Tak to wygląda po przyjeździe i perwszym mocowaniu się z taśmą. Cortland pakuje swoje paczki pancernie!
Po otwarciu pudełka ukazuje nam się coś takiego. Zachęcające :). Aha, pudełko zrobione jest na kształt tego z Maka mini - z rączką, podobnych gabarytów i w ogóle. LaCie zbliżyło doznanie obcowania z mini jak tylko mogło.
Po rozpakowaniu opakowania właściwiego, oto co znaleźć można w środku. Po lewej subpudełko z okablowaniem, po prawej dysk właściwy.
Siedem i pół miliona kabli :). Nie no, jest ich akurat tyle, by połączyć dysk z mini i zostaje jeszcze na podłączenie czegoś przez FireWire lub USB. Kabli wystarczy, są w kolorystyce makowej i idealnie współgrają z resztą okablowania.
Moment przed wyjęciem. Jejku, jakie to fajne i malutkie :)
Ciemno coś wyszło a bo świeci się to cholerne aluminium. Konstrukcja jest zwarta, nic nie lata, jest przyjemna w dotyku i wygląda czadersko. I jest diablo ciężka. Nie wiem, co tam wsadzili ale waży to sobie nieco. Nie wiem, czy ni więcej i od samego mini :)
Moja owłosiona łapa z fatalnymi pazurami ma służyć za porównanie - o, takie to małe jest i zgrabne.
Zestaw w pełni. dysk LaCie komponuje się idealnie z Makiem mini i razem tworzą bardzo przyjemną dla oka konstrukcję. Do tego cichą. Mimo przewalania na dysk blisko 200 GB danych, jest cicho, miło i przyjemnie. Wiatrak w dysku nie wydaje żadnych dźwięków. Sam dysk leciutko słychać ale zdecydowanie mniej, niż moją starszą dwustupięćdziesiątkę.