Postanowilismy z Chomikiem cos posmigac, dlategotez o 9.30 desantujemy sie w Bielsku i zasuwamy w strone Szyndzielni.
Nasze wrodzone wrecz zamilowanie do podjazdow zaprowadzilo nas do gondolki, ktora komfortowo wywiezlismy sie na gore.
Od rana pogoda nie rozpieszczala, ale mamy nadzieje, ze nadciagajace olowiane chmurzyska nie popekaja...
Tymczasem zaczynamy super atrakcyjny zjazd do Szczyrku (szuter + asfalt).
Niestety jest to jedyna sensowna droga dostania sie pod Sksycne.
W Szczyrku zasiadamy na krzeselku i wywozimy sie na Skrzyczne. Na wyciagu tradycyjnie konkretny wypizdow :)
Szybka bulka i zaczynamy trase wlasciwa, czyli grzbiet Skrzycznego + Barania Gora.
Grzbiet, jak to grzbiet - bez rewelacji.
Zaczyna padac, gran zalewa mleko i robi sie dosc klimatycznie.
Deszcz pada, po chwili przestaje. Tylko po to, zeby znowu zaczac padac i po jakims czasie przestac.
W slaskim niestety znowu powialo, na trasie czeka nas troche noszenia przez wiatrolomy.
Krotka sesyja zdjeciowa pod Malinowska...
Caly czas w glebi liczymy na jakies przejasnienie, ze moze sie nie rozpada.
Pobojowisko pod Barania, krajobraz powojenny. Zaczyna lac.
Trawers, ktorym planujemy zjazd robi sie mocno mokry i sliski... czyli taki jak lubimy :)
Najpierw jednak trzeba wydrapac sie na gore, co jak widac na zalaczonym obrazu, czynimy.
No i czas na zjazd :)
Slisko, podchwytliwie, duzo czujnej jazdy. Boze, blogoslaw miekka mieszanke! Chomik w ktoryms momencie zahacza napinaczem o kamien i robi jajko z blatu... kilka uderzen kamieniem pozwala na dalsza jazde :)
Kawalek turlania sie przez Magurke Wislanska i Radziechowska, jeden z moich ulubionych kawalkow w beskidach, czyli Hala Radziechowska i docieramy na Glinne...
skad zaczyna sie DH do Wegierskiej Gorki.
Zjazd swietny, duzo fajnej jazdy, troche waskich sciezek, troche szybkosciowek. Oczywiscie jedziemy caly czas w towarzystwie deszczu.
Do Wegierskiej Gorki zjezdzamy doslownie 2 minuty przed calkowita ulewa, godzina czekania na pociagi 4h powrotu do Krakowa... Wyjazd mozna uznac za bardzo udany, mimo paskudnej pogody. Pzdr. PS. Nie bardzo wiem gdzie to sie moglo stac, ale licznik wskazywal Vmax rowne 75,6km/h.