Desant w poblizu Raby Niznej, na zolty szlak prowadzy na Stare Wierchy. W planie bylo zdobycie Turbacza, jednak plan zostal szybko zrewidowany przez mamusie nature, ktora zmusila mnie do kapitulacji. Gdy slonce zachodzi, temperatura spada w ciagu 15min o 10 stopni. Do tego wszystkie szlaki zasrane sniegiem. Ale coz, komu w droge temu rower :)
Mialem chytry plan, zeby sie jedak na Turbacz wdrapac, dlatego tez zdecydowalem sie na start zoltym szlakiem z tego zadupia, zamiast, jak poprzednio planowalem, czerwonym rowerowym z Rabki.
Na rozgrzewke dosyc ostry podjazd szeroka szutroweczka, pokryta wartwa sniezku. Miodzio.
O 6, gdy zadzwonil budzik i zerknalem jaka pogoda, ogarnela mnie nie chec do jakiejolwiek jazdy - szaro, mglisto, zimno i ogolnie smierdzi. Na miejscu przywitala mnie piekna sloneczna pogoda, przy czym okazalo sie, ze cale to paskudne mglisko wisi na wysokosci 600m~, wiec mi to zwisa :D
Sliczny widok na caly beskid wyspowy. Od lewej - Lubon Wielki, Szczebel, Lubogoszcz i Cwilin. No i wspomniane wczesniej mglisko.
Pogodzie sie wydawalo, ze jak sypnie troche sniegiem, a potem go zmrozi, to gory beda mialy ode mnie wolne. I zgadza sie - wydawalo sie jej. Sori.
"Oprocz drogi szerokiej, oprocz gory wysokiej, Oprocz kawalka chleba, oprocz blekitu nieba, Oprocz slonca zlotego, oprocz wiatru mocnego. Oprocz blekitnego nieba, nic mi dzisiaj nie potrzeba..."
Zapytalem jednego z localsow o droge i otrzymalem odpowiedz: "yyy, na Stare Wierchy? Rowerem? W zimie? Nie da rady..." Tys widzial nie da rady.
Tak wygladal szlak w dolnych partiach - szklo :)
Gdzies na zoltym szlaku...
Aj, aj captain.
Bopik na przeleczy Posrednie. Generalnie szlak byl deczko przesrany - w dolnej czesci szklanka, w gornej gleboki, siadly snieg a do tego potworne nastromienie. Sniegu bylo tyle, ze wpadalem po kolana :p
"Gory wysokie, co im z Wami walczyc karze? Ryzyko, smierc, te sa zawsze tutaj w parze. Najwieksza rzecz, swego starchu mur obalic, Odpadnie stu, lecz nastepni pojda dalej."
Chyba nie musze przedstawiac? Schronisko na Starych Wierchach.
Widocznosc byla swietna, bez problemu mozna bylo dojrzec Babia i...
...
nie, nie drogowskaz.
Tatry :)
Moglbym tam siedziec pod schroniskiem caly dzien i gapic sie w strone Tatr...
A teraz... czas na zjazd :D Troche sie obawialem, ze moze byc tak samo oblodzone jak na zoltym, ale turysci spotkani pod schroniskiem polecili mi niebieski szlak do Rdzawki, jako najlepszy dla roweru. No to lecim.
Zjazd... poezja :D Nr 1 w tym roku.
Po drodze na sniegu widzialem, duzo roznych sladow... nie, wiekszosc z nich nie nalezala ani do ludzi, ani do psow... W sumie nie wiedzialem, ze w Gorcach sa miski. Czlowiek sie uczy cale zycie.
I niech mi ktos powie, ze dla takiego widoku nie bylo warto dymac tyle czasu pod gore, w sniegu, po lodzie, kaszlac, z naderwanym wiezadlem w nadgarstku i obitym dwuglowym...
Powoli zmierzam niebieskim do Rdzawki...
Sloneczko leniwie zachodzi za horyzont, a nizzsze partie gorskie pokrywa gesta tafla chmur. Slicznie.
Zeby nie bylo zbyt milo, to na koniec zostal mi zafundowany, sypki i gleboki snieg. Rower bez obciazenia zapadal sie po piasty. Grubo.
Jeszcze rzut oka w strone Lubonia...
Pakowanie do autka i powrot do domu. Wracajac zakopianka, jakies 30m przed nami jakies auto wpadlo w poslizg, wpadlo na barierke przodem, obrocilo sie i walnelo tylem... dobrze ze z mala predkoscia... Pozdrawiam.