Wszystko by bylo pieknie, gdybym nie byl (do tej pory nieswiadomym) szczesliwym posiadaczem swiezo upapranej matrycy w aparacie. Zdjecia sa, jakie sa. Coz zrobic?
Podejscie mija leniwie, choc czasowo dosc szybko.
Pogoda, jak widac na zalaczonym obrazku, perfekt.
Rano przyjemnie, chlodno i slonecznie. Na niebie chmur brak, zapowiada sie ostra lampa.
Buszujacy w borowkach.
Chwila plazowania na Miziowej...
i podejscie na szczycik.
Tym razem widoki niszcza. W zasadzie, to pierwszy raz na Pilsku, kiedy mnie nie wygania pogoda i moge zobaczyc cokolwiek poza gesta mgla lub nadciagajaca sciana deszczu.
Takiej widocznosci nie widzialem jeszcze za swojej kadencji w gorach, widoki 360 stopni. Mimo chlodnego wiatru na szczycie lezymy dosc dluga chwile.
No ale nie po to tu przyjechalismy (no dobra, po to tez), zaczynamy zjazd na Miziowa. Pogoda jakos zacheca do puszczania klamek i popuszczania wodzy wyobrazni, stylowo zlatujemy na hale. Przemek wylapuje po drodze glebe, ja jeden mocniejszy uslizg, ale ratuje sie. Malo nam wiec wylazimy jeszcze raz na Pilsko.
Tym razem przeginam - odpuszczam kompletnie klamki na kamiennej sekcji tuz pod polskim wierzcholkiem. Wybicie z progu, ladowanie na kamieniach, wale zwlokami o glebe. Dojezdzam do Przemka. Niezbyt zrazony gleba znowu odpuszczam klamki, lapie uslizg w tym samym miejscu, gdzie poprzednio. Tym razem konczy sie konkretnym strzalem o ziemie (chwala temu, kto wymyslil fullface'a).
Zlot na Miziowa i rura zoltym do Korbielowa. Jeden z ciekawszych szlakow, jakie mialem okazje zjezdzac. Poczatkowo szybka i fajna jazda po korzonkach i kamyczkach, potem szlak zamienia sie w jeden wielki rockgarden. Robi sie technicznie, trzeba sporo sie napocic, zeby utrzymac moment pedu na glazach i skalkach.
Zolty to naprawde genialny wariant zjazdu, koniecznie do powtorki, bo daje ogromna frajde z jazdy. Pzdr!