Budzik dzwoniacy o 4 rodzi w mej glowie mordercze mysli. Ale przypominajac sobie w jakim celu wstaje o tak nieludzkiej godzinie, humor mi sie poprawia i dzieki temu budzik pozostaje w calosci. W raz z moim wysluzonym i badz co badz wiernym rumakiem, ruszamy na podboj jurajskiej warowni umiejscowionej na gorze Rabsztyn.
Jadac przez Krakow o tej godzinie, mozna spotkac wielu dogerewajacych imprezowiczow. Jeden z nich wyrazil podziw i uznanie dla mnie: "widziales pojeba?".
Szybko przebijam sie przez miasto, forsuje na stojaco znienawidzony podjazd w Skale Kmity i docieram prawie na wschod slonca w Dolinie brzoskwini.
Pierwsze nacisniecia pedalow powiedzialy mi, ze nie bedzie to bezbolesny wyjazd - odczuwalem zmeczenie po wczorajszym, dosyc ostrym treningu, bolal mnie 4 glowy uda i kolano. Dobry poczatek.
Nareszcie... wiosna! :)
Mimo wczesnej pory jest calkiem cieplo. Tzn na podjazdach, ale daje rade. Rezerwowa bluza pozostaje w plecaku.
O jak bardzo brakowalo mi lasu bez blota i sniegu... oj tak.
Wrzucajac od poczatku w miare szybkie tempo, wbijam sie tenczynskich lasow... a miesien i kolanko dalej bola... Liczylem na to, ze bol minie, bo nigdy nie bolalo mnie nic dluzej niz kilka-kilkanascie km. O jak ja bardzo sie mylilem...
I teleportacja pod zrodelko sw. Eliasza w Czernej. Woda podobno ma przedziwne wlasciwosci... dla mnie wystarczy, zeby dzialala jak izotonik :)
No i jeszcze moze miec jakis fajny smak. Jedno jest pewne - gdyby owy swiety byl patronem kolarzy, tam napewno plynalby izotonik!
Juz tradycyjne zdjecie tej skalki :p Gdzies w tym miejscu zaczyna mnie bolec kolano w 2 miejscu - troche ponizej 4 glowego uda (nie, nie tego bolacego). No ale przeciez bol minie, nie?
To najprawdobopodobniej jest slad po mnie i Robercie (zrastaj sie szybko!), kiedy to robilismy ta sama trase 20.01
Udalo mi sie dorwac obiektywem jakiegos zwierza :p Jednak moja niezbyt rozlegla wiedza z zakresu biologii nie pozwala mi dowiedziec sie co tak naprawde sfotografowalem :D
Kolejne zdjecie z serii "tradycyjne".
I przeskok w okolice zamku, a wlasciwie to jego ruin. "Dojade na gore, cos wszamie, odpoczne, to napewno przejdzie". Ta.
Zamiast miecza mialem rower, a i tak udalo mi sie zdobyc zamek. To sie nazywa skill!
Jakby w sredniowieczu mieli rowery, to napewno by ich uzywali w wojnach. Zamiast konikow, a nie mieczy oczywiscie. Poziom tych komentarzy nalezy tlumaczyc zmeczeniem..:p Wrzucam do piecyka jakies papu i ruszam spowrotem.
I... mialem racje! Przestalo bolec! Zaczelo napierdalac...
No ale nie pozostaje nic innego jak zacisnac zeby i cisnac dalej. Zostalo jakies 70km do domu. W efekcie robie 130km z nogami bolacymi w 3 miejscach. O bolacych plecach, od niewygodnego geo roweru juz nie wspominam nawet :)
Wyjazd zaczyna byc walka z samym soba i bolem - kazde depniecie w pedal powoduje, ze chce sie krzyczec i nawyzywac wszystko na okolo. Jako, ze ludzi tam nie uswiadczy, korzystam z tego i czynie to do woli :)
Jurajskie pejzaze...
Turlam sie przez Krzeszowice, Brzoskwinie, Skale Kmity prosto do domu... Oczywiscie mimo cholernego bolu, nie odpuszczam sobie ostrego dokrecania na zjazdach :> Taka mala obserwacja - odkad mam fulla, zapodzial sie gdzies zdrowy rozsadek i na zjazdach cisne ile wlezie... zaczynam sie bac sam siebie. Mimo wszystkich niedogodnosci, wykrecam czas o ponad 2.5h lepszy niz ten z zimy i zeszlego roku. Moj zdychajacy licznik pokazuje w domu 124km. Biorac pod uwage jego przejscia, to pomylka o 25km nie jest tragicznym bledem.
Po przestudiowaniu kilku for i kilku recenzji roznych plecakow, udalem sie do sklepu praktycznie zdecydowany na Deutera Race X Aira. Potrzebowalem plecaka, w ktory spakuje sie na jednodniowa wycieczke, jak i na planowana na lato 20~ dniowa wyprawe, Karkonosze - Bieszczady.
W sklepie wpadl mi w lapska tytulowy Cross Air (22l, 1120g), ktory przyciagnal mnie ciekawym systemem nosnym (siatka odzielajaca plecy od plecow plecaka), cena (po przecenie 239zl) i pakownoscia.
Glowna komora ma 2 kieszenie - jedna na buklak(max 3.0l, ja kupilem 2.0l, 89zl), druga obszerna na rzeczy typu bluza, kurtka, etc. Na uwage zasluguje genialny w swojej prostocie buklak.
2 komora to jedna kieszonka + kilka malych przegrodek na dokumenty, telefon, etc.
Plecak posiada jeszcze zewnetrzna kieszen na kask i jedna mala kieszonke. Czas na wrazenia z jazdy. Plecak swietnie sie trzyma na plecach, nawet na stromych zjazdach, dzieki dobrze wyprofilowanym szelkom, oraz paskach - piersiowym i biodrowym, ktorego tak bardzo brakowalo mi poprzednim plecaku. System nosny jest naprawde swietny, super wentyluje plecy. Jedyna rzecza do ktorej mozna sie przyczepic, to brak kieszonek na pasku biodrowym. Podsumowywujac, mam poczucie dobrze wydanej kazdej zlotowki i z czystym sercem moge go kazdemu polecic. Pozdrawiam :)