Dnia drugiego zostaje obudzony przez pogode pod psem, nogi z waty i obolaly, bo stluczony na zjezdzie miesien 4 glowy. Dobry poczatek dnia, czyz nie?
Wrzucamy w siebie sniadanie zmontowane z bambetli zakupionych dnia poprzedniego i ruszamy w dol do Wegierskiej Gorki, by przetoczyc sie parszywmi asfaltami do Zywca, a nastepnie do zapory w Tresnej.
Zeby sie nam nie jechalo zbyt przyjemnie, tylna przerzutka Bartka postanawia zrobic psikusa i nie wrzucac najmniejszej koronki. Moja zrobila to samo wczoraj, lecz rano pracowala juz jak bozia przykazala.
W drodze do Tresnej lapie nas ulewa, lecz przechodzi tak szybko jak przyszla. I chwala jej za to!
Bartek byl tym faktem troche zawiedziony, bo zapakowal ze soba caly ekwipunek przeciwdeszczowy. Jak sie okaze pozniej, jeszcze mu sie przyda.
Chcac chociaz chwile odpoczac od tego cholernego wycinaka, udaje, ze znalazlem fascynujace okolicznosci przyrody i musze je koniecznie uwiecznic... :p
Dla fanow kfiotkow.
Naszym dzisiejszym celem bylo wpakowanie sie niebieskim szlakiem prowadzacym spod zapory na grzbiet Beskidu Malego i dotarcie na noc do schroniska pod Leskowcem.
Pozdrowienia dla 2 Poznaniakow spotkanych na szlaku, z ktorymi ucielismy sobie krotka gadke i ponajezdzalismy troche na przejezdzajacych tuz obok nas MXowcow.
Parszywa widocznosc part 2.
Szlak niebieski to jakis absurd jesli chodzi o podjazd - kupa luznych glazow, a to oznacza tylko jedno - wpychanie.
Mordujemy jakos ten fragment i potem juz przyjemnie lecimy sobie grzbietem.
Wciaz szlak niebieski... no i jakas kapliczka na Jaworzynie.
Trzeba przyznac, ze mimo kamiennych niedogonosci szlaczek jest bardzo widokowy, co chwila spoza drzew wylaniaja sie widoki w strone Miedzybrodzia, Magurki Wilkowieckiej i Hrobaczej Laki.
Po chwili docieramy do polaczenia szlakow i wskakujemy na czerwony. "Schronisko PTTK "Leskowiec" 5h10' " yyy, chyba jednak nam zajmie to troche mniej czasu.
Czas na chyba najbardziej skomercjalizowane miejsce w okolicy - Przelecz Kocierska. Nie zatrzymujemy sie nawet, tylko szybko zmykamy stamtad.
Tzw. klasyk enduro, czyli odcinek od przeleczy na Leskowiec oferuje dosc upierdliwy interwal, zwlaszcza wtedy gdy sie czuje w nogach dzien poprzedni.
"Ogrodzenie" na Potrojnej musi byc!
Jako, ze na kolejnym juz podjezdzie Bartek dawno temu mi zwial, ja robie zdjecia... a co sie bede!
Madohora. Lub Lamana Skala. Jak kto woli.
Wlasnie za takie szlaki lubie Beskid Maly :)
Dzien powoli sie konczy, na szlaku coraz mniej ludzi... to jest to.
Na Leskowiec docieramy kolo 18, a do schroniska kolo 19.
Wniosek? Plaszczymy obolale dupy (od siodelka oczywiscie!) na szczycie gapiac sie na Babia, wciaz pokryta biala czapka.
Pamiatkowe zdjecie, zurek, bigosik + browarek i kolo 22 juz spimy w schronisku. Dystans 55km~