No prawie zimowej... bardziej wiosennej, bo slupek rteci byl okolo 5 kreski i do tego towarzyszyla nam ulewa. Ale 2 idiotow z cisnieniem na dluzsza trase nic nie jest w stanie powstrzymac :) Tutaj pierwszy z nich, czyli ja...
A tutaj drugi - Robert. Dzis on robi za nadwornego fotografa. W planie bylo powtorzenie mojej traski z 1.06 07' (przejazd z Krakowa do Rabsztyna rowerowym szlakiem orlich gniazd), ktora wtedy w calosi zajela mi jakies 12h i 9h~ efektywnej jazdy. Mielismy zamiar ten czas zmniejszyc o jakies 2-3h. Chyba juz kiedys mowilem jak to z planami bywa w moim wydaniu? ;)
Niestety deszcz zapowiedziany przez ICM na ten dzien nie odpuscil sobie, i dzielnie padal na nasze ciala. Po jakiejs godzince docieramy do Brzoskwini. Przed nami jeszcze okolo 50km do celu.
Wjazd w jakikolwiek teren konczyl sie uparaniem w kazdym mozliwym miejscu, totez nawet nie probowalismy bawic w omijanie kaluz. I tak mielismy bajorka w butach na wysokosci Rzaski.
No i wyjezdzamy z Tenczynskiego Parku Krajobrazowego, gdzie dalej kierujemy sie w strone Krzeszowic...
Ale najpierw Pit-stop w moim ulubionym sklepie w Tenczynku :)
Bezczelnie przylapany na spozywaniu bulki. Nastepnym razem tez wezme aparat i Cie dopadne!
I szybki przeskok w okolice klasztoru w Czernej.
I owy klasztor.
Kolejna krotka przerwa, tym razem przed slawnym podjazdem w Paczoltowicach. Na kaluzach widac jak pieknie zacina deszczem :)
Zabytkowy kosciolek w Paczoltowicach. O ile dobrze pamietam to nalezy on, do szlaku architektury drewnianej. O ile mi sie cos nie porypalo od tego deszczu ;)
"Nieee rob mi zdjec :D"
Napieramy dalej... jeszcze jakies 20km do Olkusza przed nami.
Deszcz, mgla i wiatr towarzyszyly nam przez cala droge. Mimo tego twardo cisnelismy przed siebie.
No i po 77km taplania sie w deszczu i blocie docieramy pod ruiny zamku Rabsztyn. Wygladamy mniej wiecej jak on :p
W Olkuszu wrzucamy do piecykow szybki i kaloryczny obiadek i ruszamy w droge powrotna.
Leje caly czas, w nogach juz jakies 100km i zaczyna sie powoli robic ciemno.
Calkowite ciemnosci dopadaja nas tuz przed Tenczyskim Parkiem Krajobrazowym, i jestesmy zmuszeni pokonac 15km lasow w calkowitych ciemnosciach. No dobra, latareczki zamontowane na kierach uratowaly nam dupe. Raz wracalem tamtedy po ciemku i nie mam zamiaru tego powtarzac. Wszechobecne blota i warunki pogodowe nas generalnie udupily, a trase pokonalismy w czasie podobnym do tego czerwcowego. Uswinieni, umordowani ale szczesliwi po ok 145km docieramy do domow ;) Pozdrawiam.