6:00, pobudka. Jeszcze ciemno. W oddali widać cel podróży.
Szybka zmiana przedniej zębatki. Ustawienia na OFF z 17 na 15 zębów.
W DRZ łatwiej zmienić zębatkę na kole
Niespodziewanie KLEkot upada podczas porannego pakowania - stopka nie wytrzymała naporu i ujechała na mokrej trawie łamiac się przy samym mocowaniu :-(
W pierwszej wiosce odkręcamy gadzinę i szukamy spawacza. Adam na migi dogaduje się z miejscowymi, ci chwytają za telefony i po chwili pojawia się młodzik na skuterku, bierze stopkę i po 15 min wraca z pospawaną
Maramures - nasz główny cel podróży. Reszta to opcja
Niedziela, akurat koniec mszy
Wesoły cmentarz
... a szukaliśmy spawacza ;)
Zaczynamy szutrowanie!
Miało być bez błota, bywało różnie
Celem była łysina góry...
im wyżej, tym więcej błota...
w końcu odpuszczamy - dalsza droga po czymś takim to nie dla nas, nie tym razem...
po południu znajdujemy miejscówkę na kąpiel - woda całkiem ciepła :)
Drugi obóz na trocinach - mięciutko jak na materacu :)
testujemy lokalne trunki :)
jaki ciężki ten poranek ;P
poranny serwis i jak to Adam mówi "Użytkownik Kawasaki... użytkownik Suzuki" ;)
wczorajsze szutrowanie załatwiło czujnik stopki bocznej
pospawana stopka trzyma fason
Atakujemy kolejną górę
ale nie tędy droga
Próba dotarcia na szczyt wyciągu drogą wskazaną przez robotników nie udana. Zbyt pionowo na objuczone motki
zjazd też nie należał do najłatwiejszych
Pierwsza propozycja brzmiała "sprowadzamy motocykle we dwóch". Ostatecznie udało się bez tego.
Pasul Prislop
W końcu szutry jakich szukaliśmy!
Tam jedziemy!!!
Niedźwiedź Rumuński ;-)
Wodoszczelne Pribikery poddały się po kilku kałużach - kilka dni jeździłem w zimowych "keczułach"
Raj dla motocyklisty!
Twarde lądowanie - osłona pogięta, miska dziurawa :( Na dzisiaj to już koniec
Cały olej wyleciał po kilkunastu metrach
Z dala od cywilizacji, ale na szczęście w zasięgu wzroku miejsce na obóz
Zabrałem się za odkręcanie michy, w międzyczasie broniąc się przed świniakami i mućkami
Ale dziura!
kolektory też trochę dzisiaj dostały
Adam jedzie szukać pomocy
Mi pozostało tylko czekać... W międzyczasie wymiana SMS z żoną i nowa miska w PL zakupiona w ciągu godziny (20zł!!!), ale przesyłka mogłaby trwać kilka dni, więc cała nadzieja, że ktoś to pospawa na miejscu.
Świnie, krowy, owce, psy. Atak z każdej strony! Przynajmniej mam zajęcie.
Prawie jak Milka ;)
to ten co zjadł ręcznik Adama!
Adam wraca z pospawana miską i nowym olejem!
ślicznie zaspawane :)
montujemy michę z uśmiechem od ucha do ucha :)
uszczelka się poddała, więc zostaje tylko silikon. A w tle mućka 2714, koleżanka tego co się zakradł za namiot po suszący się ręcznik.
Prawie jak reklama oleju... "Motex 4T-X, bo zwyczajnie nie masz wyboru!"
I wspomniany ręcznik - odzyskany po kilku minutach gonitwy za byczkiem!
wódeczka na stole, bacowie postawili kolację
KLEkot poskładany, pali, chodzi równo, OIL się nie świeci! Jedziemy testować :)
Wysoko w górach ponownie spotykamy czeską ekipę
Wracamy zwijać obóz i dalej w drogę!
Na tej drodze spotykamy jedynych turystów z całego wyjazdu.
Wóz z autopilotem!
Polska wioska - tutaj szukamy noclegu na kolejne dwie noce
tyle zostało z ręcznika Adama
Bez tobołów ruszamy eksplorować Bukowinę
Na lekko pełne szaleństwo :)
Znowu jakieś dzikie zwierzęta ;)
Co to za miejsce? Widoki jak na księżycu!
jedziemy i jedziemy, co chwilę "do kolejnego zakrętu"
skoro już wjechaliśmy tak wysoko, to jedźmy do końca!
i dojeżdżamy
stacja meteo, ponad 2000m.n.p.m.
wpraszamy się na kawę :)
Góry Kelimeńskie - Retitis 2021m.n.p.m.
widok z góry na kopalnię
i opuszczony hotel robotniczy
G. Kelimeńskie - kopalnia siarki, w tle Pietrosul 2100m
oczywiście Dacia wjedzie wszędzie!
Powrót do bazy - 170km po asfaltach w zupełnych ciemnościach
Po takim dniu jest co opijać! 425km, z czego zdecydowana większość off
poranny kawólec
Magistrala olejarki dostała kilka mocnych strzałów z łańcucha i nie wytrzymała
Zadrutowane. Ponad 300km bez smarowania - zębatka świeci jak psu jajca.
wymieniamy zębatki na "asfaltowe" i kierujemy się w stronę granicy z Węgrami
powrót umilają szybkie szutry
Ostatni biwak
ostatni rumuński browar
Ostatnia kawa w Rumunii, małe poprawki w motocyklach i powrót to domu - 580km asfaltami
szkoda, że tak krótko :(
W drodze powrotnej odbijamy na Tokaj po doskonałe wino z pierwszej ręki
Żywiec - ostatni przystanek przed domem