5:30, zaczyna sie pierwszy dzien 4.5 miesiecznych wakacji :) Plan gry na dzien dzisiejszy zakladal powziecie zemsty za traske z wrzesnia 08' przyplacona 3 snakami i nie wyrobieniem sie na ciapag z Rabki.
Nad tatierkami pogoda lekko wymieka, nad gorcami sloneczko... powoli krece z Nowego Targu na Turbacz...
Poczatkowy plan powolnego spaceru na szczyt spalil na panewce bo... zachcialo mi sie podjezdzac(!).
Tak wiec powoli, bo powoli, ale w siodelku zdobywam kolejne metry w pionie.
Po nie tak calkiem dawno lezacym sniegu nie zostalo ani sladu, szlaki wyschniete na pieprz. No pomijajac miejsca z wieczym gorczanskim blotem ;)
Najwyzsza beskidka wciaz w zimowym kubraczku. Ale juz niedlugo...
Podjazd poszedl sprawnie, a teraz czas na zjazd. Rura niebieskim do Koninek prawie konczy telefonem do GOPRu. Uskok na pelnej predkosci, ladowanie na kamieniach, rzuca mna jak lalka. Gdybym nie utrzymal kiery w rekach, mogloby to byc bolesne doswiadczenie ;)
A, ze zdjec ze zjazdu oczywiscie nie ma. Jakze by inaczej. W Koninkach zajezdzam pod wyciag i wygodnie wywoze swoje cztery litery na Tobolow.
Kawalek milej jazdy grzbietem i moje ulubione zapychanie sprzetu pod Obidowiec...
...gdzie ZUPELNIE PRZYPADKOWO...
...spotykam Marcina i jego brata Piotrka. No dobra, raz sie juz dzisiaj widzielismy - prawie ich rozjechalem lecac niebieskim do Koninek. Zakladam plastiki i razem lecimy na ciapag do Rabki.
Po drodze jeszcze po snaku dla Marcina i Piotrka. Ze zjazdu znowu nima zdjec. Na czerwonym, jak zwykle - poza 3 kamiennymi sekcjami wieje nuda, taka "se" szpula w dol. Pozdr!