Pustki na krakowskim rynku... nie do poznania, prawda?
ICM zapowiadal deszcz od rana do wieczora, a tu deszczu ani nie widac, ani nie slychac. Lekko drzemiac, tluke sie pociagiem do Bielska.
I dostrzegam pierwsza tego dnia niespodzianke - 1:0. Majac jeszcze przed soba jakies 50 min jazdy, postanawiam zalatac w deteczke w przedziale. Po zdjeciu opony okazuje sie, ze urwal sie kawalek wentyla :) Zaopatrzony w latki i stara detke 1.5-1.75 jestem zmuszony do szybkiego kontaktu z baza, w celu znalezienia jakiegos rowerowego w Bielsku.
Szybko zmieniam detke i ruszam w strone Szyndzielni.
Ciornyje chmurska wiszace nad miastem, nie zapowiadaja niczego dobrego, ale poki co jest ok. No prawie bo przez cala droge towarzyszy mi upierdliwy wmordewind.
Jako, ze bylem w dupe jakies 40 min, przez poszukiwania sklepu, decyduje sie wpakowac do gondolki i skrocic czas podjazdu do niecalych 10 min. Na gorze wita mnie pogoda najparszywsiejsza z najparszywszych :)
Wali snieg z deszczem, do tego lodowaty wiatr. Cudnie.
Wyborna pogoda na narty, czyz nie? :) Na rower zreszta tez :p
Schronisko na przeleczy pod Klimczokiem... zaraz, widzial ktos schronisko?
A, jest. Szybkie uzupelnienie brakow w zoladku i lece w dol do Szczyrku.
"Widok" w strone Skrzycznego.
W Szczyrku wita mnie ulewa, na wyciagu prawie zwiewa mnie z krzeselka, a na szczycie momentami wychodzi sloneczko. A to widoczek w strone Beskidu malego.
Wiedzialem juz, ze znowu nie uda mi sie zrobic calej planowanej trasy. Dlatego tez caly przemarzniety wchodze do schroniska i grzeje sie przy kominku. Po wstepnym wysuszeniu betow ruszam tak jak ostatnio - niebieskim w dol.
Tym razem jednak jade calosc zjazdu. Mowcie co chcecie, jazda w tak glebokim sniegu to dla mnie hardkor. Wymaga nielada techniki. Swoja droga to tanczenie w takich zaspach to swietna zabawa :)
Od Hali jaskowej sniegu praktycznie brak, jak na zyczenie. Siodelko w dol, telefon do rodziny, ze ich kocham i mozna rozpoczac downhill :)
No i niespodzianka nr 2 :) Detka znowu uwalona przy wentylu... mam 2.5h do pociagu w Zywcu, wiec rozpoczynam kilkunasto kilometrowy spacerek :)
A teraz czas na 2 zdjecia z serii "chwila nieuwagi przy 30km/h na zjezdzie" :)
Ale jakby nie patrzyl, zjazd jest swietny. Perspektywna plynnego zjazdu tym szlakiem, gdy juz zejdzie snieg, wywoluje duuzego banana na mojej twarzy :)
Na koniec dnia wypogadza sie i spokojnie dreptam do Zywca.
Jeszcze rzut oka w strone Beskidu zywieckiego...
...
i mojej trucizny :p W sam raz docieram na peron i wskakuje do pociagu. Tego wyjazdu nie mozna do konca uznac za udany... no ale coz. Co Cie nie zabije to wzmocni :) Pozdrawiam!