Zaczelimy 2 sierpnia 2009, Krymowy dojechaly do mnie pod Prudnik, gdzie uczestniczylem w weselu mojej siostrzenicy... poczatkowo plan byl taki aby spotkac sie w drodze do granicy polsko-ukrainskiej, zdrowie mi jednak nie pozwolilo zebrac sie do jazdy...
Krymki przyjechaly wiec do mnie i zdecydowalismy sie wybrac trase przec Czechy, Slowacje do Ukrainy, jako, ze zblizal sie juz niedzielny wieczor, wybralismy nocleg na polu (za ktore nie placilismy bo bylo za daleko do miejsca w ktorym podobno sie placilo :D ), przy okazji Andrzej zmienil opone przednia w motocyklu, bo ta ktora mial byla uszkodzona maja straszne bicie.
Troche to trwalo
Trzeba bylo wyciagnac narzedzia z dna kufrow
Musielismy dodac sobie sil srodkami wspomagajacymi...
Jakos zaczelo isc....
I poszlo a wystep sie udal
To juz rano i startujemy, plan jest taki, ze nie ma planu, nic nas nie goni i ani jeden cel nie zawraca nam glowy, no w sumie tylko jeden, aby jechac....
Pakujemy graty
Wyciagamy kosci... w nocy byla burza a echo gromow romantycznie nioslo sie po gorach...
To jedna z drog w Czechach jaka wskazal nam Garmin, oczywiscie byla ona takze dla samochodu....
Moze na dwoch kolach by przejechal....
A tutaj obiadek i widok na Tatry od drugiej strony....
Zarcie zakupione w Tesco czy cus tam, droge do niego wskazali nam czescy motocyklisci..
Jak widac zapasy byly spore... Ja mialem: 10 puszek paprykarzu, 10 flandry, 12 zupek chinskich.... delicje :D
Wszystko popijalismy ketchupem na ostro
A tutaj widok z naszego noclegu....
Krymki i ich slynny materac, dymania co niemiara ale oni to lubia...
Latac kazdy moze.......
Full romantico erotico...
Ukryci w krzakach :) bylo cicho, cieplo, i jak u Mamy
Pelen orgazm....
Dobre piwko i Marlenas socks...
No zachod piekny...
Troche na bloga czas napisac.... mimo, ze cieplo bylo komary tak zarly, ze trzeba bylo siedziec w bluzach... a pot ciekl po pysku..
Zamczysko, ktore nas zaciekawilo i zjechalismy z drogi aby sie lepiej przyjrzec..
Ale na zwiedzanie nam odeszla jakos ochota wiec pare fotek...
I wrotki dalej..
A tu juz hotel w Karpatach na Ukrainie.... tutaj Krymejk zostawil sowjego Petzla... ale z dobrych zrodel wiem, ze znalazl numer do hotelu zadzwonil i po wielu walkach na migi przez telefon wytlumaczyl i znalezli za lozkiem podobno maja mu wyslac :D
No coz reczniki mieli rozowe... tfardym trza byc a nie parowa...
Przygotowania do wyzery
Porownanie spakowanego spiwora rejlii (niebieskie) z nie rejlii (czarny)
Znow pakowanko, tym razem w deszczu..
Zastanawiamy sie nad trasa jak tutaj jak najwiecej objechac Karpat
Myslimy i myslimy, czytanie cyrylicy nie jest takie proste :)
Czyyba dzis wyjedziemy....
A moze jednak nie....
Nic nei rozumiem, mapa cyrylica, gps nie....
Wyjechalismy, byl deszcz, deszcz a w koncu przystanek i rozbieramy sie z przeciwdeszczowek
Przygotowujemy sie do szturmu...
By zrobic sobie zdjecia na jednym z linowych mostow...
Proba wytrzymalosci mostu
Dalo rade, jeszcze wisi...
Biegniemy do zdjecia...
Ciagle biegniemy
i Bum dobierglismy... ale to juz bylo drugie podejscie :)
Zaskoczyl nas deszcz a Krymek zaczal sie ubierac :) efekt byl troche inny niz zamierzal, co jednak wyszlo mu na dobre bo w tej konfiguracji przeciwdeszczowka nie przeciekala na jajakach, od tego czasu wiekszosc czasu jezdzil w ten sposob uubranej :) czyli nei zawsze wlozyc odwrotnie znaczy zle :Dcokolwiek to znaczy :D
Nastepny przystanek w gorach bo tym razem mamy klopoty z moim moto, cos z zasilaniem, bo pompa paliwowa dzial tylko na wylaczonych swiatlach :). Marlenka jak zwykle znajduje przyjaciolke
Ja jade z Panem szukac kostek elektrycznych, Pan rozwozil chleb co wyrazniej jak widac jesst napisane na masce samochodu...
Marlenka jak zwykle znalazla sobie przyjaciolke...
Milosc wybuchla od pierwszego wejrzenia...
My twardo zajelismy sie spalonymi wtyczkami, bo okazalo sie, ze ta sama sytuacja jest w AT Andrzeja, tylko jego pompa nie dawala takich objawow, lecz jeszcze z 200km i byloby po regulatorze co byloby znacznie wiekszym klopotem..
Widok oczywiscie z okna hotelu, ktory okazal sie jednym z tanszych a najlepszych...
Obciecie spalonych wtyczek i wszystko wrocilo do normy jesli chodzi o zachowanie moto..
A tu efekty spalenia
i drugi efekt :D
Od Pana z piekarni dostalismy cieplutki chlebek, oj pychota byla, wcinalismy go z ostra pasta z papryczek kupiona w Uzhorodzie tuz naa granicy, byla taka ostra, ze lecialy lzy siedzac tam gdzie krol chodzi samotnie...
Mniam mniam i browarek
Jak widac bez srodkow dopingujacych nie dalo sie naprawiac
A tutaj juz nas pokoj, prysznic i wyrko z posciela....
A tutaj jeden z typowych pojazdow jakie poruszaja sie po Karpatach, niestety robia takie koleiny na drogach, ze wjazd w dwie osoby i tobolami i mokrej nawierzchni byl praktycznie niemozliwy i zmuszeni bylismy poruszac sie glownie asfaltem
A to rzeka tuz przy hotelu
I kolejny most linowy
i w druga strone widok
I nasz hotel z dalszej perspektywy
i my zza ploty...
Juz zakupione nowe wtyczki wszystko gitarrra :)
i moja zabezpieczona rejlii tasma...
a tutaj pozostalosci starej wtyczki
Pakujemy, graty, jak zwykle zadziwia mnie ilosc bambetli jakie mieszcza sie na motocykle...
A tutaj juz pod granica moldawska, zostalismy zaproszeni na podworko przez przedszkolanke tutajszej wioski
Ja czyszcze kolo bo w miedzy czasie zmielil mi sie slimak od predkosciomierza
A tutaj juz na poczestunku u Pani...
Rozmawiamy o rzeczywistosci ukrainskiej, jak to jest u nich...
Bylo szalenie milo i bardzo cieplo..
Byl samogon, salatka, bryndza i drozdzowki wszystko wlasnej roboty i z ogrodka, palce lizac.... a jak kopalo :D
A tutaj zolw jednoglowy....
i dwuglowy...
I znowy Marlenka znalazla milosc...
Ale Krymek nie pozostal bierny w tym wypadku.. nawet chcial mu zeby umyc
Ja poszedlem do ubikacji siku,,,
Pieknu widok z okna toalety
Krymow jednak umyl swoje zeby w gustownej lazience :) wypasik :D
Znow pakowanko i pedzimy na granice...
A tutaj juz przystanek w drodze przez Moldaawie, gdzies polowa dystansu do Kiszyniowa, ogolnie to robilismy slalom pomiedzy burzami i o dziwo udalo nam sie uciec, ale raz juz mielismy w oczach jak sie suszymy po oberwaniu chmury... 140 km/h i udalo sie zwiac.
Nagrywamy pare klatek, mysle, ze powstal calkiem niezly material filmowy...
Ladnie :D
Burza z boku i z przodu, za chwile zwijalismy zagle bo zaczynalo kropic...
i z boku...
a tutaj nie ma burzy
puscilem baka...
pieknosci stoja...
i inna Pieknosc :D
A tutaj awaria a Krymowka z misja specjalna zakupu arbuza...
Tym razem pompa paliwowa Andrzeja...
Kabelki sie pourywaly... probowalismy
i walczylismy...
tfardo...
a widoki piekne jak zwykle...
poszla w ruch pompa kupiona w Tanzanii, niestety po zamontowaniu, i odapleniu pierdnela, fuknela i tyle jej dzialania bylo.... w pelni warta tych 20 dolarow,....
No to pozostalo poskladac do kupy wszystko
wyciagnac pompe
i zatankowac z mojej krowki do pelna Andrzeja, aby dalej jechac bez pompy...
no wlasnie...
tanken tanken
i znow tanken tanken, afri bez pompy robila rowne 100 km, wiec stweirdzilismy, ze to upierdliwe ale jechac sie da, a zaporowe ceny 50 ojro za pompe, ktora nie wiadomo czy by pasowala w Kiszyniowe z suckecem odwiodly nas od zakupu...
ciagle tanken tanken
oooooo
A tutaj juz tuz za granica moldawsko-ukrainska, spimy w krzakach...
Suszarka rejlii
A tutaj wioska z 200 dusz a pomnik jak w Odessie..
Takie schody, ale wjechalismy :D
I juz nad jednym z jezior wpadajacych do Morza Czarnego, sniadanko w otoczeniu
Gesi ktore wyraznie chcialy nas poskubac...
Moja Afryka oczywiscie fiklnela kozla a kask i ubranie wyladowoaly w wodzie :D
No i juz Morze Czarne i nasze miejsce campingowe na plazy tuz przy knajpie, gdzie wieczorem miala sie odbyc impreza motocyklowa
Obok rozbili sie ukrainscy motocyklisci, bylo ich potem wiecej ale juz byla noc..
Piwko, sloneczko, piasek i kilka stowek na motocyklu w tylku i czego mozna wiecej chciec...
Motocykle zakopalismy przy namiotach, troche sie z Andrzejem nameczylismy aby nasze krowki tam wepchnac, niestety wstecznego biegu niet...
Mamy juz pomaranczowe obraczki na nadgarstkach, ktore potwierdzaly nasza rejestracje na imprezie... Obok byl osrodek wczasowy, ktory posluzyl nam za miejsce gdzie bralismy prysznic itd, wbijalismy sie na glupa :) taki kolchoz tam, ze za wiele nie trzeba bylo kombinowac...
Juz kilka browarow obrocone..
i zaczynamy sie dziwnie zachowywac... :D
ooo wlasnie, milosc sie zalacza...
Impreza sie udala, tylko czemy tylko ja sie tak zalatwilem... bylo grruuubo :) ale nastepny dzien nie byl juz taki wesoly.... na szczescie od rana nie bylo Slonca wiec troche mnie oszczedzilo...
Masssakraaaaa
A pozniej wyszlo Slonce ale ja piwkaa juz nie moglem...
Przez 30 minut skladalismy namito kolegi Zygmunta z Odessy :D na kacu byla to nie lada zagadka...
Byly chwile zwatpienia...
Ale w koncu sie udalo :)
W nagrode zdecydowalem z Marlena pojechac do morza..
najpierw w tej pozycji...
a potem w tej....
niestety kac nie pozwolil mi dociagnac do wody... zawal prawie...
A tutaj juz nasi znajomi z Odessy, powoli odjezdzaja..
Ta VTR kosztuje u nich 5000 dolarow, troche jest juz zmeczona..
A tutaj lusterko od Lady :)
Przod tez ma specjalny tjuning......
A to zdjecia ukrainskich plaz....
Calkiem ladnych plaz...
I znow te plaze...
Calkiem ladne szczegolnie te plaskie polwyspy...
Poszlismy na targ i kupilismy sniadanko :) wypasik, najlepsza salatka z trawy morskiej..
Mniam mniam....
Najedlismy sie jak baki...
Walczylem tymi paleczkami ale w koncu zjadlem jak normalny czlowiek paluchami...
Sojowe paleczki..
Bryndza z koperkiem
To sum, mialo byc dobre itp a bylo gumowe, zylaste, slone i do dupy, dalismy kotom....
Odessa i parkujemy w porcie, Pan z parkingu dzielnie pilnowal naszego dobytku, bo wszyscy mowili nam na Ukrainie, ze Odessa to bandycki gorod, jednak jakos tego nie odczulismy i pewnie to jest tak jak ze wszstykimi tego typu informacjami..
Mielismy plan, aby promem przeplynac na Krym i tam juz startowac do Polski, ale okazalo sie, ze nie ma promow na Krym i ogolnie nigdzie, jedyny jaki wyplywa to do Istanbulu a nam to nie bardzo po drodze bylo...
Parking z gory...
A tutaj turecki statek wojenny...
Nie wiem za czym ta Pani wypatrywala ale zrobilismy sobie zdjecia...
a co... wolno nam...chociaz juz sie zastanawialimsy czy zaraz sie ktos nie doczepi... po przebojacch na drogach z policja zaczelismy wyrabiac sobie poczucie, ze cokolwiek zrobimy to zaraz sie ktos mundurowy czepia...
A tutaj swiatynia narciarskiego dumania....
Slynne schody, moim zdaniem calkowicei zeszpecone widokiem na ochydny port i hotel....znaczy za nami on jest widoczny :D
Ladna para... co nie ? :)
Fuj wymiana plynow :D
Schody, zaraz mam przed oczami film Deja vu :D
A tutaj juz po wejciu na schody
Uliczki Odessy
i nastepne
Pomniki..
Idziemy na plan z fontanna :D
O i jest cieplo to troche sie zmoczymy...
Woda fajna :D
No to wepchnelismy Marlene co tam...
Podobalo jej sie :D
I nie minelo 10 sekund
a juz policja byla przy nas, my oczywiscie nie panimaju niczewo :D wiec paszporty...
i sciema nie panimajy... dali spokoj wiec... i tylko powiedzieli ze nie wolno do fontanny ;D
A tutaj policjantki czy cus...
i znow uliczki
i cos tam...
Teatr i opera
inne ujecie
a tutaj harpun na wieloryby...
Drogowskaz :)
A tutaj juz siedlismy na deserek..
To jakas salatka byla
a to moje lody mniem mniam byly...
Wracamy do portu...
a tuaj hotel w porcie ze szkla i betonu fuj...
I juz jestesmy w polowie drogi miedy Odessa a Kijowem :D jeszcze tego samego dnia co zwiedzanie, udalo sie tez nam naprawic pompe Andrzeja na jednym z parkingow wiec od teraz mamy juz normalny zasieg bez koniecznosci kombinacji z paliwem
A tutaj juz rano, noc byla troche niespokojna bo wokol krecili sie jacys ludzie i do tego gadali przez krotkofalowki.... rabali jakies drzewa i takie tam dopiero pozno w nocy sie uciszylo i moglismy sie zdrzemna, mielismy jednak takie schizy ze na swoje chrapanie albo obok sie budzilismy co by nie robic halasu... smiac mi sie chcialo jak obudzilem sie od swojego chrapniecie i juz widzialem jak Krymek przybliza do mnie dlon co by mnie uciszyc :D.... bylem szybszy... :D
I Kijow parkujemy przez dziwnym budynkiem chronionym (u Pana w budce zostawilismy buty i kurtki) niby hotel ale bez reklam... samochody przed to same drogie bryki...
I muzeum...
Plac chyba jeden z glowniejszych w Kijowie
Krymek napis czyta jako YkPaicha :) pyta sie niewinnie co to znaczy :D
i znow zakochani...
Fajny bajer z tymi schodami po ktorych plynie woda :) tym razem mozna bylo chodzic po wodzie, pozwalalo to odetchnac od goraca...
:)
Noooo
Znow Krymki
A to centrum handlowe za pomnikiem w srodku same drogie marki....
Fajne pomniki jakby bohaterowie z basni...
Z tylu zmyslna fontanna
I nastepny wojownik ehh Ci kozacy...
Z tylu centrum handlowe, od fasady ze szkla odbijalo sie Slonce i jak sie pochodzilo do budynku to czulo sie jakby sie do piekarnika zblizalo...
Nastepna fasada...
fajna brama... a w niej mlodziez... co jak co ale jakos w genach to jest siedzenie w bramach
Bankomat w drzwiach budynku :D dziwne rozwiazanie... w koncu to drewniane drzwi...
Apartamentowce w centrum, calkiem ladne...
Zlota brama, neistety nie widac jest w srodku, nie mielismy kasy na wejscie :D
Zlote dachy swiatyn...
nastepny plac z...
pomnikiem Chmielnickiego...
Kolejna cerkiew
to zloto ociekajace :D pieknie graly takze dzwony...
Widok tuz obok naszego parkingu...
na panorame Kijowa
Ladnie...
Co nie ? :D
tia ladnie.... i plaze nawet mieli...
Wracamy do motocykli
I znwo las i tym razem polowa drogi do Lwowa z Kijowa :D
Marlenka niezle gotuje zupki chinskie ;D
I Lwow i hotel za niewielkie pieniadze :) tyle, ze musielismy sie wyniesc do 8 rano...
I juz wino....
Parking pod hotelem...
Troche nas zmoczylo w drodze wiec suszenie...
W tramwaj i na miasto...
Tramwaj jechal naprawde wolno a wyboje takie, ze dziwne, ze sie nie wykoleil
Sniadanko na placu juz po wymeldowaniu sie z hotelu...
i malowidla Polakow...
Domagalicz...
Rynek calkiem jak w Poznaniu
Pomniki...
Uliczki Lwowa...
Placyk a obok pitny kwas ....
Ciekawa czarna kamienica....
Klimat uliczek..
Mi sie podobal Lwow ma swoj klimat i nie jest takim molochem jak Kijow, mimo tego, ze jest bardziej zaniedbany...
Masaz tajski :D przez chwile myslelismy aby skorzystac..
Adas Mickiewicz...
A to obcy....
Starczy tych uliczek....
A to tez Lwow..
Jaka twierdza jeszcze noszaca slady wojny...
I przystanek tramwajowy...
Kupujemy chleb na droge...
Ludzie placa kartkami... schiza, poczulem sie jak w komunizmie...
A to juz Bieszczady i agroturystyka u Soltysa za 30 zl/ glowe, flaszka 15/zl. obiad 12 zl
Integrujemy sie...
Marlena jak zwykle znalazla przyjaciol
No a ze rozwiazla jest to od razu do wyra z nim poszla....
Zbieramy sie i plan jest jechac do Zakopca wzdluz granicy...
troche zabawy :D
Spanko se znalalzy.......
I Solina, przereklamowane wiec wizyte na niej zalatwilismy z parkowaniem w 15 minut...
Ryby czy co tam widac ?
Duza sciana...
Szybko szybko....
Ladnie i nie ladnie...
Mialo byc szybko do domu i hardcore bo jechac mielismy do nocy... a ujechalismy 50 km i przed Krakowem koles wjechal w tylek Andrzejowi a ten nie pozostal bierny i wjechal mi :D skonczylo sie szczesliwie...
A dalsza podroz...
Spokojnie...
Strat duzych niet... skonczylo sie na strachu...
dokonczylismy na lawetach :D spiac grzecznie w kabinach... przejechalismy lacznie 3800 km + 500 na lawetach :D, wydalismy mniej niz 1800 zl na glowe i bylo gitarra :)