Śmieszne coś (taka niby rzeźba), zwane... lambanana (czyli skrzyżowanie jagnięcia z bananem;-)
W całym Liverpoolu jest tego sporo...
...A każdy inny... Taka artystyczna akcja:-)
Stare doki, przerobione obecnie na centrum zakupowo-kulturalne.
Kolejny, tym razem beatelsowski, lambanana-przy wejściu do muzeum Beatlesów:-)
Wchodzimy...
Nie wolno oczywiście robić zdjęć, ale Johnowi ze szklanką mleka nie mogłam się oprzeć;-)
Taki autobus można spotkać na ulicach Liverpoolu:-)
Rozgrzewka przy kawce w Cafe Costa (bo sierpień na Wyspach oczywiście chłodny i wietrzny).
Pychotka:-)
A to rzeczone Cafe Costa od zewnątrz. Udekorowane jakby gigantycznymi słomkami do napojów;-)
Mathew's Street, czyli ulica, na której narodził się zespół The Beatles.
Beatlesi zaczynali na Mathew's Street w klubie Cavern. Na tej ulicy prawie wszystkie kluby mają teraz taką nazwę i nie wiemy, który jest ten najprawdziwszy...
John prawie jak żywy;-) pod kolejnym pubem Cavern...
Urokliwa ławeczka na Mathew's Street... Stamtąd już udaliśmy się na lotnisko (imienia Johna Lennona zresztą:-)