To jak wygladalismy po calym wyrypie przekroczylo moje wyobrazenia, ale nie uprzedzajac faktow, pakujemy sie do pociagu majacego nas zawiezc do Suchej. Zauwazylem pewna tendencje - im dluzej jezdze, tym wstaje na wczesniejsze pociagi. Tym razem pobudka byla o drakonskiej porze - 3, dla jednych w nocy, dla nas rano.
3h snu i wczesna godzina powoduje dialogi przepelnione intiligencja. Przemek: (patrzac na drzwi) "co tam jest?" Ja: "Przod." P.: "A skad wiesz, ze to jest przod a nie tyl?" Ja: "Bo pociag ma 2 przody." P.: "No wlasnie!" Pogadali?
Pol drzemiac, pol gapiac sie za okno turlamy sie pociagiem, na pierwszy w zyciu Przemka wyjazd w gory. Pogoda zapowiadala sie pieknie, co zupelnie nie zapowiadalo zblizajacego sie jajka :)
Na poczatek ok. 6km asfaltowego podjazdu z Suchej... i tu wlasnie pojawia sie owe jajko - "Gdzie do ***** sa moje sily?"
Sily najwyrazniej zrobily sobie urlop - efekt majowki, wyjscia na Babia i czwartowkych zabaw na Zakrzowku, braku snu, czyli tzw. przetrenowanie.
Ale nic to, jechac trzeba! Powoli wspinamy sie, poczatkowo zoltym, a potem na dziko wygodna stokoweczka.
W ten oto sposob docieramy do szlaku niebieskiego, by zaczac podejscie pod sam szczyt Jalowca, mierzacego magiczne 1111m.
Po drodze probowalem sobie przypomniec kiedy ostatni raz jechalem przy takiej pieknej pogodzie... w zeszlym roku?
Podejscie nalezace do gatunku tych upierdliwych, ktore powoduja chec zrobienia zwrotu o 180 stopni i pieca w dol.
Po wyjsciu na szczyt pada propozycja zmiany planow - siedzimy na szczycie do wieczora.
Nawet jakowys dziabag przysiadl na mej rece, myslac, ze bedzie jakis popas. Niestety kolego, nic z tego :/
Mimo miazdzacych widokow i rozleniwiajacego sloneczka trzeba ruszac dalej, bo przed nami jeszcze kupa drogi.
Bowiem w planie bylo do cykniecia cale Pasmo Jalowieckie, Pasmo Babicy i do Krakowa.
Podczas jazdy grzbietem widok na Babia moze wyjsc bokiem ;)
Tu pasmo Polic, tak dla odmiany.
Diablak jeszcze raz...
i Polica jeszcze raz.
Trucizna na tle Krolowej Beskidow.
Jakies 'cus' :p
Jazda pasmem bardzo fajna, pare momentow adrenalinogennych, kilka podjazdow. Zjezdzamy na przelecz Przyslop, z ktorej lecimy czarnym szlakiem do Suchej.
W Suchej krotki przystanek na uzupelnienie ubytkow kalorycznych i lecimy paskudnym asfaltem do poczatku szlaku czerwonego, prowadzacego przez pasmo Babicy prosto do Myslenic. Takie male dejavu z 3 dnia majowki.
Jednak pogoda bez porownania lepsza, praktycznie caly dzien lampa - to jest to!
Widoczek na pasmo Koskowej Gory.
No i jeszcze raz Babia ;) w tym miejscu rozkladamy sie na trawie, wygrzewajac sie na sloncu i gapiac sie na Beskid Zywiecki.
Tak naprawde to postoj ten byl wymuszony przez umierajacego Przemka. Troche za powazna opcja na 1 wypad w gory, ale sam chcial ze mna jechac :p
Mimo coraz bardziej rosnacego zmeczenia cale pasemko mija nam dosyc szybko.
No i przychodzi pora na zjazd do Myslonkow...
No prawie, bo trzeba jeszcze poczekac na Przemka zalatwiajacego potrzeby fizjologiczne w naturalnej, lesnej toalecie.
Jest sucho, wiec rozpedzam sie do ponad 40km/h. Wybijajac sie na naturalnej hopce, nie widzac wczesniej ladowania, trafiam przednim kolem w blotna koleine i zaliczam widowiskowa glebe zwienczona przygnieceniem mojej osoby przez rower. Standartowo pare sznitow, obity miesien i bark.
Na rynku w Myslonkach robimy krotka przerwe i nabieramy sil na ostatni, wysysajacy sily (ktorych juz od dawna nie mamy, ja zreszta ich w ogole nie mialem) etap do Krakowa przez Swiatniki.
Jeszcze tradycyjne zdjecie z poczatku szlaku niebieskiego :p Po drodze zahaczamy o domek Ani, gdzie mozemy zrobic sobie krotka przerwe, za co serdecznie dziekujemy :*
Wyjazd konczymy na miasteczku studenckim ze zlocistym plynem bogow w dloniach. W koncu sa Juwenalia, kto nie pije ten kanalia! Jakby nie patrzyl, nalezalo sie nam :p
Troche juz niewyrazny Przemek, ale nie ma co sie mu dziwic - przekrecilismy 140km, w duzej czesci terenem. Mimo, ze zostalismy maksymalnie zmasakrowani, to szczesliwi wracamy do domow, a moj prywatny cel zostal osiagniety - udalo mi sie zaszczepic bakcyla jazdy po gorach u tego lenia! :D Pozdrawiam :)