Witamy w Christchurch: lokalne Ogrody Botaniczne.
Nie wiemy na pewno, ale przypuszczamy że to nowozelandzkie choinki.
W katedrze na rynku - jest klimacik.
Bo specjalnie dla telewizji śpiewają dziś chłopaki.
Ćwiczą kolędy. Za cztery dni wigilia.
Z Christchurch przejechaliśmy 400 km do Dunedin. Dunedin i półwysep Otago to Prowansja półkuli południowej.
Tyle że z fokami.
Foka na lądzie...
... i foka w wodzie to dwie różne foki. Pod względem prędkości i swobody poruszania się.
Nikt się nie spieszy... Są wakacje.
A skoro są wakacje, to szukamy wakacyjnych książek. Antykwariat w Dunedin.
Zielone łąki Nowej Zelandii....
....ciche zatoki...
...i góry...
..."zwiedzała" z nami nasza 7.5-miesięczna córeczka. Po szczegóły będzie musiała zajrzeć do dziennika.
A ten widok bardzo nam przypomina Krym.
Ten - Chorwację...
...tyle że znowu z fokami. Których może nie widać, ale kręcą się wśród skał.
Jadąc dalej na południe zwiedzamy jaskinię, która jest dostępna tylko w czasie odpływu.
Na plaży łapie nas deszcz
Grześ wśród skamieniałych drzew. Skamieniałe drzewa mają 180 milionów lat. Wśród nich...
...spacerują sobie pingwiny.
Hello.
Pusto, pusto, pusto.
Tylko my. I przypadkowy fotograf.
Gdzie jedziemy dalej?
Na zachód! Do fiordów.
Po drodze widzimy mniej więcej dwa miliony owiec.
Ale ponieważ terenu jest dużo, zagęszczenie owiec na metr kwadratowy nie jest wysokie. To znaczy, że owce są "free range", ekologiczne.
Góry, rzeki, rzeki, góry.
W Wigilię spotkaliśmy się z Agatą i Kubą w mikroskopijnym miasteczku Te Anau, przy fiordach.
Kuba z Agatą mieli sporo do opowiadania.
Właśnie kończyli swoją 4-miesięczną podróży po Azji, Australii i okolicach. Została im jeszcze Polinezja Francuska i Stany.
Jezioro Tekapo w Te Anau.
Pierwszego dnia świąt pojechaliśmy do Milford Sound, fiordu, który ogląda się z pokładu promu.
Zachodnia część Południowej Wyspy jest bardziej wilgotna, niż wschodnie wybrzeże.
Co widać po lokalnej faunie.
Do jednego wodospadu...
...podpłynęliśmy całkiem blisko.
Fiordy...
...i fiordy.
Foki śpiące na skałach wyglądają z daleka jak czarne polskie ślimaki, te bez skorup.
Po drodze z Milford Sound.
Pola łubinu.
Wezmę sobie jednego łubina.
A może dwa.
W drodze do Wanaki.
Nad jeziorem Wanaka. Sto procent wakacji.
Rowery wodne...
...i jachty.
- Dziewczynki, proszę na motorówkę. - Znowu? To już dziś piąty raz, tato...
Nad jeziorem Wanaka można czytać książki...
... wypatrywać węgorzy...
...albo pójść do lokalnego kina "Paradiso".
Poszliśmy na "Disgrace" Johna Malkovich'a. To był film z przerwą w środku. W czasie przerwy obsługa przykinowej kawiarni przynosiła przekąski, ciastka albo obiad, co kto sobie zamówił.
Pożegnanie z jeziorem Wanaka.
I trasa powrotna. Mlecznoniebieskie jeziora przy nowozelandzkich Alpach. To tu znajduje się Mount Cook, najwyższa góra NZ, 3754 mnpm.
Przypadkowo napotkana Nowozelandka.
- Zaczeka pan chwilkę, poprawię się.
- OK, już!
W drodze powrotnej do Christchurch. Miły akcent na zakończenie wakacji :)