w pociągu z Katowic do Zagórza... niestety w tym roku nie zaskoczyli nas miło wagonem rowerowym...
stacja Zagórz... przesiadamy się na rumaczki i jedziemy do Ustrzyk Dolnych
schronisko w Ustrzykach Dolnych
i przed schroniskiem...
na granicy nas zawrócili mimo ścieżki rowerowej prowadzącej do Chyrowa (sic! ... znak ścieżki i mapa kilkanaście metrów przed granicą) ... więc łapiemy stopa :)
zmęczeni staniem wybieramy się na stację... niestety przemytnik jedzie dopiero ok. 17
stacja Krościenko
góreczki
podjechał przemytnik z Chyrowa do Sanoka- czas na rozkręcanie pociągu
przemytnik ... Chyrów- Sanok
Już przed granicą, czekamy na odprawę....
Zgadaliśmy się z pewnym Ukraińcem, który zabrał nasze rowery ... a oto jego pojazd Gazel
szczęśliwie- nieszczęśliwie ... ale w końcu! udało nam się dostać na Ukrainę!
pierwszy nocleg za Chyrowem
niefotogeniczne dziury niestety nie wyszły na zdjęciu
zielona Ukraina
okolice Samboru, prawosławna kapliczka
pomnik Lenina
gotujemy obiadek gdzies na uboczu
nektaryn wagowyj :)
Bolechów i nieciekawe chmury nad nami... na szczęście nie przyniosły żadnych opadów
miesce naszego kolejnego noclegu
rozbijamy namiot... niestety to nie quechua 2 sek. :(((
panoramka
w oddali widzimy Karpaty...
odpoczynek i suszenie namiotu
suszenie namiotu
dłuuuuuugi podjazd 10% [ale jeszcze nie wiemy, co nas czeka na Mołdawii :D]
Michałek...
...i ja ;)
...i Karpaty w oddali :)
ostrzeżenie dla kierowców
stacja na której poznajemy Stjepana i jego syna Jurija... po rozmowie okazuje się, że jedziemy w tą samą stronę (tyle że oni Mercedesem Vito)... proponują nam podwóz do Czerniowca- miasta w którym mieszkają i do którego wracają; zgadzamy się i nadrabiamy dzień drogi (jakieś 110 km) .. jupi :D
Następnego dnia Stjepan podwozi nas na stację benzynową znajdującą się przy drodze wylotowej z Czerniowca, pomaga nam zapakować rowery, daje swój numer telefonu, życzy nam powodzenia i odjeżdża :)
W oddali Czerniowce
śniadanko na przystanku za Czerniowce
przerwa na arbuza
studnia z ozdobną kopułą
i znowu studnia...
i znowu... im bliżej Mołdawii tym więcej studni przy drodze
pierwsza studnia z której "odważyliśmy" się napić wody
przystanek tuż przed granicą ukraińsko- mołdawską
to ze stresu ;) haha
no i już w Mołdawii..
w Mołdawii studnie są już wszędzie... nie ma tu ani kanalizacji ani wodociągów (za wyjątkiem dużych miast, które są tu nieliczne)... wszyscy chodzą po wodę do studni, wychodki są na zewnątrz- nawet na stacjach benzynowych
pustostany- one również są tu często spotykane... nieopodal w cieniu poznaliśmy sympatyczną starszą kobietę (idącą z wiadrami po wodę do studni), która zaprosiła nas do cienia, a później poczęstowała herbatą, chlebem, mięsem, sałatkami (naturalnie z ogórków i pomidorów:D) i..... bryndzą turecką ... ;)
jedziemy w cieniu, bo po prawej strasznaja żarka ;) ... a samochody i tak są rzadkością...
widoczki
studnia de lux - można też usiąść przy stoliku
pola słoneczników
my chcieliśmy tylko rozbić namiot na podwórku... a dostaliśmy pokój z telewizorem, herbatę, kolację i miskę z wodą do umycia nóg :)
my:)
oczywiście obfite śniadanie plus mleko prosto od krowy, chleb i warzywa na drogę :)
tam za płotem był ten domek ;)
a po drugiej stronie drogi studnia...
sociata victoria - socjalizm zwyciężył
no i studnia... a w tle pasterz z owieczkami
zabłądziliśmy- koniec drogi ;)
parasolki Tymbark ?!?! :P
przed sklepem
furmanka- najbardziej popularny rodzaj transportu na wsiach
dostaliśmy nowe instrukcje odnośnie miejsca, w które się wybieramy... musimy jechać przez pole kukurydzy... drogą ze śladową ilością asfaltu :)
bardzo częsty widok w Mołdawii, mimo iż to droga na której nie minął nas żaden samochód...
komunistyczny pomnik
kapliczko- studnia
piwo Kiszyniów :)
zachód słońca nad mołdawskimi pagórkami
źródełko- pierwszy raz spotykamy wodę, która sobie leci i nie trzeba jej wyciągać ze studni ;) (zafundowane przed stację Lukoil)
pasterz z owieczkami
poznajemy tu pana wybierającego się w pole, częstuje nas piwem z 1,5- litrowej , plastikowej butelki (bo twierdzi, że skoro my z Polski, to piwo lubimy :)) , opowiada nam o swoim życiu etc
opuszczona stacja... często zdarzało się tak, że obok takiej stała wybudowana nowa
pusty billboard... w sumie nie ma czego reklamować
Odpoczynek w Bielcach- prawdopodobnie największym po Kiszyniowie miastem w Mołdawii. Okazuje się, że szefem pizzerii jest Polak (albo po prostu miał rodzinę w Polsce)... wita nas po polsku :D(widział PL-ki na sakwach:))
Pomnik króla, który jest na wszystkich mołdawskich banknotach
przejazd busem z Bielc do Kiszyniowa... nasze obawy co do takiej możliwości przejazdu zostały rozwiane po dotarciu na dworzec... kierowcy od razu się na nas rzucili i pytali gdzie chcemy jechać ... :)
hotel w Kiszyniowie
piękny widok z okna
przykład dwujęzyczności Mołdawii- na wsiach bardziej popularny rosyjski, a w miastach mołdawski... lecz wszystko najczęściej w obu językach (ogłoszenia, reklamy itp)
wyjazd z Kiszyniowa
akcyza na butelce wody
taka mała góreczka :D
Zaraz przed wyprawą zmieniamy plany, nie jedziemy niestety przez Naddniestrze (więc nie kierujemy się na Tyraspol)
chlebek wiejski od babuszki
dworzec autobusowy
droga do granicy MD- UA
Dniestr
droga prowadząca nad Dniestr
Michał nad Dniestrem
i ja nad Dniestrem :P
i ja;]
Dniestr... już po stronie ukraińskiej
no i znowu Dniestr
przystanek gdzieś na drodze przed Odessą...
No i jest! Odessa!
I znowu Odessa :)
Ośrodek salezjański- nasz pierwszy nocleg
Hotel Odessa- wg karty imigracyjnej, którą wypełnialiśmy przy wyjeździe z Polski, właśnie tutaj mieliśmy spać :D (wyglądał na najdroższy w mieście...)
jakieś tam schody, podobno sławne ... ;)
port w Odessie
Morski Port
My- na dole:)
arbuzy
Morze Czarne- zobaczyliśmy dopiero drugiego dnia pobytu w Odessie
Michał nad plażą nudystów :P
widok z naszego kempingu
to samo
nasz namiot
namiot i czorne more
ścianka wspinaczkowa (kemping należał do klubu alpinistycznego)
no i widok z namiotu na Morze Czarne (a morze jak to morze... ;))
Morze Czarne nocą...
.. widok z restauracji, do której wybraliśmy się na obiad.. a że daleko nam się nie chciało iść to oczywiście słono za to zapłaciliśmy.. aż wstyd się przyznać :D
Pudzian nawet tutaj ;)
piwko ukraińskie
burza na morzu..
... niestety zbliża się w naszym kierunku (akurat w dniu, gdy robiłam pranie! :P)
Zatoka, a po lewej Liman Dniestru
po prawej Morze Czarne
Liman Dniestru, droga, tory, plaża i Morze Czarne
pijemy wytrawne winko prosto z winnicy :)
pokój z widokiem na morze :)
w oddali most łączący dwie części Zatoki ... między Dniestrem, a Morzem Czarnym
Ukraińskie PZU
Białogród Nad Dniestrem
...bo nie wiadomo, że coca- cola jest bezalkoholowa ;)
trochę wiało...
kwas chlebowy
Michał pogardził kwasem i wybrał piwo
znowu zamiast kawałka ziemi na podwórku pod namiot dostajemy pokój plus żarcie
strasznaja żarka... nie da się jechać... odpoczynek...
rowerek też odpoczywa
próbujemy jechać...
tatuaż motywacyjny :)
kolejny odpoczynek... temperatury w cieniu- ponad 40 stopni... wiatr zamiast chłodzić grzeje...
po zachodzie słońca docieramy do Mołdawii i robijamy się zaraz za granicą, przy polu winogron :)
billboard wyborczy
opona :P
opona po raz drugi :P
Mołdawia i te kochane górki, które niestety trudno uchwycić na zdjęciu :)
i góreczki... :) w Mołdawii nie istnieje coś takiego jak płaski teren :)
coraz bliżej granicy z Rumunią...
tory, a za torami Prut, a za Prutem Rumunia :)
tory poszły dolinką, a my znów się wspinamy