Ze nie samym rowerem czlowiek zyje, bo czasem trzeba tez cos zjesc, przekonal sie Bartek wsiadajac do pociagu relacji Krakow - BB o pustym zoladku.
Szybkie sniadanie na laweczce w parku i zaczynamy pierwszy dzien tegorocznej majowki podjazdem na Szyndzielnie :)
Widoczek w strone Bielska i zachodniej czesci Beskidu malego.
Nie powiem - na boplighcie bez plecaka zapakowanego na 3 dni wyjezdzalo sie duuuzo latwiej... ale cierp cialo jak zes chcialo.
Wycieczkowiczow i innych bikerow bylo conajmniej sporo, a mi jakos dziwnie brakowalo pary w nogach. Czyzby 'spokojny' wyjazd z dnia poprzedniego dawal sie we znaki? Nie ma co plakac, dlategotez szybko pakujemy sie na Klimczok i niebieskim szlakiem uderzamy do Szczyrku. Ze zjazdu dosyc mocno zapadl mi w pamiec fajne OeSik bo telewizorach na poczatku niebieskiego - miodzio :)
No i coz mozna robic w Szczyrku, jak nie zajechac na Skrzyczne. Wyciagiem rzecz jasna :) Podczas gdy ja na krzeselku przysypialem, Bartek przeciwnie - swietnie sie bawil... w nie spadanie :p Coz, widac nie kazdy ma nerwy do takich wynalazkow.
Mimo, ze pogoda byla super to widocznosc byla... nazwijmy ja, nienajlepsza.
Ludzi tradycyjnie cale stada, wiec szybko wrzucamy do pieca jakies wegle i lecimy zielonym w strone Malego Skrzycznego.
Jak dla mnie szlak super - szeroka szutroweczka z kamolkami.
No i do tego te widoki w kazda strone...
Momentami nie wiedzialem czy sie gapic, czy tez jechac dalej.
Roznica w stazu na 2 kolkach (ja pol roku, Bartek 4 lata) byla dosyc wyraznie odczuwalna, szczegolnie na podjazdach.
Ale moj wspoltowarzysz byl caly czas cierpliwy i udawal, ze wcale nie denerwuje go czekanie na mnie :)
Chwile jadac...
Chwile gapiac sie na widoki...
Nieustannie kierujemy sie w strone Malinowskiej Skaly. Bartek, a za nim, w tle Skrzyczne.
Jak pisalem ludzi bylo duzo...
momentami zdecydowanie za duzo.
Jeszcze raz rzut oka w strone wiezy przekaznikowej na Skrzycznym...
Momentami widoczki naprawde robily wrazenie.
Praktycznie z kazdej strony otaczaly nas ogromne przestrzenie... super.
I juz ostatnie spojrzenie na przejechana wczesniej trase...
i na czekajaca na nas w dalszym ciagu spora czesc pasma.
Niestety moj cyfrak nie byl w stanie uchwycic i tak ledwo widocznego zarysu Tatr. Zreszta, trzeba bylo jechac i zobaczyc samemu :)
Pod Magurka Wislana...
odbijamy na czerwony.
Jeszcze tylko kawaleczek interwalu do Magurki Radziechowskiej...
i czas na to, na co czekalem caly dzien - zjazd :D Jadac singielkiem przez Hale Radziechowska, przylapuje samego siebie na mimowolnie pojawiajacym sie bananie na twarzy. Wszystko by bylo fajnie gdybysmy w okolicach Glinnego, nie pojechali na dziko stokowka wyjezdzona przez ciezki sprzet...
Koniec koncow, ladujemy w Wegierskiej Gorce i bez chwili zastanowienia pakujemy sie do pizzerii, coby pozatykac dziury w zoladkach.
Potem zakupy w markecie i na sam koniec dnia, 12km podjazdu pod miejsce naszego noclegu - chatka znajomych Bartka na stoku Hali Boracza.
Ciemno jak w miejscu gdzie swiatlo dzienne nie dochodzi, brak pradu, brak wody, wszechogarniajaca cisza - klimat :D
Ciemnosci przerywaja blyski flesza niewyzytego fotografa :p Rozpalamy kominek, opracowywujemy trase na kolejny dzien saczac bronki i po chwili zasypiamy jak niemowleta. No przynajmniej ja :p Dystans 55km~