22.08.2009 - o świcie ruszam z Goerlitz do Koblenz. Przez całą szerokość Niemiec (prawie aż pod francuską granicę) przejeżdżam pociągami - w sumie 8 przesiadek. Na zdjęciu - pociąg nr 1.
Kolejna przesiadka czeka mnie w Lipsku. Zdjęcie przedstawia wnętrze największego dworca czołowego w Europie. Ciekawie połączono tu stare wnętrze z nowoczesną architekturą trzy-poziomowego centrum handlowego.
Pociąg zbliża się do Frankfurtu n/Menem. Podróżnych wita oczywiście zespół frankfurckich wieżowców.
Pierwsze kilometry na rowerze...z Koblenz do Trier, do którego dotarłam już dobrze po północy. Zaintrygowały mnie te rzeźby, więc pstryknęłam:)
Pierwszy nocleg w moim małym domku, pierwsze śniadanie na trawie. Za chwilę spakuję swój kramik i ruszam na podbój Francji:)
Na tak oznakowanych trasach raczej nie można zabłądzić. Mój kierunek to Wasserbilig w Luksemburgu.
Luxemburg. Jestem w pobliżu strefy Schengen. Pogoda piękna, słoneczna...aż radość kręcić:)
Brzeg Mozeli to idealne miejsce na chwilę relaksu. Chłód wody i zimne piwo...tego mi było trzeba:)
Mijam wiele takich uroczych wsi i miasteczek położonych nad Mozelą....
...no i niezwykły, zielony krajobraz, na którym niezatarte piętno pozostawiła uprawa winorośli; Białe wino znad Mozeli stało się synonimem rasowego rieslinga o owocowej nucie, pełnego elegancji i fantazji.
Zielone wzgórza po drugiej stronie Mozeli to ciągnące się kilometrami pola winorośli.
Thionvill - promenada nad Mozellą. Małe zimne piwko przed snem...bardzo wskazane:)
Na tym campingu w Thionville przywitano mnie serdecznym okrzykiem ...polonez, polonez!!!...oraz kubkiem zimnej wody i pysznej kawy. Na odchodne pani z recepcji pstryknęła mi pamiątkową fotkę, a na drogę zaserwowała kilka jabłuszek oraz saszetki owocowej herbatki, która później bardzo mi się przydała:) Już zwarta i gotowa do dalszej drogi...kierunek Metz.
To już Metz i gotycka Katedra Saint-Etienne , która budzi podziw swoimi rozmiarami i pięknymi witrażami ...jak zresztą większość francuskich katedr i kościołów.
Na tym zdjęciu widać jej ogrom...
...a to jedno z wejść.
Opera-Teatr de Metz
Prawie jak Wenecja:)
Śniadanie w sympatycznym towarzystwie zawsze lepiej smakuje :)
Camping municypalny (miejski) w Metz położony jest nad samym brzegiem rzeki. Tanio i sympatycznie:)
Metz
Na małym placyku w mieście zobaczyłam taki oto sympatyczny widok...weselny taniec:) Po dźwiękach muzyki, płynącej z otwartego samochodu, domyśliłam się, że to wesele tureckie.
Gdzieś po drodze
Chwila relaksu nad jeziorkiem:) Pełnia szczęścia...piękna pogoda, błogi spokój:) Jeszcze nie wiem, że za chwilę czeka mnie...
...no właśnie to...kolejna guma!!! (już chyba trzecia). Ruszyłam dalej dzięki dwóm chłopakom-kolarzom, którzy zatrzymali przejeżdżający samochód dostawczy i kazali mnie zawieźć do najbliższego serwisu rowerowego...jakieś 15 km. Dzięki im za to:)
A co tu robi nasz Janek z Szarikem???
Dotarłam do Nancy. Oczkiem w głowie miasta jest place Stanislas, na który wchodzi się przez wspaniałe bramy z kutego żelaza, zdobione motywami kwiatowymi i złoconymi zawijasami. Plac ten, zbudowany przez polskiego króla-wygnańca Stanisława Leszczyńskiego, noszący dziś jego imię, uchodzi za jeden z najpiękniejszych placów w Europie. Jest na liście UNESCO. Za ten plac Francuzi uwielbiają naszego króla...nazwali go nawet dobroczyńcą:)
Najpiękniejsze zabytki to metalowe ogrodzenia w północno-zachodnim i północno-wschodnim narożu placu. Za nimi widać ołowiane posągi Neptuna i Amfitryty wieńczące cudowne fontanny, przy których siadają zmęczeni i zachwyceni pięknem tego miejsca turyści.
Na środku placu wznosi się samotny posąg dostojnego króla Stanisława ...ucięty niestety przez robiącego mi to zdjęcie turysty z Belgii...albo Danii??? ...nie pamiętam. Nie ukrywam, że dzierżąc w ręce narodową flagą, rozpierała mnie duma!!!
Na placu znajdują się liczne kawiarenki... dobrze jest posiedzieć w miłym towarzystwie. To Roland, sympatyczny szwajcar, poznany rano na campingu ...też rowerowiec :)))
Dolina Mozeli
Kolejna z wielkich...Katedra Saint-Etienne w Toul.
Jedna z rzeźb zdobiących elewację katedry.
Wnętrze francuskiego pociągu...kl.II...
...wydzielone miejsce na rowery...
...toaleta...
...jest i pasażerka :)))
Moja eskorta:))Francuskie miasteczka wieczorami świecą pustką. Ta grupa młodzieńców, to jedyne osoby, które udało mi się spotkać i zapytać o drogę na camping. W odpowiedzi usłyszałam, że z radością mnie tam zaprowadzą:) Na rowerze dotarłabym tam w 10 minut, dojście pieszo zajęło nam dobre pół godziny...ale w tak wesołym, rozbawionym towarzystwie było całkiem miło...nawet wyręczono mnie w prowadzeniu roweru :) Ach...Ci Francuzi!
Gdzieś po drodze natrafiłam na pole wymarłych słoneczników ...widok raczej smutny:(
Wysoko...coraz wyżej i wyżej i... coraz wietrzniej...
...a na samej górze niespodzianka dla spragnionych podróżników:) Chwila wytchnienia, uzupełnienie płynów i kalorii i... dalej już było z górki:)
Małe co nieco na łonie natury...po kilkudziesięciu przepedałowanych kilometrach, świeża bagietka i mineralna woda smakują wybornie:)
No i jak tu dalej jechać, kiedy ograniczają mi prędkość!!!
Troyes - i jego najważniejszy zabytek – Cathédrale St-Pierre-et-St-Paul (katedra św. św. Piotra i Pawła)...od frontu...
...i z tyłu.
Początkowe rozczarowanie wyglądem zewnętrznymwy nagradza wnętrze świątyni – prawdziwe muzeum witraży. W wielkich oknach i rozetach zachowało się ich aż 180!
Kolejny witrażowe okno...
...i jeszcze jedno.
Intrygujący...przynajmniej dla mnie...był ten obraz ..."Twarz Chrystusa".
Stare miasto z drewnianymi domami z XVI - XVIII wieku.Żadnych kątów prostych, ściany z rzadka trzymają pion. Trochę je ząb czasu powykrzywiał, jednak anteny na dachu świadczą, że nadal są zamieszkałe:)
...c.d. starego miasta
Na campingu w Troyes zostałam 2 dni, mogłam więc pozwolić sobie na dłuższe zwiedzanie miasta i to bez bagaży...
Wąskie brukowane uliczki, tajemnicze zaułki, odrestaurowane stare kamieniczki...spacer po jednej z historycznych stolic Szampanii to wyjątkowa podróż w czasie.
Zderzenie starego z nowym:) Po lewej kościół św. Pantaleona , który jest notabene polską parafią. Niestety, nie udało mi się zajrzeć do środka...był już zamknięty.
Takie rzeźby zdobią elewację wielu kościołów...
...i kolejny bliżej nie określony stworek. Nie wiem czy przypadkiem te otwarte pyszczki nie miały funkcji odprowadzania deszczówki.
Gdzieś po drodze zatrzymało mnie piękno tego domu i ogrodu...nie mogłam oprzeć jego urokowi i popstrykałam:)
Czyż nie jest uroczo?
No i dotarłam do Loary...tutaj moje pierwsze z nią spotkanie...
...i obowiązkowo pamiątkowa fota:)
Pierwszy z zamków nad Loarą, który zobaczyłam, to zamek w Sally-Sur-Loire, wybudowany w 1102 roku! Tyle lat w wodzie!
Czy ta budka z serduszkiem w centrum miasta to jest to, o czym myślę?
Ciężkie deszczowe chmury i potworny wiatr nie wróżą niczego dobrego.
Kolejny etap podróży...Orleans ! Z pewnością nie zabłądzę:)
Droga cały czas prowadzi wzdłuż brzegów Loary. Uroczo i bezpiecznie:)
Wypadki się zdarzają nawet na prostych drogach...na szczęście obyło się bez ofiar:)
Miejsce wypoczynkowe dla zmęczonych podróżników:) To już Orleans.
Tym razem śpimy w prawdziwym pokoju... powód tak luksusowego zakwaterowania ...brak w okolicy pola campingowego i...deszcz...niestety:(
A rano czekał na mnie sam Elvis :)
Po prostu...Loara :)
Zamek w Meung-sur-Loire. W czasie wojny stuletniej miejscowość była miejscem jednej ze zwycięskich bitew Joanny d'Arc.
Kościół św. Lipharda - wzniesiony w XIII-wieku, obok zamku w Meung-sur-Loire.
Zamek w Chambord - stanowi jedno z największych dzieł architektury okresu Renesansu. Zamek ma 156 m długosci, 56 m szerokości, 77 klatek schodowych, 282 kominy, 426 pomieszczenia. Jedną z ciekawostek architekturalnych zamku jest klatka schodowa z podwójną spiralą. Zbudowane w jej wnętrzu dwie spirale schodów skręcają w tę samą stronę, nie krzyżując się ze sobą. Zamek ma też polski akcent - mieszkał w nim król Polski Stanisław Leszczyński , który był teściem króla Francji Ludwika XV,
Kolejna niemiła niespodzianka...guma! Która to już? Chyba piąta!!! Tym razem jest sprawca...pinezka! Wymiana dętki idzie mi już tak sprawnie, że jeszcze trochę potrenuję i mogę obsługiwać Tour de France:)))
Komentarz chyba zbyteczny :)
Są też i miłe chwile...zupełnie przypadkiem trafiłam na szlak Św.Jakuba...aż serce rośnie na widok tej żółtej muszelki na niebieskim tle...symbolu camino :)
Jak tylko wystawiłam kuchenkę, od razu zjawiła się straż pożarna...tak na wszelki wypadek chyba:)
Kolejny etap podróży...Blois! Miasto, położone na wzgórzu górującym nad Loarą, przez wiele wieków było siedzibą francuskich królów.
Pierwsze miasto powstało tutaj już w III w. Świadczą o tym pozostałości kanalizacji, term i urządzeń portowych;
Zamek w Blois, imponuje nie tylko swą wielkością, ale i różnorodnością stylów. Jego poszczególne części budowano od XIII aż do XVII w.
Ciekawostka: To właśnie stąd w 1429 Joanna d'Arc udała się do Reims, aby uzyskać błogosławieństwo Arcybiskupa przed wyprawą mającą na celu oswobodzenie Orleanu obleganego przez Anglików.
Bogato zdobiona brama wjazdowa na dziedziniec zamku.
Nareszcie trafiłam na odpowiednie miejsce...VIP :)))
Miejscowość Onzin. Przy wjeździe witają turystów rzeźby przedstawiające prace związane ze zbiorami winnego grona:) Wjechałam na tereny z win słynące:)
Tutaj nawet winogrona doczekały się pomnika:)
Trasa w dalszym ciągu prowadzi przez winogronowe plantacje. Po prawej stronie drogi mam Loarę. Po lewej skały, w których ulokowały się liczne winiarnie, zapraszając na degustację:) Kuszą nie tylko winem, ale i klimatem, w którym to narodowe dobro Francji jest podawane:)
Winiarnia Saint-Andre - kieliszek białego, odpowiednio schłodzonego wina, po kilkudziesięciu kilometrach jazdy w upale, smakował wybornie. Szkoda, że tylko jeden:)
Co za butla! Ani to wypić, ani zabrać ze sobą :(
Zamek w Amboise ...kolejny zaliczany do zamków nad Loarą.
Gotycka katedra w Tours. Tu miałam okazję uczestniczyć ,w mszy św., bo kiedy weszłam do środka, potężne dzwony obwieściły jej rozpoczęcie. Zostałam:)
Zdobienia na elewacji katedry.
Rzeka Cher...zadziwiła mnie swoim bezruchem...wyglądała jakby pozbawiona nurtu. Woda stała w niej jak w jeziorze.Brzegi porośnięte starymi drzewami, malowniczo oplecionymi bluszczem...
...trudno było odgadnąć w którą płynie stronę.I ta cisza... przerywana jedynie śpiewem ptaków i trzepotem skrzydeł dzikich kaczek.:) Cudownie:)
Most nad Loarą prowadzący do miejscowości Langeais i oczywiście kolejnego zamku.
Langeais na długo zostanie w mojej pamięci...i to nie za sprawą jej piękna...tutaj zapłaciłam prawie 90 euro za naprawę roweru...tak do końca nie jestem przekonana czy konieczną:(
Zamek w Langeais ma bardzo bogatą historią. Zbudowany w X w. Za czasów władania Ryszarda I Lwie Serce rozbudowano jego fortyfikację i zyskał status ważnego punktu obronnego. Później był miejscem ślubu Anny Bretońskiej z królem Francji, Karolem VIII Walezjuszem. Małżeństwo to zapoczątkowało permanentną unię pomiędzy Bretanią a Francją.
Druga strona zamku.
Zostawiłam tam ślad swojej bytności :)
Powrót nad Loarę...
...obie zdążamy w tym samym kierunku...do Atlantyku :)
Chinon...kamienny most nad Loarą.
Widok z mostu na zamek w Chinon...
..i na rzekę.
Pomnik Joanny d'Arc w Chinon.
Czy ten pan chce mi towarzyszyć w podróży? :)
Za chwilę czeka mnie przeprawa promem na drugi brzeg rzeki.
W drodze do Samour.
Domy wykute w skałach.
Zamek w Samour...dla mnie już ostatni!. Uciekam nad Atlantyk..
Na campingu w Samour...jeszcze nad Loarą...w towarzystwie sympatycznego anglika Petera, kompana wczorajszej kolacji:)
ATLANTYK! Wreszcie dotarłam!!! Ten widok zawsze zwala mnie z nóg:) Szum fal, błękit wody, spokój i...ta ogromna przestrzeń!!!
La Rochelle...i imponujący widok... przystań jachtowa! Podobno jest ich ok. 3 tys....nie liczyłam.
...ale było na co popatrzeć:)
Miłe spotkanie z polakami na pobliżu La Rochelle:)
Plażowy artysta.
Na atlantyckim wybrzeżu, około godz. 13 występuje zjawisko "cofania się morza". Około godz. 15 morze powraca.
Jeszcze kilka godzin temu te jachciki stały zanurzone w wodzie :)
Brzegiem morza (oceanu), przy takiej pogodzie mogę jechać na koniec świata...albo jeszcze dalej:)
Transbordeur w Rochefort - Martrou...opis tego cuda pod kolejnym zdjęciem...
Ta niesamowita konstrukcja zbudowana została dla potrzeb transportu pomiędzy dwoma brzegami rzeki. Nie można było połączyć brzegów mostem, ponieważ rzeką, do pobliskiego portu atlantyckiego wpływały ogromne żaglowce. Wymyślono więc platformę, która zawieszona na potężnych, stalowych linach, przenosi ludzi ponad lustrem wody na drugi brzeg. Zajmuje to ok. 4 minut.Cała konstrukcja została oparta na tym samym systemie co paryska wieża Eiffla.
A tak to wyglądało dawniej.
Bilet ...na pamiątkę:)
Świetnie zachowana fortyfikacja u ujścia rzeki Gironde do oceanu Atlantyckiego w pobliżu Royan.
Wewnątrz całe miasteczko...kamienne domy i uliczki...
...jest i kamienny kościółek...wszystko w nim stare, odrapane, zagrzybione mury...tu czas się zatrzymał kilka wieków temu!
Widok z promu, którym przeprawiałam się z Royan do regionu Gironde. W tym miejscu rzeka Gironde, szerokim lejem uchodzi do Atlantyku i tylko taka przeprawa jest możliwa.
I znów radość na widok tej małej żółtej muszelki na niebieskim tle...symbolu szlaku Św.Jakuba.To znak, że jestem coraz bliżej Santiago de Compostela.Jeszcze tylko jakieś 900 km :)
Skrzyżowanie dróg rowerowych...kilometr jazdy na wprost i moim oczom ukazuje się cudowny widok błękitnych wód oceanu i...
i...pusta, atlantycka plaża...:)))
Ja do...Arcachon :)
Droga rowerowa biegnąca wzdłuż atlantyckiego wybrzeża, Na szczęście nikt nie jechał z naprzeciwka... :))) Wrzosy rosnące na piasku miały niesamowitą kolorystykę
...c.d. drogi "rowerowej":)
W takiej scenerii mogłabym trwać...i trwać...i trwać Ocean to magia, przyciąga, kusi...wrócę tam! Wrócę na pewno :)
Zachód słońca nad Atlantykiem.
Hiszpania coraz bliżej. Świadczy o tym lekko górzysty teren oraz coraz częściej spotykany symbol jakubowej drogi .
Kolejny odcinek drogi ekumenicznej.
W tym dniu nastąpiło załamanie pogody. Deszcz lał bez przerwy całą noc i dzień. W namiocie istny potop.
Upadek na śliskich torach. Szpital, usztywniacz na nogę, kule pod pachy i...koniec mojego camino:( I to po przejechaniu ponad 2100 km...zaledwie 30 km przed hiszpańską granicą... Pozostało mi już tylko spokojnie czekać w hotelu na sanitarny transport do domu.
Na pamiątkę pozostał mi paszport pielgrzyma...
z dużą ilością zebranych po drodze pieczątek:)
Kilka pozostałych pustych miejsc wkrótce się zapełni ...mam taką nadzieję:)))