Zajrzyj tu!!
Zapis GPS naszej trasy.
warta pod toaletą, gdzie schowane były rowery - pociąg do Wrocławia
oto one.
chwila przerwy we Wrocławiu
zwiedzanie starówki o świcie
przyjazny rowerzystom pociąg Wrocław - Zgorzelec
śniadanie z Zgorzelcu
Jacek
Mariusz
Za WYPRAWĘ!!!
na tle elektrociepłowni w Bogatynii
odpoczynek pod Tesco (Bogatynia)
- gdzie panowie jadą? - w Bieszczady. - gdzie?!?
odpoczynek pod zameczkiem w Czechach
***
w Czechach Krecika nawet na domach sie maluje. Bohater narodowy.
Podjazd pod Smrk początkowo wyasfaltowany
Adam
Mateusz
Tomek
Alek
walka z deniwelacją
oaza.. powietrze 35 stopni, podjazd 400 m.. woda - bezcenna
widok z wieży widokowej na SMRK-u 1116m
Karkonosze. na ostatnim planie Śnieżka.
widoczki ze Smrku.
Stóg Izerski 1108m
pierwszy kapeć
chatka Górzystów na Hali Izerskiej
nieśmiały rowerzysta? Faun?
Podsumowanie dnia 1. w wymiarze xz. Zgorzelec - Chatka Górzystów na polanie Izerskiej
poranne planowanie trasy
spakować sie wcale nie jest tak łatwo.
Tutaj Jacek i Mariusz oddzielili sie na jeden dzień
stokówka po stronie czeskiej w kierunku Szrenicy
jazda na kole je zakazana!! to je narodni park!
niedaleko grzbietu
w tle grzbiet Karkonoszy
wciąż prowadzimy ( za jazdu na kole je pokuta!)
oczekiwanie na resztę po dojściu do głównego szlaku karkonoskiego.
Stacja przekaźnikowa TV (niegdyś schronisko) na Łabskim Szczycie 1489m.
nie wytrzymaliśmy i jedziemy, ustapując jednak pieszym.
nad Śnieżnymi Kotłami (Adam!! w obiektyw patrzeć!)
zjazd w kierunku przeł. Karkonoskiej (rozsądni ludzie by tu prowadzili rowery)
nieopodal Lubawki kończymy jazdę tego dnia.
altenatywna metoda na zbieranie chrustu.
Tomek składa meldunek narzeczonej..
.. a Adam oddaje sie zgoła przyjemniejszym rozrywkom:)
dzień 2. chatka Górzystów - Lubawka
świt..
**
Tomek pracuje nad jazdą w śpiworze
ruszyliśmy do Lubawki na śniadanie.
śniadanie w Lubawce
wymiana szprychy u Jacka.
trasę planowaliśmy na bieżąco
baner!
Chełmsko Śląskie
Sokołowsko. Tu odlączyli sie nasi kompani - Jacek i Mariusz.
i już w piątkę jedziemy w góry Suche
w głębi Góry Sowie, w dole Głuszyca
blues!
z podjazdu na grzbiet Gór Sowich. Tankowanie izotonika.
Kalenica 960 m.
Nasza trasa na dzień następny - Sowie a potem Bardzkie.
kotlina Kłodzka
Ślęża
Adam sprawdzał czy mrówki gryzą. Gryzą.
czas sie dłuży, jak sie na strawę czeka.
dzień 3. Lubawka - Kalenica (Góry Sowie)
poranek, 06. 20 godz.
Kuba
rześkie jeszcze powietrze zachęcało do jazdy.
Srebrna Góra
nikomu nie było wesoło:)
orzeźwienie w Nysie Kłodzkiej!!!! rewelacja!
bez podusi sjesta sie Tomkowi udać nie może
kościół w Bardo
pięknie w Bardo, nie?
i po sjeście (na dziedzińcu kościoła)
i już Góry Bardzkie.
z bazy namiotowej “Jaskinia Radochowska” zostala sama wiata. wystarczy. okolice Lądka Zdrój
dzień 4. Palenica - Jaskinia Radochowska (kolo Lądka Zdrój)
lało do 12. poranek niezbyt miły, choć przynajmniej sie wyspaliśmy.
zwarci i gotowi??
miejscowy koloryt Lądka Zdrój
każdy czasem robi zdjęcie swojemu pupilowi
znów trudno sie doprowadzić do ładu. Jest parno i gorąco.
wcale nam sie nie chciało jechać tak, jak sie uśmiechaliśmy
i jeszcze udało sie szlak zgubić, wiec trochę “chaszczowania” pod granicą
piękna nazwa
nocleg w ośrodku kolonijnym w Głuchołazach
...ale uda mają naprawdę niezłe
kolejny meldunek Tomka
dzień 5. Jas. Radochowska - Gluchołazy
dzień 6 na płaskim
pobudka o 4 rano, wyjazd 5.30 rano.
tak wyglądają rowerzyści po 50 km w deszczu, o godzinie 07.50 rano.
..a tak po 70 km..
makijaż popsuty
"po co ja tu przyjechałem"
sjesta pod hipermarketem na przedmieściach Ostravy. 35 stopni.
sjesta cd....
..
słońce zaczęło wyłazić zza rogu
więc przenosimy sie znów do cienia...
i dalej sjesta..
a to jest Adam po 180km..
ponownie w Polsce. przed nami jeszcze podjazd przez Istebną i Koniaków
dzień 6. Głuchołazy - Węgierska Górka koło Żywca.
śniadanko u rodziny Adama. nie chciało sie nigdzie jechać.
bardzo sie nie chciało...
drzewa zawsze upadają tak, by przeszkodzić rowerzyście w sposób najbardziej dokuczliwy. (prawa murphy'ego)
bez plecaków byłoby rewelacyjnie - okolice Przegibka w Beskidzie Żywieckim.
bez rowerów byłoby też... lżej!
planujemy jak to się wycofać z ambitnego planu na ten dzień, nie hańbiąc się zbytnio. Hala rycerzowa
dzień 7 Węgierska Górka - Chatka Adamy (kolo Suchej Beskidzkiej)
poranek w Lachowicach.
śniadanie o 6.
“kulisy wyprawy”
farewell! reszta już znudzona.
podjazd na Jałowiec 1111m. (beskid Zywiecki)
“dream team” na szczycie jalowca 1111m. Gościnnie Marcin.
temu panu się podoba
przeł. Klekociny. Beskid Żywiecki.
przeł. Krowiarki pod Babią Góra
Mateusz zażył kąpieli błotnych.
okolice hali Krupowej.
Mateusz rozpędził sie tak, ze rozbiła mu sie mucha na googlach.
a ja wpadłem w kałuże po piastę.
oberwanie chmury w Jordanowie. Goniło nas ponad godzinę.
zad.1. Oceń, któremu panu bardziej podoba się rzeczywistość w chwili uwiecznionej na zdjęciu?
..i już Gorce. W dole Rabka.
Adam hamowal wbrew ogólnie przyjętym zasadom. ciałem...
toffik?
kończymy dzień na Obidowcu pod Turbaczem
dzień 9 Adamy - Obidowiec (koło Turbacza w Gorcach)
dzień 9 na mapie
nocleg w szopie pasterskiej
to na pierwszym planie to “jadwiga” na której wisiał kociołek z jedzeniem.
trudno doprowadzić się do ładu po 90km w terenie dzień wcześniej.
Ale Matka Boża Ludźmierska chyba nie jeździła na rowerze? nieważne, i tak świetna intencja.
Turbacz
Nawet Mateusz sie uśmiechnął.
i zasiadł do planowania trasy. a ja to miałem robić..
a niektórzy w tak piękne miejsce tylko na grzyby przyjeżdżają..
lirycznie..
szlak Turbacz - Gorc. Cudownie.
Adam zerwał łańcuch, bo było zbyt przyjemnie (prawo Murphy'ego?)
zjazd do Ochotnicy.
Krościenko. nawadniaj sie lub zdychaj!!
Dla kuracjuszek z Krościenka to może rzeczywiście.
drzemkę zaklocił mi.. pogrzeb.
Ossochozzi?
w tle Wysoka (male Pieniny)
baza Pod Wysoką (Małe Pieniny)
dzień 10. Obidowiec - baza namiotowa “Pod Wysoką” kolo Szczawnicy
dzień 10 z kosmosu
podj.. ejście na Obidzę. (przeł między Szczawnicą a Piwniczną) W dole dolina Białej Wody.
typowa góralska owca.
Adam relaksuje się po wypadku.
Vampire. Efekt obżerania się borówkami
po 20 minutach od wezwania gopru
prawie jak statua wolności
i już możemy sie położyć
ból z powodu przerwania SPMC
ale za to jaka radocha z jazdy quadem!!
tak zwieźliśmy rower Adama z Niemcowej do Piwnicznej.
200 m w pionie. w poziomie prawie nic.
opuszczone bacówy
szlak z hali Łabowskiej na Runek (Beskid Sądecki)
na szczycie Jaworzyny Krynickiej.
dzień 11. “pod Wysoka” - baza Złockie nad Muszyną
z nieba tak wygląda dzień 11
skromne śniadanie
Tomek jako jedyny miał bagażnik, na którym wiózł karimatę i parę ciuchów.
w tle najwyższy szczyt Beskidu Niskiego - Lackowa 997m.
pogoda średnia, ale humory wrócily.
nawet bardzo wróciły!
cerkiew w Izbach.
wnętrze cerkwi w Hanczowej.
tak, ten dom nie ma tylnej sciany.
zjazd do dol. Wisłoczki
małe przydatne urządzonko. choć nie konieczne do jazdy. GPS.
mieszkańcy noclegowni Radocyna..
kulisy wyprawy part 2.
dzień 12. Złockie - baza Radocyna kolo przejścia granicznego PL- SK Konieczna.
dzien 12.
poranek. znów miny zaspane.
Beskid Niski to wiele samotnych krzyży w polach - ślad po wysiedlonych łemkowskich wsiach.
skrzywiona korba Mateusza. wyklepało sie równie łatwo jak zgieło.
Krempna.
zahaczyliśmy o Magurski Park Narodowy.
I przed atakiem na Chryszczatą (Bieszczady). Nie obyło sie bez wspomagaczy.
miało być łatwo i szybko..
..a było jak zwykle.
wpływ kofeiny na zmęczonych rowerzystów. Chryszczata.
i podążamy grzbietem w kierunku Cisnej.
i mi zdarzył sie kapeć.
wreszcie zjechaliśmy do Cisnej, dalej już na szczęście asfaltem. za to po ciemku.
dzień 13. Radocyna - b. Łopienka kolo Cisnej (Bieszczady)
13 dzień
baza Łopienka.
i cerkiew w wysiedlonej wsi Łopienka.
dzień 14. Łopienka - Zagórz (koło Sanoka)
i na koniec "mieszczańskie" jedzenie w Zagórzu.
i po wyprawie. 1200 km!!
zmęczenie widać jak na dłoni.
Rowery jechały z nami. Zasłużyły..
Podsumowanie. Zaznaczone dzienne odcinki.