Przygoda pierwsza: po przejsciu 1,5 km od domu ugasic lake.
Przygoda druga: podpuscic maszyniste, zeby zatrabil. Udalo sie.
Przygoda trzecia: wypic piwo i zjesc kiszke ziemniaczana w zajeździe leśnym.
A to? To taka afrykańska świnia...
Tu urywek z calego stada przygód, jedna po drugiej. Przedzieraliśmy się po bagnach, ląkach, rzekach i Bóg wie po czym jeszcze, żeby dotrzeć do miejsca obozowania.
Kilka razy byliśmo okolo 200 metrów od celu.
Tu widać, jak dzielny Pawel przekracza strumień.
U celu. Ognisko, kielba, alkohole różne, Bialorusinka, Meksykanin i wogóle;)
Poranek. Piękny. Nieprawdaż?
Pod takimi dębami spaliśmy.
Tuż za naszym namiotem bylo rozlewisko...
Ten, który tu rozpala ognisko, jeszcze 12 godzin temu potrafil mówić po angielsku. Ale teraz jest rano, to zupelnie co innego:D
Ciężki poranek. W roli glównej Piękny Pawel.
światlowestręt?
nic nie boli tak jak życie...
Bulka z maslem.
A to jest nasze śniadaniowe menu. Naprawdę smaczne.
drzemka po śniadaniu (nic nie boli tak jak życie)
W drodze powrotnej do Czarnej Bstockiej. Tuż u celu. Niedaleko jest woda i inne potrzebne...