Pierwszy, z czterech dni w gorach, zaczyna sie w Suchej Beskidzkiej, skad tradycyjnie, wraz z Przemkiem, asfaltuje sie pod Jalowiec. Pogoda nie rozpieszczala, mimo wczesnej pory bylo goraco i duszno... chociaz patrzac na prognozy na ten dzien (deszcz), mozna dojsc do wniosku, ze nie jest zle.
Do takiego wniosku dochodzi Przemek, jak widac na zalaczonym obrazku. Za jego plecami widac dzielo panow lesnikow, brawa!
Nad naszymi glowami przewalaly sie kolejne fronty, jest duszno i porno, brak O2.
Emeryckim tempem wspinamy sie na szczyt Jalowca.
Krotki odpoczynek polaczony z zatykaniem dziury w brzuchu i gapieniem sie na ostatnie platy sniegu zalegajace w zlebach Babiej Hory.
Rzut oka w strone Pilska, naszego dzisiejszego celu i...
chwila bardzo przyjemnej szpuli.
A jednak, zaczyna kropic.
Kawalek zjazdo-pchania do przeleczy Klekociny, skad wije sie przyjemny singielek.
Wije sie do momentu. Bandyci z lasow panstwowych postanowili troche poszerzyc szlak, co by sie rowerzysci mogli pomiescic... bez komentarza.
Hala Kaminskiego wciaz nienaruszona...
jednak wyglada na to, ze dlugo taki stan rzeczy nie bedzie trwal.
Szybki trawersik i wspin na Medralowa. Chwilowo bezdeszczowo.
Mordercy lasow.
Jednak to, co spotykamy na czerwonym szlaku granicznym...
jest poprostu koszmarem. Kiedys bardzo fajny szlak enduro, teraz przemielona przez kamazy droga zwozkowa. Na dodatek tuz przed Gluchaczkami lapiemy oboje po snaku.
Nienaruszony kawalek (obok idzie zwozka).
W tym momencie szlak kompletnie nie nadaje sie do jazdy, poscinane drzewa, porozwalane sciezki...
osobiscie spisuje go na straty. Przemek traci sily, na dziko odbijamy do Korbielowa, pedzimy ile sil na wyciag, ktory... nie dziala. Czas na pchanko nartostrada.
Ciemna strona gorskiego FR.
Pogoda jakby sie poprawia, mamy caly dzien szczescie, ciemne kordony chmur omijaja nas szerokim lukiem.
Robi sie pozno, nad Pilskiem rozlewa sie olow...
Nad wschodnia czescia zywieckiego slonce...
W koncu robi sie plazowo, morale wzrastaja, idzie sie jakos razniej.
Niektorzy jednak mieli juz dosc...
...i postuluja o olanie Pilska i zjazd z Miziowej.
Jak widac, postulaty wiele nie daja i zapychamy na gore :)
Za naszymi plecami robi sie ciemno...
pogoda daje prawdziwy popis, cudowny spektakl, ktorego nigdy wczesniej nie mialem okazji zobaczyc.
Nad Slowacja swieci slonce, niebo w okolicach Rysianki i Romanki jest czarne. Kontrasty.
Stoimy na szczycie, wypizdow jak 150, szybko ubieramy plastiki. Szkoda rozstawac sie z tak pieknymi widokami...
...jednak do decyzji o szybkiej ewakuuacji ze szczytu zacheca hulajaca nad naszymi glowami burza.
Zaczyna kropic, po chwili zlewaja sie na nas hektolitry wody, zaglebiamy sie w kraine ciemnosci...
Poburzowy krajobraz w Sopotni. Zjazd z samego Pilska oczywiscie nie zawiodl, naturalne kamienne, a potem trawiaste progi, techniczne kawaleczki, poprostu flow. Wbijamy na zielony do Sopotni, poczatek szpula, po chwili robi sie ciekawie, mokre korzenie, skalki, progi, fajna jazda.
Potem niestety wpadamy na droge zwozkowa, cala przyjemnosc z jazdy znika gdzies w koleinach pozostawionych przez lesnikow.
Znajdujemy kwatere, prysznic i zasypiamy, jak male dzieci.
Budzimy sie z niekoniecznie dobrymi minami, za oknem olow poprzetykany promieniami slonca. Dodatkowo mokre ubrania nie zachecaly do opuszczania cieplego lozka...
ale nie ma mietkiej gry, Zaczynamy od podjazdu asfaltem w glab doliny, naszym celem jest wypchanie sie na Rysianke niebieskim szlakiem.
Bardzo silny wiatr przeganial czarne chmury tylko po to, zeby po chwili przywiac nowe... pogoda dosc niepewna, ja w zasadzie nastawilem sie na kolejne przemoczenie, tymbardziej, ze zaczynalo lekko kropic.
Pogoda klaruje sie, wychodzi slonce, pojawia sie nadzieja. Szkoda tylko, ze szlak jest totalnie nieoznaczony.
Zasuwamy do gory bezszlakowo...
W tym miejscu teoretycznie powinien byc szlak, jak widac jest tylko koryto strumyka. Pniemy sie do gory z nadzieja spotkania jakiejs sensownej sciezyny.
No i jest! Przypadkiem, bo przypadkiem, ale trafiamy na nasz szlak, ktory wyglada na bardzo przyjemny - waska sciezka trawersujaca stoki Rysianki.
Na Rysiance dolacza do nas Wojtek i w takim skladzie ruszamy dalej. Pogoda, jak widac zmienila zdanie i tym razem nam nie doleje.
Niebieski szlak do Zlatnej/Ujsol.
Poczatek fajny, sporo duzych korzeni, jest sie gdzie pobawic.
Potem szlak zaczyna trawersowac zbocze. Troche plasko, ale i tak dosc przyjemnie.
Szlak niestety chwilamy przecina takie oto wspaniale fragmenty...
Zjazd konczy mocno szpula w dol. Moze nie zbyt wymagajacy zjazd, ale dajacy duzo frajdy. Szkoda, ze tak niewiele ostalo sie takich szlakow w naszych beskidach...
Podjazd na Rycerzowa z Soblowki...
moglby byc doskonalym wariantem zjazdu
dzieki takim fragmentom
ale to niestety czesciowo go dyskwalifikuje. Debile rozryli szlak na poczatku i kawalek w srodku...
Hala Malej Rycerzowej
Polgodzinne lezenie z rodziawionymi japami...
Genialny odcinek Rycerzowa - Przegibek.
Na noc dolaczyl do nas Arczii, wspolnie lecimy na Wielka Racze.
Szlak graniczny prawie w calosci niezniszczony... jeszcze...
Pogoda siakas taka malo wyrazna, przynajmniej nie pada i nie jest goraco.
Widocznosc powalajaca.
Singielki, singielki...
Schronisko na Wielkiej Raczy. Tutaj robimy przerwe na male papu i zaczynamy zjazd.
Jeszcze tylko kilka widoczkow...
Krolestwo singli
Niektorym single zaczynaly sie nudzic
Ale spotykamy ekipe G3R w postaci Juniora, Sebasa i Grzeska, i robi sie weselej.
Wspolnie robimy kawalek fajnego zjazdu z Kikuli...
I kazdy leci w swoja strone. My do Zwardonia, G3R na Racze. Arczii postanawia wrocic na Racze, a potem, o czym dowiedzial sie dopiero wieczorem, pojechac na Slowacje na Mala Fatre.
W miedzyczasie pogoda zmienila sie o 180 stopni, wyszlo slonce, chmury zniknely, zrobila sie ostra lampa.
Zjezdzamy do Zwardonia i lulamy w Milowce. A rano...
wspinamy sie czarnym szlakiem ze Zlatnej na Barania Gore.
Poczatkowo asfaltem...
...kawalek szlakiem...
...a potem odbijamy na nieznakowana stokowke.
Hipokryzja lesnikow. "Rezerwat".
Dobijamy znowu na czarny szlak, ktory notabene jest calkowicie zniszczony i docieramy juz na sam szczyt.
Z Baraniej klasyczny wariant zjazdu przez Magurke Wislanska i Radziechowska do Wegierskiej Gorki.
I tak konczy sie nasz 4 dniowy wyjazd. W moim odczuciu, to byl jeden z tych, ktore zapadaja w pamiec na dlugo... Pzdr!