Maya Bell - un lugar silencio y muy bonito. se puede descansar y pensar... / Maya Bell - oaza spokoju, można pomyśleć, odpocząć i naładować wewnętrzną baterię... żeby uwierzyć mi na słowo, po prostu trzeba tu dotrzeć...
dos primeras noches dormi arriba en el arbol / pierwsze dwie noce. tym razem palapę i hamak zamieniłam na domek na drzewie :) na jego górną część :D
widok z góry :)
en la noche.. / noc...
por la manana.. / rankiem...
hm... :)
hace mucho calor, poreso mis tenis tienen que estar en la casa... solo en las chanclas :D / tenisówki zostają w domu, tym razem na boso lub w japonkach :D
en el museo - buscando las inspiraciones.. / w muzeum - szukanie inspiracji...
en las ruinas.. / w drodze do ruin... zawsze wybieram odwrotną drogę :) od dżungli przez ruiny do wyjścia, które normalnie jest wejściem, żeby na końcu zaliczyć kąpiel w wodospadzie (już poza obszarem ruin) :) - to wszystko na następnych zdjęciach...
"en la casa"... los murcielagos - como se puede leer en el calendario Maya, para mi los animales muy importantes.. quien sabe, pero posiblemente la verdad, porque la zona que se llama "los murcielagos", eso es un lugar muy tranquilo (y eso me gusta), muy cerca de las cascadas y bastante lejos del palacio y del ruido antiguo ;) .. / w domu... Murcielagos to nietoperze, moi przewodnicy i opiekunowie wg kalendarza Majów :) może rzeczywiście, bo część ruin Murcielagos znajduje się blisko wodospadów i strumyków, więc to by pasowało :) z dala od starożytnego, miejskiego gwaru i przepychu
ya en el centro / a tu już centrum...
el templo derecho / wieża prawa
el complejo norte / kompleks północny
la vista al valle / widok na dolinę
el templo derecho del otro lado / tu znowu wieża prawa z innego ujęcia
hm :) akcent etnograficzny hehe :) do zapamiętania, bo niezwykle rzadko można mnie zobaczyć w kolorach, ale to był przypadek :) wybrałam się z jedną parą dżinsów, więc potem trzeba było kupić "miejscowy wyrób", bo upał był nieznośny..
widok na pałac
"a tu, gdzie pokazuję patyczkiem, to..."
tu już w świątyni słońca
zapaliłam świeczkę w świątyni słońca... intencja bardzo, bardzo ważna... było to łatwiejsze niż samo wniesienie jej na rejon ruin!
na lewo świątynia słońca
samostrzał po zapaleniu świeczki i wdrapaniu się po kolejnych kilkuset schodach... te iskierki w oczach to ta intencja... :) no i słońce :D
hit!!! patrzcie i podziwiajcie hehe :) czasem upał zmusza nawet do kupna czerwonej spódnicy w kwiatki made in Gwatemala :)
w tym "domku z daszkiem" spoczywało ciało "Czerwonej Królowej" (obecnie "odnawiane w DF, więc co za niefart... nie widziałam), więc może kupno czerwonej spódniczki było nieprzypadkowe hehe :)
krypta Czerwonej Królowej
budynek nr 1, który zawsze dla mnie jest ostatnim :)
po wyjściu z ruin... spacerek do wodospadu (kąpiel) i powrót do Maya Bell...
cuś się jara...
mój wodospadzik z ukrytymi skarbami
oto i te skarby... te muszle dziś to kamienie. są starsze niż same ruiny, pochodzą z okresu, kiedy dżungla Palenque była jednym wielkim morzem...
po dwóch dniach w Palenque i kolejnych w Bonampak, Lakanja i Yaxchilan, powrót na jeden dzień do Maya Bell. domek na drzewie był zajęty, więc tym razem wypadło na chatkę :)
wewnątrz
basenik :)