Chivay, niewielkie pueblo między Arequipą a kanionem Coclca. Jest 5.00 rano, dotarliśmy wieczorem poprzedniego dnia i od razu wybraliśmy się do wód termicznych :) To było coś, na zewnątrz -10 stopni, w wodzie coś koło 38 :) Póki co jest ranek i temperatura raczej ta zewnętrzna. Tęskni się za naszym pustynnym ciepełkiem
Za to po drodze widzimy jak wstaje świt na andyjskich szczytach
Most Inków, jak widać w dużej mierze wyryty w skale
Jedno z kilku małych pueblos leżących na trasie do punktu widokowego kondorów. Uroczy kościółek z czasów kolonialnych. Oczywiście, zgodnie z moim "szczęściem", w remoncie
Każdego dnia o świcie dzieci tańczą na głównym placu
Robi wrażenie: cisza, wysokogórskie ostre powietrze, pierwsze promienie słońca. I taniec.
Inne pueblo. Już z daleka bieli się kościół będący sercem miejscowości
Mijamy wiele punktów widokowych. Póki co bez kurtki ani rusz (a pod spodem dwa swetry)
Dolina naznaczona oczywiście obecnością Inków. Te półki na zboczach gór po lewej stronie to jeszcze inkaskie, pod uprawy lub dla gońców-listonoszy "chasqi", którzy tak biegali przez tysiące kilometrów
Punkt widokowy kondorów. W zasadzie chyba jedyny taki rezerwat na świecie. Podobno można czekać cały dzień i nic nie zobaczyć.. hmm... poczekamy, zobaczymy ;)
Andy już same w sobie zapierają dech w piersiach... I to nie tylko dlatego, że jesteśmy na ok. 4000 m.n.p.m. (!)
No, kondory, wyłazić... yyy...no... wylatywać :P
jest nad czym poszybować!
Pan Enrique i Agnieszka
to i ja chcę :)
Ptasie klimaty sie udzielają :)
no i JEEEEEST!!!
I jeszcze jeden. Naprawdę, latały nawet trójkami, a my czekaliśmy jakieś może pół godziny. Się ma wtyki :)
Tu można już koło godzin południowych podziwiać trasy inkaskich rekordzistów na długie dystansy :) Ja to nie mogę wyjść z podziwu. A i zestaw kolorów wart zawieszenia oka
jak widać wierzchnia warstwa już została w samochodzie
...A po powrocie do Chivay... taaa... trudno tam nie wracać :P
To znaczy do basenów z gorących źródeł. Wszyscy sobie siedzą, napoje chłodzące popijają i tylko jedna taka śmiga z końca w koniec :)
A nad nami wyrastają góry. Coś jedynego w swoim rodzaju!
Tak tam pięknie!
No proszę jaka ładna nazwa ulicy ;)
Trzymamy za Was kciuki,żebyście też tu dotarli!
Agnieszka i jej umiłowanie przestrzeni... Dla ciekawostki: 4910 m.n.p.m. (!) Poprzednio byliśmy tu nocą, nieba tak usianego gwiazdami jeszcze nigdy wcześniej nie widziałam i pewnie długo nie zobaczę. Jak na wyciągnięcie ręki...
hehe, trzeba wznieść stożek z co najmniej pięciu kamieni, żeby pobierał energię z natury :P
Ile ich tu stoi! To po drodze z Chivay do skrzyżowania z którego odbijemy na Puno. Tam jest takie miejsce położone mniej więcej w jednakowej odległości od 7 wulkanów!
ksiądz: "I co? czujecie energie na was spływającą?", ja: "Tak, zimno mi w palce" :)
Się mu było zamarzło :)
w oczekiwaniu na najbliższy autobus do Puno
... który nam złapie pan policjant :) Żyć nie umierać ;)