No to witam w nowym roku. Jako, ze mialem lekkie cisnienie na teren, wyciagnalem (z nie malym trudem) Iwana do Ojcowa.
Niestety pogoda byla troche niewyjsciowa - zrobilo sie cieplo i padal sobie deszczyk, a snieg sie topil...
Po pokonaniu babilonskich asfaltow, docieramy na miejsce, ktore wita nas mlekiem i...
lodowiskiem. Cala droga byla zawalona lodem, co skutecznie utrudnialo jazde, a czas sobie plynal...
i plynal.
Ktos chyba mial sylwestra na swiezym powietrzu. Mozna i tak.
Tak wygladalismy po 25km taplania sie w blocie i deszczu. Zdjecia jak wygladalem po 55km nie zamieszcze :p
Czas sobie plynal dalej... i zrobilo sie ciemno. Szybka narada i decyzja o powrocie do domu asfaltem.
Ujechalismy moze 3km i Ivan lapie kapcia... pierwszego, bo po przejechaniu kolejnych 2 lapie drugiego. Powtorka z Niepolomic? Przemek dzwoni po transport, a ja samotnie pokonuje ostatnie 20km... po 40min jazdy po ciemku, w ulewie docieram caly morky i przemarzniety. Jak zwykle zreszta. Pozdrawiam :)