
Motocyklowe "memento mori" na przełęczy Maly Sturec.
Widok na Wielką Fatrę z podejścia na Flochową. Zdjęcie nie jest w stanie oddać ogromu wertykalnej przestrzeni. W dole asfalt, którym nie musiałbym podjeżdżać od wylotu Załamanej Doliny, gdybym wybrał czerwony szlak. Ale wtedy spałbym w namiocie i "o suchym pysku". Choć w nocy lało.
W Górach Kremnickich drzewa to żarłoki. Długo łykają. Już ponad 30 lat, choć to pikuś przy sarlaccu :).
Widać "vojenske"obiekty na Kriżnej. Nowe, bo satelitarne zdjęcia Google pokazują tam tylko halę. Pojawiła się też w polu widzenia kopuła szczytowa Ostredoka.
"Tu jasne są przestrzenie i widzę krągłość Ziemi..."
Nie ma już żarcia, prawie nie ma picia, trunki skończyły się wczoraj. Ale na szczęście jest jeszcze trochę jagód na krzakach.
Na starej mapie wierzchowina jest bezleśna, a szczyt Flochowej to punkt widokowy. Ale teraz widać tu tylko las.
Problemy solisty, który chce być po tej lepszej stronie obiektywu :). W trawie krótki statyw nie wystarcza i trzeba go przedłużyć badylami.
Zjazd w dolinę jest nieco "techniczny". Żeby tylko znów haka nie uwalić, bo oprócz kamieni leży tu sporo luźnych badyli.
Na starej mapie tego jeziora jeszcze nie ma. Ale dobrze że teraz jest, bo ożywia świerkowy krajobraz. Niedobrze że trzeba znów wspiąć się na zbocze. Ale dobrze że jest asfalt. Niedobrze że wali po nim gradem. Ale dobrze że krótko. Tewje Mleczarz byłby ze mnie dumny :).
Taaak... jak wracam do chałupy, to się wylampia. Widok na luczańską część Małej Fatry.
Flochowa z dołu.
Zdrojowy akcent w Turczańskich Teplicach.
Godzina czasu do pociągu, więc można jeszcze popstrykać zza miasta. Mała Fatra - część krywańska.
I kraniec Wielkiej Fatry.
A konkretnie Tlsta, Lubena i Ostra.
A to już Kysuce z okna pociągu.
I ostatni rzut oka na Słowację znad Zwardonia. Po tym wyjeździe zostało jeszcze 11 górskich celów w CKZ. Ale oprócz Dżumbiera i Wlk. Chocza to same pipanty :). Relacja z pierwszej części: http://tiny.pl/h7cks Relacja z części trzeciej: http://picasaweb.google.com/28cali/PPRCKZCz3#
Bilans na koniec wakacji. Zielone kwadraty oznaczają grupy górskie, na których kulminacjach byłem w ramach PPR. Choć w wypadku Czarnej Góry pomerdałem w chaszczach i za szczyt uznałem jeden z pipancików w grzbiecie między Czarną a Igłą. Rzepisko jest osobno, ale na liście. Bo chociaż zalicza się do mezoregionu Pogórza Gubałowsko-Spiskiego, to wypada Spiską Magurę potraktować bardziej honornie.