Prawdziwy rosół...
Duża włoszczyzna...
Dzika kura nabyta drogą kupna pod Halą Mirowską
Wszystko myjemy, warzywa obieramy...
No dobra, chwilowo nie wygląda to zbyt estetycznie...
Prawdziwa kura bywa tłuściutka...
W efekcie trzeba zbierać nie tylko szumowiny, ale i tłuszcz...
Mąka i jajka. Tylko! Zasada 'ile się wgniecie'
Miąchamy z odrobina soli
Wymiąchane wałkujemy. Cienko!
Naprawdę cienko!
Suszymy między czystymi szmatkami.
I kroimy. Najpierw, dla wygody, w paski
A teraz w cienkie kluseczki.
Te obsypujemy odrobina mąki i znów chwilę podsuszamy.
Gotujemy. Dosłownie chwilę. Efekt końcowy został pożarty w tempie wykluczającym możliwość stworzenia dokumentacji zdjęciowej...