Muchy. Wszedzie muchy. Tak zaczal sie wypad w bogatym, bo 6-osobowym gronie na gorczanski klasyk, czyli Rzeki-Turbacz-Kudlon-Rzeki.
Pogodoprzepowiadacze (potocznie zwani meteorologami) zapowiadali upal i deszcz w komplecie. Przez caly dzien towarzyszylo nam to pierwsze (i muchy), jeszcze o 18 bylo 28 stopni. Tego drugiego spadlo na nas doslownie kilka kropel, pod koniec zjazdu z Kudlonia.
Ale nie uprzedzajac faktow, w emeryckim tempem dymamy podjazd z Rzek w skladzie 2 ciezko zbrojnych, 2 lekko zbrojnych i 2 sztywniakow.
Pot zalewa oczy, nieustannie krazy wokol nas chmara malych, bzyczacych fanek.
Od Jaworzyny Kamienickiej jedzie sie juz calkiem przyjemnie - fajna, korzenista enduro sciezka.
Pod schroniskiem na Turbaczu wrzucamy rozne rzeczy do zoladkow, zakladamy plastiki i zlatujemy na przel. Borek.
Potem zasuwanie w strugach potu na Kudlon...
Gdzie proponuje chlopakom zjazd kawalek czarnym szlakiem (pierwsza scianka). Jedynie Przemek jest chetny, reszta wykazywala raczej sceptyczne podejscie do mojego pomyslu.
Po chwili jednak ciekawosc zwycieza i zjezdzamy kawalek pod scianke. Wraz z Przemkiem zjezdzamy scianeczke (zaliczamy po 2 przyziemienia), reszta patrzy.
Wracamy spowrotem na zolty i zaliczamy calkiem fajny zjazd - poczatek bardziej techniczny, gdzie szczegolnie przypadla mi do gustu korzenista sekcja, potem robi sie szybciej. Duzo szybciej.
Zjezdamy na asfalt, dopada nas przelotny deszcz. Ziemek na koniec zrywa lancuch (ach to kopyto ;)), spinka ratuje sytuacje.
Pakujemy sie do aut, po chwili z nieba zlewaja sie niezmierzone ilosci wody... i nawet gradem sypnelo ;)
Lajtowa wycieczka w super towarzystwie. Pzdr i do nastepnego. PS. Foty autorstwa Mateusza (troche zdjec z akcji) http://img197.imageshack.us/gal.php?g=mg4689.jpg