Z racji wczorajszych dosyc mocnych opadow, zdecydowalismy przjechac sie lajtowo przez dolinki podkrakowskie...
Riderz: Iwan, Zdan. Start: 10.00, Błonia.
A to moj najnowszy zakup :D 661 Raji - +3 do wygody, +5 do lansu :D
Postoj w Ojcowie... przy okazji moja nowo zakupiona bluza i rekawiczki. Zadowolenie 100% :D
Mimo tego ze wiekszosc normalnych ludzi w taka pogode nie wypuszcza sie w teren, odziwo spotkalismy 6 wycieczek w okolicach Ojcowa..
Saspow. Kierujemy sie w strone doliny Bedkowskiej...
Jakies tam skalki w okolicach dolinki.
A to juz sama dolinka... i miejsce w ktorym, jak wydawac by sie moglo maly i niewinny dzwonik, usmiercil moja ukochana komoreczke... Przejechalismy razem 2848km R.I.P. [']
Zeby nie bylo - Iwan tez wyglebil, tyle ze on stracil jedynie komputerek pokladowy. Generalnie jazda przypominala kolarstwo figurowe na blocie, co wywolywalo banana na mojej twarzy :D
Jakas tam skalka w dolinie...
A tu Iwan wciela sie w role mechanika - proboje ozywic swoj komputerek. Niestety, serwisanta to z niego nie bedzie. Gdybym nie przemoknal caly, nie usmiercil telefoniku, a Iwan licznika to wyjazd moznaby zaliczyc do udanych... PS. jeszcze 152km i stuknie 3000km w tym sezonie :D