Komu normalnemu sie w niedziele o tej godzinie chce pakowac w auto i jechac w gory, zwazajac na to ze jest listopad, prognoza zapowiada ze ma caly dzien padac deszcz? Czy ktos powiedzial ze ja jestem normalny? :P Jesli ktos by mi powiedzial jaki bedzie efekt calego wyjazdu, nie wiem czy bym byl tak skory do wstawania przed 6 rano...
Betow tyle, ze stykneloby na 3 dni conajmniej. Zeby bylo smieszniej na 3 dni potrzeba tyle samo co na pare godzin - dlugie spodnie, koszulka, bluza, kurtka, kask, rekawiczki, ochraniacze na buty, pompka, latki, lyzki, mapa, detka, smar, imbusy, skuwacz, aprat, portfel, komorka i jakies tams szamanie... i to wszystko w moim malutkim plecaczku :P
Desant w miejscowosci zwanej Naprawa. Nie wyglada zeby tu cos naprawiali, istnieje tez opcja ze mi cos umknelo.
Plan zakladal wdrapanie sie na Lubon Wielki szlakiem niebieskim, zjazd z czerwonym na przelecz glisne, a potem do Mszany Dolnej. Kolejnym celem mial byc Cwilin i Mogielica.
Jak to z planami bywa, lubia sie spie... popsuc.
Mimo lekko siapiacego deszczu jechalo sie calkiem fajnie, szczegolnie ze szlak niebieski jest prawie w calosci przejezdny.
O, a tutaj rozciaga sie piekna panorama na... yy zupke mleczna. Wygladajac rano przez okno mialem jeszcze jakiekolwiek zludzenia, ze moze cos mi sie uda zobaczyc. Widok z samochodu skutecznie mnie pozbawil jakichkolwiek nadzieji na zrobienie jakichs zdjec.
Mimo tego, ze pogoda nie nalezala do tych z rodzaju "tylko jechac" to nie bylo zle, bo czasami zza chmurek wygladalo sloneczko :)
Wczesniej pisalem, ze szlak jest prawie przejezdny. Prawie, bo wszechobecne bloto i zajebiscie mokre kamienie wcale nie ulatwialy jazdy, zwlaszcza pod gore.
Czyzby ICM byl omylny? Gdzie sie podzial deszcz?
Jest! 1st target, Lubon Wielki reached.
Cel - szlak czerwony.
Musze zauwazyc fakt, ze jest to moj pierwszy tysiecznik rowerem :P
Schronisko we mgle...
Zdjecie jak zwykle mi wyplascilo zjazd, w sumie powinienem sie juz przyzwyczaic. Generalnie sprawa na czerwonym wyglada tak - jechac sie nie dalo. Sprowadzac rowniez. Wiec co zrobic w takim wypadku? Wkrecic sobie, ze sie da jechac i pocinac w dol, czy to na rowerze, czy tez na dupie :P Jak to ktos kiedys rzekl - "Trzeba miec twiordyje cojones" :P
Trasa w dol byla usiana mokrymi korzeniami, sklepami rtv z zadziwiajaco duzym asortymentem... kamieni jak telewizory.
Przelecz Glisne.
Z przeleczy do Mszany prowadzil kilku kilometrowy zjazd asfaltem. Zeby nie bylo zbyt milo w momencie wyjazdu z lasu zaczelo POTWORNIE walic deszczem, a jak wiadomo mokry asfalt to nie jest cos milego. Oczywiscie jak sie juz pewnie domyslilscie, przekonalem sie o tym osobiscie, szlifujac asfalt wlasna dupa przy 70 km/h. Ukochane oponki nie utrzymaly mnie, jak sie kladlem w zakret :*
Ocena szkod, wycena wlasnych sil. Bylem caly mokry, pizdzialo mrzaweczka, noga mi odpadala z bolu. Jechac dalej, czy dzownic po znajdujacy sie 30km dalej transport? Cale rozwazania zakonczylem krotkim, acz tresciwym "Olac, jade dalej."
Wdrapujac sie na Cwilin zaczela sie prawdziwa ulewa, ktora w zasadzie wykluczyla mnie z dalszej jazdy. Skonczylem pod urzedem miasta w Mszanie, czekajac na trasnport. Tym razem sie Cwilin obronil, ale jeszcze tu wroce.
Kolejny szlif kolarski do kolekcji :) Pozdro.