Ośrodek Rekolekcyjny świętego ojca Pio w Skomielnej Czarnej. W tym budynku jadaliśmy.
A tutaj mieszkaliśmy.
Kościół w Skomielnej Czarnej.
Skomielnański kościół od strony ulicy.
29.12.2009. Pierwszy dzień wypraw górskich. Ruszamy spod stóp Śnieżnicy w Kasinie Wielkiej, zostawiamy narciarzy na stoku i ruszamy w kierunku Lubomira - najwyższego szczytu Beskidu Makowskiego.
Ale zanim dotrzemy na Lubomir, czeka nas jeszcze przejście przez kilka innych mniejszych górek: Dzielec i Wierzbanowska Góra.
Nie pamiętam co to za góra, ale gdzieś po drodze.
Schodząc z Dzielca i przecinając drogę na przełęczy, okazuje się że nadal jesteśmy w Kasinie Wielkiej.
Pogoda tego dnia była przepiękna.
Słońce, czyste błękitne niebo, współgrające ze śniegiem...
powodowały, że roztaczające się dookoła widoki były naprawdę wspaniałe.
#samoblip w czasie postoju
Na szlaku
Kolejne śnieżne widoczki
Słońce świeciło pięknie.
W dole Kasina Wielka, a w tle Śnieżnica wraz ze stokiem, przy którym zostawiliśmy narciarzy,
A oto nasza grupa, która wybrała się na trudniejszą trasę.
Samotna leśna chatka, w śnieżnym krajobrazie.
W stronę Śnieżnicy i Beskidu Wyspowego.
A co tutaj opuszczona przyczepa kempingowa robi?
Wewnątrz schroniska na Kudłaczu
Chwila odpoczynku w schronisku na Kudłaczu, już podczas zejścia z Lubomira w kierunku Pcimia.
Żegnamy schronisko.
Jeszcze przy schronisku kot zaczął się do mnie łasić ;)
i obcierać o mnie.
pokakota
Zejście z Lubomira. Była bardzo dobra widoczność
więc bez problemu można było dojrzeć szczyty Tatr, odległych z tego miejsca o 50 km.
Na tle odległych Tatr.
I wchodzimy do zabudowań Pcimia.
Piękny bezchmurny dzień żegnał nas pięknym zachodem Słońca, ponad górami.
Zachód Słońca nad górami.
A jak już było ciemno, to drogę pięknie oświetlał nam księżyc, prawie w pełni.
Spotkaliśmy też zagrodę z konikami.
A Słońce coraz niżej.
i niżej...
i już prawie zniknęło za górami.
Drogą, którą schodzimy do Pcimia.
Ciekawe mają nazwy osiedli w górach. Tutaj osiedle Dupaki, należące do Pcimia.
Dzień drugi. 30.12.2009. Ruszyliśmy spod stoku w Myślenicach gdzie zostawiliśmy narciarzy i podążamy w kierunku czerwonego szlaku.
A ze nie chciało nam się iść do centrum Myślenic, tam gdzie się szlak zaczyna,
znaleźliśmy dobry skrót omijający centrum miasta
i weszliśmy na szlak, pozostawiając w dole miasto Myślenice.
Widok na Myślenice.
Tego dnia było już nieco mniej śniegu i było czuć, że powoli odwilż nadchodzi. Nie było też takiego pięknego słońca jak dzień wcześniej.
Wchodząc na Groń.
Szczyt Groni. Miejsce połączenia się szlaków zielonego, żółtego i czarnego. My schodzimy dalej zielonym. Do Skomielnej Czarnej.
Na postoju nudziło nam się, więc ulepiliśmy bałwana.
Trochę za dużo liści w tym bałwanku się znalazło. Szkoda tylko że nie mieliśmy marchewki na nos ;P
Schodząc zielonym szlakiem. Na lewo - tereny w pobliżu Fuckowej Góry.
To samo, tylko ze mną na pierwszym planie :P
Dziwne góralskie nazwy, odsłona kolejna. Tym razem uwieczniłem Dziubras Gorny i Kostruchy, części miejscowości Tokarnia.
Przy tych góralskich domach drewno jest wszędzie tak równo poukładane. Byłem naprawdę pod wrażeniem ;)
Dzień trzeci. Sylwestrowa wyprawa, krótsza niż zwykle, bo trzeba było wcześniej dziś wrócić :] Skomielna Czarna skąpana w chmurach.
Sylwestrowa wycieczka była wyprawą na szlakach dookoła Skomielnej Czarnej.
A na tej trudnej trasie było nas tylko trzy osoby.
Ja, wyłaniający się z "mlecznego" krajobrazu.
Przełamane drzewo.
Gdzieś za Stołową Górą
Kapliczka partyzancka.
Tablica pamiątkowa przy kapliczce.
W oknie kapliczki partyzanckiej.
Autoportret na trasie
Schodzimy na dół, w kierunku szosy
A potem będziemy się znów wspinać.
I wspinamy się ponownie. W dole stoją niskie chmury i dodają uroku widokom.
Teraz kierujemy się w stronę Koskowej Góry.
Odwilż coraz bardziej widoczna.
Stamtąd przyszliśmy.
Chwila postoju na herbatkę.
Już schodząc. Kościół w Bogdanówce.
Wchodzimy do Skomielnej Czarnej.
Kościół w Skomielnej.
Nasza jadalnia przystrojona na bal sylwestrowy.
Sala, od drugiej strony.
A to nasz DJ, Joachim.
Podczas zabawy.
Coś się ludzi przerzedziło w pewnym momencie. Wtedy była chyba przerwa na ciepły posiłek.
Tuż po północy, witając Nowy Rok. Szampan w plastikowych kubeczkach ;)
O 4 impreza się skończyła i trzeba było posprzątać. ławki i stoły ponosić.
I salę posprzątać.
Z cyklu dziwnych nazw góralskich. Osiedle Fucki w Skomielnej Czarnej.
Dzień czwarty. Nowy Rok. Dzisiaj spacerek tylko na pobliską Drogę Krzyżową. Oprócz stacji Drogi było jeszcze mnóstwo dodatkowych kapliczek.
Ale śnieg stopniał niemal całkowicie i wędrowaliśmy w okropnym błocie.
Kapliczka kolejna.
Nasz obłocony szlak.
Pamiętaj! :)
Widok na położoną u podnóża Drogi Krzyżowej Tokarnię.
I tutaj także niskie chmury zalewają doliny.
Kapliczka z zewnątrz.
i z wewnątrz.
Kapliczka pamięci matek polskich.
Tak wyglądały stacje drogi krzyżowej.
Kapliczka przy końcu drogi krzyżowej. Wersji ze zdrajcami jeszcze nie słyszałem.
Samotna latarnia. Szkoda tylko że śnieg stopniał, bo wyglądałoby niczym w "Opowieściach z Narnii".
:)
Przy dzwonie, na koniec Drogi Krzyżowej.
Chcąc dojść z powrotem do szlaku, spotkaliśmy górala, który patrolował swoje pole na quadzie. Miłą pogawędkę sobie z nim ucięliśmy.
Kolejna ciekawa góralska nazwa. Z tych nazw osiedli można by zrobić naprawdę pokaźny zbiór bardzo dziwnych nazw.
"Domek z piernika" w Skomielnej Czarnej. Piękna iluminacja świetlna , pięknie prezentująca się z daleka.
Choinki przy oświetlonym domku.
Szopka.
Przy szopce.
A to gadający bałwan (ten po prawej :P )
Wewnątrz zagrody. Wszędzie światła.
Ja wśród świateł.
Najlepiej widoczna część zagrody, a więc domek. A obok niego szopka.
Ponowny widok na "domek z piernika" i całą zagrodę.
Gry w kawiarence
Nocne śpiewanie w kawiarence.
Śpiewaliśmy chyba do trzeciej w nocy.
Dzień piąty. 2.01.2010. Wyjazd do Nowego Targu i wyprawa na Turbacz. A tutaj rynek w Nowym Targu. Ostatni raz go widziałem go jak byłem tu na kolonii w 1996 roku.
Kot w drodze na Turbacz.
Rudzielec nie mógł ustać w miejscu bym mógł mu zrobić zdjęcie.
Chyba mnie polubił :P
Przeszkoda terenowa. Wchodzimy z terenów zabudowanych w las.
Szlak na Turbacz. Na początku tylko troszeczkę śniegu.
A później im wyżej tym jeszcze więcej...
i więcej. Co chwile przy szlaku mnóstwo góralskich chatek.
Nasza grupa podążająca na Turbacz.
Podczas postoju.
Świerki pięknie obłożone śniegiem.
Im bliżej szczytu, tym zima była bardziej widoczna.
Trochę co prawda mróz ścisnął i trochę zaczęło wiać...
ale było naprawdę ślicznie i bajkowo.
Turbacz nas zaskoczył piękną zimą.
Schronisko na Turbaczu.
Godzinny odpoczynek w Schronisku.
Przy frytkach, zapiekankach, zupkach...
a także herbacie, piwie i grzańcu.
Może panoramy pobliskich gór nie było widać, ale piękna zima z pewnością to zrekompensowała.
No to wracamy, ale tym razem żółtym szlakiem.
Śnieżnie na Turbaczu.
Kaplica papieska na Turbaczu.
Biała choinka.
Dzień wyjazdu. 3.01.2010. Idąc do autokaru.
Autokar już stoi.
Ostatnie zdjęcia w Skomielnej.
i zaraz wyjeżdżamy.