Z Puno nie dojechałyśmy do Cuzco,no dobra,nie zatrzymałyśmy siętam na dłużej niż na śniadanie,bo ruszyłyśmy od razu autobusem do Calca,czyli do serca świętej doliny Inków. Tam zostałyśmy przyjęte bardzo cieło,domowo. Na zdjęciu: wieczorna kolacyjka w Urubamba (sąsiedniej miejscowości) z Eleną (po lewej) i Vanessą (po prawej)
A oto co składało sięna naszą kolacyjkę. Był to zestaw "słoneczny",specjalność zakładu: rocoto relleno (najbliżej nas) - nadziewana b.ostra papryczka,zapiekana w cieście, po przeciwległej stronie talerza, takie białe (nie, nie ser na środku przykrywający ziarna kukurydzy) to coś w rodzaju klusek owsianych, obok ziemniak i element sałatkowy :). No i kluczowe elementy: trzy rodzaje mięs; ten fragment nakładający siuę na kluski to nawet nie pamiętam co to było,może baraninia? najważniejsze jest to, co pod nim, czyli cuy :) ...no,świnka morska :) Pycha! Aha, talerz nie jest na osobę, jest to tzw. fuente, czyli półmisek z którego można się częstować,popularne w Peru,a jakie oszczędne!
Pisaq, ruiny osady służebnej pałacu Inków, który wznosi się powyżej. Dość wysokie Andy (tj.coś koło 3000 m.n.p.m.), cisza niepospolita, słońce i historia na wyciągnięcie ręki. Chyba wystarcza by zachęcić do wyprawy?
Oto pozostałości po uprawach stopniowych. Nad polami góruje wspomniany pałac Inków. Niepewne źródła doniosły,że w ten sposób pan nadzorował pracę chłopów, pewniejsze - że wcale to nie było konieczne,bo każdy pracował także dla własnej korzyści,natomiast wypracowana technika schodkowa dawała obfite plony
Wysoko ponad doliną, zasłuchani w śpiew andyjskich ptaków i wcale nie zdziwieni czcią harmonii,której ikoną jest Pachamama (Matka Ziemia). Sama miejscowość Pisaq daleko pod nami...
Zyciodajna woda płynąca tu od wieków. To samo źródło,które poiło w dawnych wiekach utrudzonych pasterzy i rolników imperium słońca...
"Tylko orły szybują nas granią..." Aga dobrze zapamiętała tę pieśń rozbrzmiewającą dawno na polach lednickich, gdzie pierwszy raz otrzymywałyśmy nasze krzyże misyjne
Ale, prawdę rzekłszy... któż nie marzy w takim miejscu o wzniesieniu się wyżej i wyżej, o pełnym zasmakowaniu tych przestrzeni...
Brama wiodąca do pałacu. Robi się coraz cieplej :)
Dla takich momentów warto przebyć kilometry
Podobno w ten sposób można przejąć nieco energii, siły wiecznych kamieni
może i warto spróbować...
Na pewno otrzymuje się wytchnienie od wolgotnych kamieni nagrzewanych przez słońce, a napojonych dźwiękiem ciszy i odległych nawoływań górskich zwierząt
Ollantaytambo, kolejne miejsce pamiętające najwybitniejsze postaci świata Inków, miejsce w którym dzieje się akcja jednego z dramatów hiszpańskiego Złotego Wieku, ale na pewno miejsce samo pełne złota - błyszczących w słońcu skał. Na zboczu tej góry widzimy spichrze,nieco przypominające schodkowe zwieńczenia średniowiecznych zamków
A to widok na drugą stronę ruin zamku Ollantaya: zielona szachownica pól między potęgą gór
Części warowne zamku wbudowane w skałę
Na samym szczycie ruin... no,prawie :) Ale i tak żaden z wielu turystów kręcących się po ruinach nie doszedł po schodach do samej góry. Poza nami oczywiście, co dało nam możliwość indywidualnego podziwiania cudów natury i kultury
Te mury widziały dużo. Może czasem dobrze jest nie wiedzieć,a wyobrażać sobie gdzie mogło być jakie pomieszczenie. Dokonałyśmy własnego rozplanowania komnat pałacowych :)
Kiedyś pewnie biesiadowano inaczej, ale promienie zimowego słońca mi do szczęścia wystarczą
Ruszyłyśmy skalną ścieżką do pewnej... inkaskiej chatki. tak przynajmniej wygląda dla laików. Po drodze widzimy ruiny w całej okazałości, łacznie ze schodami, które do nich prowadzą
Te ruiny pozostały bez dachu. Niby domostwo, a jednak...
Okazuje się, że nasze myślenie jest zbyt jeszcze ugłaskane. To święte łaźnie, wzniesione tak, by odpowiedniego dnia o odpowiedniej godzinie wpadały do środka promienie słońca użyczając swojej boskiej energii. Jeszcze takie zobaczymy
Schodzimy w innym miejscu, ponownie ciesząc się możliwością samotnego odkrywania, z dala od wielkich grup turystów. Obawiam się,że mogą oni utracić wiele z milczącego uroku tego miejsca
hmm... Spiderman to chyba inna bajka... ale zdeterminowany prekolumbijski włamywacz... ;)
U stóp ruin spotykamy inną niespodziankę w postaci tej przesympatycznej rodzinki. Oczywiście stroje sa ręczną robotą mamy, która wyjaśniła nam technikę przędzenia. Nie wiem,czy bym się tak szybko nauczyła
...Ale cytrynowe cukierki, których zapas w torbie Agi wydaje się nie wyczerpywać, to coś, co wszędzie utoruje drogę do ludzkich serc ;)
Mały,a jakże uroczy ryneczek w Ollantaytambo. Życie w cieniu And. Warto dodać, że jeszcze tu wrócimy, no przejazdem, udając się na kolej do...
...do czego,to jeszcze za jakiś czas, póki co dojechałyśmy do Moray. Obiekt robi wrażenie tajemniczego obiektu sakralnego albo,jak nam się z kolei wydawało, areny teatralnej, ale okazał się... eksperymentem rolniczym. Tak właśnie poszukiwano najlepszych warunków do uprawy poszczególnych gatunków roślin
Opodal pasła się alpaka. Od razu odwołuję do albumu z Arequipy,żeby obejrzeć sobie lamę i porównać,że to nie to samo. Wełna też się różni ;)
...A zwierzątko okazało sie przeurocze,chociaż,rzecz jasna,trochę się bało
Urubamba, poza restauracyjkami ze smacznym jadłem, ma inne tajemnice
Wraz z Eleną i Vanessą sprawdzałyśmy, czy promieniowanie z okna świętej łaźni spłynie i na nas
Może i coś z tego wyszło, ale jak nie dziś, to jutro, bo wielka przygoda przed nami...
Mur twierdzy Inków. Powinnam jeszcze dodać, że słynny szlak Camino Inca, który wcale nie jest jednym,a siecią szlaków, przechodzi też przez tę miejscowość. Może kiedyś uda mi się przejść ten trakt
Dwa woły, umieszczane tradycyjnie na dachach domów, oznaczać mają pracę mężczyzn, którzy własnymi rękoma wznoszą domy dla swoich rodzin.
Różne można mieć zwierzątka domowe, a co!
Calca. I wszystko jasne. Biała kapliczka na tle wysokiej góry, zza której jeszcze nie wzeszło słońce.
...Bo o tak wczesnej porze wyruszał z Ollantaytambo nasz pociąg do... no,może do nieba,jeśli niebem jest spełnienie dziecięcych marzeń. ale pociąg nie przypominał tego z marzeń. Na zewnątrz kilka stopni poniżej zera,a wewnątrz niewiele więcej.taki osobowy bez ogrzewania.
Machu Picchu. Choćby życie,żeby raz tu stanąć!
Kto by pomyślał... Nie, zdecydowanie nie warto rezygnować z marzeń,szczególnie tych największych.
A oto i pasterze wyprowadzili swoje stadka. Są i lamy, i alpaki. Do wyboru do koloru.
A to nie jest fotomontaż, tylko własnoręcznie wykonane zdjęcie :)
jakieś podchody...
Pewne zwierzę, kolor: bordo, gryzło trawę kręcąc mordą... :)
Aż dech zapiera
Jeszcze na górach, mamy dużo czasu, bo aż trzy godziny
"Pielgrzym"
A może i tutaj pomarzyć... tylko o czym... Niech to pozostanie tajemnicą
Halo, kto mnie rozbudza, jestem Duchem Historii wyłaniającym się czasem tuż obok ciebie żeby przypomnieć o wartości tego,co minęło :)
"W poszukiwaniu zaginionego mostu" ...po drodze można podziwiać inne cuda
szczególnie jeżeli szlakiem rusza się znów tylko w parze
Mostu nie znalazłyśmy, ale czyż to nie pięknie jak dawne miesto wyłania się spośród krzewów?
Jaskółka?
Pierwsze zabudowania miejskie, jeszcze na wzgórzach.
Tak, tym widokiem należy się cieszyć jak najdłużej, najlepiej wspólnie
"I my w tym miejscu byłyśmy i..."i już samo to jest cudem
Podobnie jak nieruszone prawie miasto, dotknięte jedynie zębem czasu, domy jak stały tak stoją
Każda budowla niesie ze sobą własną historię i własne tajemnice
Głowna brama do miasta. "Gościu, wejdź, a odpocznij sobie..."
...którą przekroczyłyśmy niemal z nabożeństwem
Sporo zostawiłyśmy w górze
Zapuściłyśmy się w wąskie uliczki...
...bezczelnie zaglądając do prywatnych domów
Jedno spojrzenie przez okno wystarczy,by zrozumieć czemu dawni mieszkańcy uznawali świat za pełen sacrum
Znane już schodki czyli dlaczego konie przy uprawach inkaskich to kiepski pomysł ;)
Zieleń miejska nie powinna protestować :) A należy wspomnieć, że mimo iż są to tereny górskie, Machu Picchu zalicza się już do klimatu dżungli
jeszcze schodzimy...
hehe, i wchodzimy. Ludzie z równin dostaliby zadyszki
Ale nie my! Choć imponujące przepaście zapierają dech... z zachwytu ma się rozumieć!
A to spojrzenie na miasto z zupełnie innej perspektywy... Gdyby ktoś pamiętał tę górę, która wznosi się nad miastem... Nazywa się Waynapicchu - Młode Wzgórze, w przeciwieństwie do Machu Picchu - Stare Wzgórze.
...To właśnie tam się wskrobałyśmy. Teraz nadszedł czas na reklamę wody (niegazowanej, marki Cielo, czyli niebo - rzeczywiście po wspinaczce ma niebiańskie właściwiści :))
Czas schodzić, bo trzeba wyjaśnić od razu, że miałyśmy 1,5 godziny do końca naszego czasu tutaj jak wpadłyśmy na pomysł zdobycia szczytu
Jeszcze ostatni rzut oka na miasto z tej perspektywy... Nie wiem, czy zwróciliście uwagę, ale kształt nie jest przypadkowy. To głowa Inki.
I schodzimy. Linki i barierki to świetny wynalazek.
I juz z powrotem przy wejściu na szlak. Tu wyjaśnię coś. na znaku jest napisane, że wejście na Waynapicchu zajmuje godzinę... My weszłyśmy w pół a zeszłyśmy w 20 minut :) co znaczy dobra kondycja i motywacja :)
A to święty kamień Inków. Tuż przy wejściu na szlak
Dobrze,że miałyśmy trochę czasu na dojście do wyjścia, bo okazało się to niełatwe. Można zabłądzić podobnie jak w każdym większym mieście. Dobrze,że tu nie ma znaków "zakaz skrętu w lewo" :) Tu:ostatnia prosta do wyjścia
Na stacji w Aguas Calientes, już nawet po obiadku. Oglądamy sobie pociąg, który przebywa trasę Cuzco-Aguas Calientes. jest komfortowy i kosztuje jeszcze więcej niż ten nasz
Po drodze
i szczyty górskie
Z powrotem w Ollantaytambo, tym razem słonko świeci pięknie
A bardziej niż zmęczenie na twarzach maluje się radość
Oby jeszcze kiedyś móc tam trafć!