Tak chcemy zaczac ten dzien naszego patrona. Klasami udajemy sie do koscola iii...
...heheheh, udajemy aniolki :)
Ale teraz to juz na serio wszyscy statraja sie wyciszyc. No, szczegolnie ze nauczyciele sluza przy oltarzu (inni sa odpowiedzialni za oprawe muzyczna... a jeszcze inni po prostu towarzysza)
Padre Pedro opowiada historie pewnego lobuziaka, ktory zostal swietym. Uszy do gory i sluchamy!
A potem... No, serwuj mocno!
Jeeeeee... Bedzie 1:0 !!! (czyli zawody w siatkowke)
Do odbioru... :) Wlasnie ze sie nie damy! Po warsztatach siatkowki mozemy pogadac z zoltodziobami ;)
A tu inna dyscyplina olimpijska. Rzecz jasna cieszaca sie najwiekszym zainteresowaniem. Trzy boiska i trzy kategorie wiekowe. No i sedziowie, ktorzy... no... Raczej sie nie nudza.
O wlasnie graja nasi "mayores". Z poswieceniem, panowie, z poswieceniem!
"Ja juz wygralem, a wy?"
Koszykarze wola zaprezentowac sie w calej swej okazalosci. Wszyscy. No... Prawie wszyscy. Ten aparat nie jest AZ TAK szerokokatny ;) zreszta niektorzy zawsze gdzies sie rozbiegna (na przyklad kibicowac siatkarkom...)
"A wlasnie,ze my pierwsi napelnimy butelke woda!" Ta gra sie nazywa ¨Pijana gasienica" :)
"podaj mi, podaj wody szklanke"
Oj, nie powiodlo sie, nie powiodlo... Chyba nie wiedzial jakiejs waznej daty z zycia Jana Bosco. Oberwal bit smietana :)
...Slodka porazka ;)
a tu juz przygotowania do wyscigu
zbija-nie zbija, zbija-nie zbija... Jeszcze jedna puszka, prosze!
No no no, a mowi sie, ze dwie nogi to za malo. To sprobujcie pobiec w trzy...
Zlow sobie... Gitare???
Po pysznej zabawie czas na pyszny poczestunek
O wlasnie. jak swietowac to na calego!
Aco to? Slodkie prezenciki. Papa Pedro zawsze cos wymysli.
I tak sie nie zaslonisz paczka M&M :) I tak widac, Angie, twoje sliczne oczka ;)
A to juz w ogrodku przed domem. Klerycy wentyluja grill.
Ej, no! Lepiej bys mnie zmienila przy pokrywce!
Ale udalo sie na czas :) Tutaj stol... Hmm... ten wazniejszy. Od lewej: siostra Maritza, brat Agustín, padre... ups! nie pamietam... W kazdym razie gosc. Sie dzialo!
A tu stol mniej oficjalny, za to bardziej rozrywkowy. Szczegolnie jak mozna krecic jak na karuzeli duza butelka Inca Koli. A ten ciemny napoj tuz przede mna, w szklanym dzbanku, to moj przysmak: chicha morada, napoj z ciemnej kukurydzy z dodatkiem ananasa, cytryny i cynamonu. Tutaj wyparl z listy przebojow sok pomaranczowy (kto mnie zna, wie jakie to ma znaczenie ;))
Przeskakujemy o ladnych kilka godzin i podazamy ulicami Piura w procesji w ramach oficjalnych uroczystosci swieta sw.Jana Bosco. Przygotowania trwaly juz od trzech tygodni. Srednio co tydzien wybieralam sie z Martínem jako delegacja z Bosconii w celu omowienia szczegolow. No i naprawde bylo swiatecznie
To nasza czesc. Kazde dzielo salezjanskie mialo zaprezentowac...cos. Jako przedstawiciele Bosconii zaproponowalismy pantomime o tytule "Pomnik czlowieka doskonalego" Tutaj: horyzontalnie glina, wertykalnie rzezbiarz :)
Glina... Jest materialem odpowiednim. Odpowiednio delikatnym, latwo sie krztaltujacym, ale i wytrzymalym.
Kazdy szczegol mial byc doskonaly
Silny, wzniosly, siegajacy zawsze wyzej... Jednak czegos brakowalo...
Rzezbiarz dzieli sie swoim zmartwieniem z przyjacielem-stolarzem. Okazuje sie, ze brakowalo naznaczenia ciezka i owocna praca...
Pojawily sie i dzieci, z ciekawoscia i wlasciwym sobie zdziwieniem obserwujac powstajacy pomnik...
No i to takze czesc ich radosci i spontanicznosci byla brakujacym elementem
A znieksztalcony przez czlowieka pijanego, pomnik otrzymal troche milosci matki
...Przez co i rzezbiarzowi-idealiscie zrobilo sie cieplej na sercu.
Na koniec, kiedy zadziwiony ciaglym brakiem w wykonczeniu dziela rzezbiarz spotkal pewnego ksiedza, okazalo sie, ze wcale nie potrzebuje czlowieka doskonalego...
...Lecz swietego, a wlasnie jego posag do zludzenia przypominal pewnego wielkiego swietego... ¡Que viva Don Bosco!
A tutaj? Tutaj sami salezjanie przypominaja sobie to, co maja za niedlugo zaprezentowac ;) Heh, hermano Miguel moze pochwalic sie swoim dyktafonem.
Hermano Samuel sie juz chyba troche zapedzil...
Ale wszystkim sie udziela klimat przygotowan...
A tymczasem moga sporo stracic. Oto byli uczniowie szkoly salezjanskiej (obecnie katecheci Bosconii ;)) wykonuja taniec, no, mial byc tradycyjny, ale dodali sporo ciekawych elementow. Od lewej: Guillermina, Milagros i Araceli
ach, ach, az sie chce przylaczyc...
A tu Carlos i Darwin (znow od lewej) Nie ustepuja swoim partnerkom
wiruja az milo
... No i przyszedl czas (no dobrze, zdjec wielu "numerow" nie umiescilam tutaj, ale to tylko dlatego, ze nie za bardzo dotycza naszych znajomych - tacy my tu patrioci lokalni) na salezjanski spontan... yyy... to znaczy wokal ;)
Podajemy nute...
I ruszyyyyliiii....
Padre Domenech (naprawde ma tak na nazwisko) wspina sie na szczyty uniesienia
A to pozegnanie wieczoru. Juz prawie z okna busa, ktory odwozil nas do Bosconii. Dzien pelen wrazen. Taki naprawde dobry dzien.