Dzień po pomalowaniu kadłuba, wyruszyliśmy na poodbój północy
Stare auta mają to do siebie, że czasem trzeba się pod nimi położyć. Tu łatam wydech taśmą aluminiową.
Praca pod samochodem to okazja do relaksu a nawet drzemki...
na promie m/s "WaFel"
Każdy postój był okazją do odrywania taśm papierowych po malowaniu kadłuba
lejek do dieseli x (piła + powertape + drugi lejek) = lejek do benzyny
Kabanos przyjacielem podróży
ścianka wspinaczkowa na budynku - NIEZŁY JAZZ!
Postój na odpoczynek... dymiących hamulców
i widoczek przy tej okazji
Rano obudziły nas dzwonki na szyjach jakichś baranów...
The wizard of Oz
Lokalne promy, nawet w wąskich fiordach, nie są niestety tanie
most nad Lysefjordem
moment kulminacyjny!
Pierwsze, absolutnie dziewicze wodowanie łódki, pierwszy kontakt kadłuba z wodą...
moment uwolnienia kadłuba
moment powrotu "uwalniacza"
dalsza improwizacja...
udało się...
Pięknie? Owszem, na zdjęciu nie widać że przed chwilą 1,5 godziny lało i mamy wszystko mokre :-)
niezbędne haczyki skończyłem przykręcać do burt już po zmroku i w trakcie kolejnego deszczu
Fały sprowadzone do kokpitu :-)))
rejs w ciemno...
tent dawał ładne rozproszone światło aż do 9 - 10 wieczorem
przy pomoście zejście było dość niewygodne i łódka obijała się i brudziła o wielkie czarne opony
dlatego wybraliśmy namiot
Prywatna marina
Preikestolen - najbardziej oblegana skała w Norwegii
Lysefjord - z jego końca początkowo planowałem start rejsu
Podobno w Norwegii jest 14,7 mieszkańca na km2...
meszki, kur***
Na 2-gim refie... dziebko na szybkiego powiązanem
W tym ślicznym miejscu zatrzymaliśmy się na 2 dni
Na grillu... nie, niestety nie ryby... otóż ziemniaki!