Na wstepie chcialem podziekowac Paskowi za podrzucenie mojego tylka na Glisne :) Sylwestrowy wypad zaczal sie od wspanialego klimatu, jaki zaserwowal mi wyspowy z samego rana. Leniwie rozlewajace sie sloneczko po okolicznych szczytach, bezchmurne niebo i przyjemny mrozek (-11). Wdrapuje sie na Lubon od tej strony, bo mam tutaj zamiar zjechac, wiec przydalby sie jakis drobny rekonesans zimowego zjazdu.
Sciezka okazuje sie byc elegancko wydeptana i zmrozona, miejscami usmiechaja sie do mnie, wystajace z pod sniegu, lodowe jezory. Super sliskie warunki wroza dobra zabawe na zjezdzie i wszechstronne testy ochraniaczy.. ;)
I tak tez bylo, bo Lubon posyla mnie w objecia Dziadka Mroza, rekordowo, 5 razy. Na zjezdzie dominuje fun, zmrozony snieg az zacheca do tych kontrolowanych, oraz tych troche mniej driftow, momenty, ktore w lecie podnosily pulsik, teraz podnosza go jeszcze bardziej. Winter freeride!
Zjazd sie niestety konczy, wiec kieruje sie tradycyjnie zielonym na Strzebel. Tutaj juz niestety nie jest tak wesolo, jedyne slady, jakie przyszlo mi zobaczyc, to biegajacych zwierzat. Upierdliwy snieg znacznie utrudnia robote. Co chwila robie przerwy, rozleniwiajace slonce i przyjemna, jak nie grudniowa temperatura, zacheca do robienia postojow. No i ta genialna widocznosc...
Decyduje sie na zjazd lekko przetartym szlakiem w strone Lubnia (Lubienia?), a potem bez szlaku zjezdzam troche ponizej Glisnego. Znowu kupa zabawy, tym razem troche innego rodzaju - walka o utrzymanie sie na sciezce, dupo-zjazdy oblodzona sciezke i inne zabawy w tych klimatach ;) Szczebel kladzie mnie na glebe 4 razy, zamykajac glebowy bilans wyjazdu liczba 9.
O godzinie 14 ponownie staje na Glisnym, teraz jeszcze czeka mnie asfaltowa czasowka na pociag z Rabki... Udanego 09' ;)