Flytoget. Pociagiem na lotnisko.
Kawka przed wylotem do Bodo.
i to kawka w milym towarzystwie :)
Widok z samlotu. Wybrzeze Norwegii tuz przed ladowaniem w Bodo.
Podchodzimy do ladowania w Bodo.
Piekny krajobraz, juz za kolem podbiegunowym.
Przed lotniskiem w Bodo. Aparaty na niezbyt stabilnym kamieniu i samowyzwalacze poszly w ruch.
Oj, cos za wczesnie pstryknelo.
W drodze z lotniska na prom. Pierwsza sesja zdjeciowa na tle skandynawskich domkow.
Jak wszyscy chca zdjecia, to ja tez :)
Juz koniec sesji?
Nie, jeszcze jedna fotka.
i ruszamy dalej, w kierunku promu.
Caly czas prosto i dojdziemy do morza. Tak przynajmniej mapa pokazywala :)
Widac wode.
i port w Bodo.
a takze mariny zeglarskiej mozna sie tu dopatrzec.
Przyjemne, nieduze miasteczko Bodo.
Ja, woda, maszty zaglowek i gora w tle.
Mikolaj, Daga i ja. Zimno sie zrobilo, wiec wszyscy w czapkach obowiazkowo.
Nawet tutaj, daleko za kolem podbiegunowym, maja Ernst&Young. Oni to nawet na biegun by dotarli :P
Czas posilic sie przed rejsem.
mniam :P
Na statku M/S Lofoten, relacji Bodo-Stamsund.
Norweskie wybrzeze widziane ze statku.
To cala Norwegia: gory wyrastajace z morza. Ale to dopiero poczatek :)
Paulina, morze i gory.
Bardzo gustowny domek, na malej wysepce, wysoko na skale.
A tym razem ja, morze i gory.
Oddalamy sie od stalego ladu.
A tu juz widac cel naszego rejsu: Lofoty na lewej burcie.
A tutaj Lofoty na prawej burcie.
Na miejscu. Schronisko w Stamsund.
Poranny widok z okna naszego pokoju.
Nasz pokoik.
Kolacja w stylowej kuchni.
Kolacja. Ja juz sie chyba najadlem.
Przed schroniskiem. W pieknym otoczeniu mieszkalismy.
gory wokolo
i nad mala zatoczka, ktora jest idealna przystania dla malych lodzi rybackich.
Nasze schronisko.
Widok na kolorowe Stamsund.
Stamsund. Stojac na przystanku, czekajac na autobus.
Nasze miejsce zamieszkania, widziane z pewnej odleglosci.
Autobusem do Leknes.
Widoki zza okna autobusu.
Gory i tecza.
Leknes. W tym budynku jest wypozyczalnia samochodow.
Leknes. Centrum.
Hyuandai Getz. Nasz wypozyczony samochod. Kazdy chcial miec z nim zjecie :) Paulina,
ja,
Daga
i Mikolaj
Pierwsze widoczki z samochodu.
Droga E10, biegnaca przez cale Lofot. Obieramy kierunek na Zachod, ku krancowi Lofotow.
Pierwszy przystanek. Wyspa Flakstadoy.
Tu nawet trawa na dachach rosnie.
Nasze autko :)
Lofocki mistrz kierownicy ;)
Owiec tam pelno
Plaza, krystalicznie ciepla woda. Brakuje tylko Slonca i zeby bylo troche cieplej.
O, ktos mi zdjecie robi :)
No to trzeba sie jakos ustawic...
i ladna poze przybrac. A z tylu szukaja muszelek.
Szukaja i szukaja :)
Znalazlem :) Ladne, co nie? ;)
Nowa konkurencja: rzut muszelka.
Ja, Mikolaj i muszelki z wyspy Flakstadoy w rece.
No to wracamy do samochodu.
W kierunku na Nusfjord.
Kierowca i gory,
O, juz widac Nusfjord. I jakis duzy kamyk posrodku.
Widok na Nusfjord z charakterystcznymi domkami robuer.
Niezle zadupie. Ani zywej duszy poza sezonem. A jedyne co bylo otwarte to WC.
Schodzimy z parkingu, ktory byl troche pod gorke.
Nusfjord.
Wioska z domkami rorbu. W zime mieszkaja tu rybacy, w lato turysci. A my bylismy na jesieni, czyli nikogo tam nie bylo.
Na tych “grzedach” suszy sie dorsze.
Ja, rorbuer i motorowka.
Prawa sciana Nusfjordu.
Lewa sciana Nusfjordu.
i widok na pelne morze, ze mna po drodze.
I jeszcze raz widok na wioske, tym razem z innej strony.
Kolejny przystanek.
Budka dla turystow.
Wszedzie gory i morze. Jeszcze na Flakstadoy.
A Daga wcina jeszcze drugie sniadanie :P
Nieco kamienista ta plaza.
Moskenes. Niby przedstawiaja te miescine jako glowny port na wyspie. Ale ani zywego ducha tam nie bylo. A Cafe akurat w poniedzialki zamknieta...
A i Lofoten. Tunel i parking, na ktorym konczy sie droga E10.
Wyzej wspomniany parking, patrzac w druga strone, ku koncu Lofotow.
Gdyby bylo cieplej, to na te wysepke bym sobie poszedl.
Troche dalej za parkingiem, juz bez zadnej drogi. A i sciezka sie tez po jakims czasie konczy.
Tu trzeba bylo uwazac, bo slisko bylo.
Morze Norweskie, na skraju Lofotow.
Tajemnicza tablica na wyspie.
Norweskomorska woda i lofockie wybrzeze.
Ooo, sklep - kawalek cywilizacji. W Reine, na Moskenesoya.
Oto nasz obiad w Reine.
Ale lepszy rydz niz nic :)
Kolejny postoj. Gdzies pomiedzy Moskenesoya i Flakstadoya.
Piekny “nasz” wypozyczony Hyundai Getz :)
Tam daleko mnie widac. Trzeba tylko wzrok wytezyc. (A myslalem ze bedzie z zoomem ;) ).
Kolejna oznaka cywilizacji. Supermarket Bunnpris w Ramberg.
Wieczorny wypad do Leknes. Pizzeria, jedyne czynne miejsce o godzinie 20...
Swieczka
Dobra, tylko troche droga...
No to zrzuta na pizze.
Kluczyki od naszego “lofockiego ferrari”.
Wycieczki dzien drugi. Rozpoczal sie od pieknej teczy.
W prawo, na Svolvaer.
Historyczna chwila: najbardziej na polnoc wysuniete miejsce w ktorym bylem.
Samotna gora
Teraz jeszcze ze mna i z woda
i jeszcze beze mnie
Slonce powoli rozjasnia gory
Mostem na kolejna wyspe.
Coraz wiecej pieknych widokow sie zaczelo pojawiac, wiec musielismy sie zatrzymac
i porobic zdjecia
Slonce wychodzilo
i robilo sie coraz piekniej
No, tutaj slonce sie chyba na chwile schowalo
Jarzebina, juz bez lisci.
i znowu most
Podobaja mi sie te lofockie mosty: wysokie, dlugie, waskie i widac z daleka.
Erasmusowa trojka na Lofotach: od prawej Paulina, Daga, ja.
Trzeba znalezc jakies punkty odniesienia na mapie.
O, to jest ta gora.
Oryginalna poza.
Szerokie usmiechy.
Vestvagoya z daleka
Przestrzen pomiedzy dwoma wyspami wraz z mostem.
Ci to ciekawie mieszkaja: u stop gory, nad samym morzem.
Troche falista droga.
Lazurowa przezroczysta woda. Jak w tropikach.
No to wracamy do samochodu
Za drzewami
Czas na drugie sniadanie.
Kolejny postoj
Sesje zdjeciowa czas zaczac. Najpierw Mikolaj.
Potem ja.
Widok na poludniowy kraniec zachodniej czesci archipelagu Lofotow.
Kolor wody piekny, tylko plaza troche kamienista.
Widok na sasiednia wyspe. I chmury znowu niziutko, jak o w Norwegii.
O, patrzcie, to jest Gimsoya, to Vestvagoya a to jeszcze jakas inna oya.
Na pomoscie.
Biale balwany, na niebieskiej wodzie.
Co wszyscy tak biegna do tego samochodu? Nawet filmu spokojnie nie mozna nakrecic.
W drodze do Henningsvaer.
Wjazd do “Wenecji Lofotow”
Henningsvaer, “lofocka wenecja”. przynajmniej tu jacys ludzie byli.
Ten kanal dzieli wioske na dwie czesci.
Lofocki kot. Futro ma grube, co by mu w noc polarna zimno nie bylo.
Ladne otoczenie maja w tym Henningsvaer.
Pod jakas kawiarnia, ktora tradycyjnie, jak zdazylismy sie przyzwyczaic, jest nieczynna.
No to wyjezdzamy z tej ich Wenecji i jedziemy u glownej drodze.
Zakret w lewo.
Zakret w prawo.
Brama skalna.
Ach, wszedzie piekne widoki.
Svolvaer. Jakas cywilizacja. Nordea Bank.
To w koncu najwieksze miasto na Lofotach, az 5 000 mieszkancow.
Na centralnym placu. Jakies owoce i kwiaty po lewej sprzedaja.
I jak zwykle na Lofotach, gory goruja.
Restauracja po lewej, piekarnia po prawej.
Kosciol nawet ladny maja.
Tutaj chcilismy cos zjesc. Ale niestety, tradycyjnie, zakmniete. Otwieraja o 18.00. Toz to skoro swit.
Ja, gora, 5 samochodow, 5 budynkow, 4 lampy i inne niezydentyfikowane objekty.
A oto nasz biad. Podgrzewana bulka z kurczakiem i warzywami za 56 koron.
Jesc czy nie jesc?
Mikolaj tez sie nad tym zastanawia.
A na deser: ciasto marchewkowe. Wczorajsze, dlatego za pol ceny. Chociaz 15 koron, to raczej nie mozna nazwac pol darmo.
Paulina i ja. Ujecie pierwsze.
Ujecie drugie.
No to wracamy. Austvagoya juz za nami.
A my jedziemy w glab Vestvagoy, ku naszemu Stamsund.
Jesienne krajobrazy zza szyby,
Jeden z wielu wodospadow, ktorych w Norwegii pelno.
Nie, jeszcze nie skrecamy. Prosto jedziemy.
Leknes. Po odwiezieniu samochodu.
Jeszcze tylko ostatnie spojrzenie na nasza kuchnie w Stamsund,
i zatoczke,
i na latarnie oraz wyjscie na pelne morze
Ostatni lofocki posilek.
Czekamy na Hurtigruten. Cos sie spoznia. Mial byc kilka minut temu.
Zdjecie z czerwonek walizki, dlatego z czerwona poswiata.
Wplywa M/S Nordstjernen.
Dworzec kolejowy w Bodo. Najdalej na polnoc wysunieta stacja kolejowa norweskich kolei.
Bodo by night. Spacer z portu na lotnisko o drugiej w nocy.
Bodo Lufthavn, Bodo Airport czyli Port Lotniczy Bodo
Ale niestety o tej porze byl zamkniety. Musielismy czekac do 3.30, az nas laskawie wpuscili.
A w miedzyczasie wymarzlismy i wygladalismy jak bezdomni :P
W koncu nas wpuscili. Ale i tak jeszcze 3 godziny czekania do samolotu do Oslo.