Zagórz - tu skończyło sie SPMC 07
pociąg przemytnik - ustrzyki Dolne - Chirów (UA). Żeby zrozumieć co znaczy przemytnik - trzeba sie nim przejechać
już Chirów. Lokalne dzieciaki ciagle mwia do nas "rzuć złotówke"
dziś poświęcony na dojazd asfaltem pod połoninę Pikuja
Adam
Adrian
Alek
Tomek
Mateusz
Wiesiek
pierwszy nocleg, w tle jutrzejsze wspinanie
folia malarska?!? miała być ogrodnicza a nie malarska Wiesiek! (jako podłoga w namiotach)
Jadwiga czyli nasz stelaż kuchenny
pulpa z pałeczkami krabowymi. a co!
lokalne białogłowe z Użoka
jeszcze jest niewinnie
a tu rowery zaczęlismy nieść. Zdjęć z największych chaszcz nie ma..
krowy wysokogórskie, odmiana wszędołażąca
jeszcze trzeba troche popchać, ale jest juz na co patrzeć
jechać?
Pikuj 1405m
pchać..
nocleg u podnóża Pikuja. Całą noc lało
..więc sa niezłe jaja
aż Adamowi do dziruek napadało ( w ramie), więc trzeba ramę wytrzepać coby rude nie zaatakowało
Najpowszechnieszy pojazd na Ukrainie - ZIŁ. Służy do wszystkiego
wyjeżdżamy z Wołowca na połoninę Borżawa. W pionie około 1km..
ruiny obserwatorium meteorologicznego
stromiej niz sie wydaje
wyszedłem na niewielkie żebro żeby wypatrywać.. noclegu. Spaliśmy w miejscu niemal dokladnie na srodku kadru.
nocleg na ok 1300m. Zapowiada sie deszczowa noc..
i taka była. namiotem szarpało, jednak nas nie podlało. poranek we mgłach. 12 stopni
gawra marki alpinus radziła sobie świetnie z wodą. nie puszczała jej w żadną stronę.
mapy mapami, my woleliśmy planować trasę na podstawie tego co widzimy. Chwilami więc można było planować jedynie najbliższe 10m.
autor i adrian wyglądają chłopaków którzy zeszli po wodę. Zupki chińskie na sucho na śniadanie spowodowały bardzo silne pragnienie.
"niech mają coś od życia" - rzekł Adam o motylkach które reszta od siebie odganiała..
mąż patrzy
na połoninie zimno i leje.. na dole cieplutko..
..i leje.
liczydło to na Ukrainie to sprzęt dużo powszechniejszy niż kalkulatory! A ja myślałem, że to tylko w przedszkolu.
po ulewie w mieścinie Wołowe, gdzie zmuszeni bylismy nocować w hoteliku
wspomniane ZIŁy
ciekawe czy na tej stacji tez dają punkty BP..
pralnia w stylu wiosek ukraińskich.
zwierzątka łażą sobie zupełnie luzem.
główna droga we wsi Kołoczawa
dzieciaki, które biegły pokazując nam drogę. Na nasz brak wdzięczności (w chrywnach) zareagowały rzucając kamieniami..
znowu pchanie, wyraźnie było czuć spadek temperatury. Wysokości nabieraliśmy szybko.
Grzbiet połoniny Krasnej. Dlaczego płaski? bo wyobraźnia inzynierów ukraińskich jest równie wolna jak kozaków.
więc poprowadzili samym grzbietem gazociąg. Kilka tutek im zostało. Aż dziw, że w ramach rozrywki nie "kulnęli" ich w dół.
150 m niżej upatrzyliśmy sobie nocleg.
zjazd po borówkach wystawił na próbę i nasze umiejętności i nasze widelce.
tu wszytsko było pod ręką. płaskie miejsce, drewno i woda.
poranek po nocy z +2stopniami wydawał się upalny.
śniadanie - zupki chińskie
różnie ludzie spali. to widać.
drwale przechodzący koło naszego biwaku.
to samo 150m w górę przyprawiło niektórych o myśli samobójcze.
Za to jazda grzbietem bardzo wygodna (przez wspomniany gazociąg)
lokalny pasterz (na dresiku miał jednak PUMA INTERNATIONAL!)
ostatnie chwile jazdy połonina Krasną. Zjazd miał mięc około 1000m w pionie. Ja zacierałem ręce.
na zjeździ udało mi się zerwać hak przerzutki, na szczęscie Adam dopasował zapasowy hak Wieśka do mojej ramy. siedzieliśmy we wiosce uść czorna 2 godziny pijąc kolejne kawy i nie mając jakoś ochoty drzeć znowu do góry.
my podejrzewamy do to mossad.
hmm
nocleg koło zamkniętych domków drwali. Nawet tu był zasięg GSM
w tle grzbiet na który chcemy się dostac, po lewej drogą którą chcemy to zrobić.
kolejna krowa wysokogórska pasiona przez dzieci. Dwójka z nich zaprowadziła nas na grzbiet, co bardzo nam pomogło. dzieci dziennie do "pracy" mają koło 500m podejścia.
prawie na grzbiecie Świdowca,
wspomniana dwójka pastuszków.
a na grzbiecie wygodna droga!
Adrian pół żywy bowiem coś żoładkowego go dopadło.
więc zatrzymujemy samochód który podrzuca Adriana grzbietem dalej, by zjechać juz na przełęcz. Celem jest dotarcie do Jasini, gdzie wsiada on w pociąg (bo urlop się kończy i nie może jechac z nami do końca). Bez toastów sie nie odbyło
Adam znalazl się w tej sytuacji świetnie
tu koledzy wysadzili Adriana (niestety za wcześnie)
wypatrujemy jakiegoś samochodu terenowego (bo trochę ich jeździ tam) który zwiezie Adriana na dół - poczuł sie dużo gorzej i choć w zasadzie teraz jest już tylko w dół to niestety nie jest w stanie jechać.
najpierw "wycieczka" pod jeziorka polodowcowe. Podwożą nas wprawdzie pod jeziorka, gdzie spodziewamy się znaleźć kogoś z terenówką, jednak nie udaje się. panowie z ziłów oferują zwózke.. ale jutro. Powodem mała ilośc paliwa.
wykonanie dziesiątek telefonów nic nie daje. Ambasada RP czynna 10-17, pogotowie nie odbiera a 112 to biuro numerów.
jednak chłopakom udaje sie załatwić transport przez jakiś lokalny quasi GOPR. Nie telefonicznie, a poprzez ludzi z nivy jeżdżącej po grzbiecie.
nuda w oczekiwaniu na przyjazd pomocy.
przyjechali.. oczywiście Ziłem. Do tego trzeźwi, co bylo zaskoczeniem. W drodze powrotnej jednak toasty sie zdarzają z ludźmi biwakującymi koło drogi. Ale cóż, świeto Piotra i Pawła.
próba zrobienia zdjecia bez lampy w środku ziła..
i znów w Uść Czornej. Adrian spędził noc w "szpitalu", gdzie dostał zastrzyki i jakąś kroplówę. Rano wypisany czuł się dobrze. My spaliśmy koło niegdysiejszej Tur-bazy - jeszcze z czasow komuny gdy z rozmachem stawiano budynki nie bardzo myśląc o ich późnieszym zastosowaniu. Miał być ośrodek turystyczny - jest ruina.
Ktoś musi z Adrianem wracać do kraju, bo wciąż słaby. Decydujemy, że skoro wszyscy za jednego to wracamy wszyscy, Czarnohorę zrobimy za rok.
zachowujemy się jak Anglicy w Krakowie.
kiedys rakiety teraz buldożer.
"jeszcze dziś możemy czuć sie milionerami"
tak, to alkohol.
to też.
mapa Ukrainy w kapeluszu pana Bogdana. nie wiemy kto to jest pan Bogadan, nie wiemy czy był trzeźwy ani co robił ta dworcu w rachowie. Ale gawędzilismy dośc długo.
pan Bogdan krązy
wagon klasy.. hmm.. przejechanie kilkuset km + rower kosztowało nas 10 z/os. Warto spróbować, trzeba tylko wziąć odrobinę alkholu by sie nie wyróżniać (ok 0.5 l/os). tym pociagiem dojeżdżamy do Lwowa.